środa, 14 listopada 2007
OBRAZ Jana z Elity –jaśnie BRATA ŁATY z PARKINSONem od 80-tych lat PRZYkUŁ Go Do ŁOŻKA
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca ------
JAN KACZMAREK herbu ELITA um 2007 W 62 ROKU ŻYCIA CHORABA PARKINSONA -W CIĘŻKI STAN PACJENT LEŻĄCY
Nie był romantycznym bardem, tylko bratem łatą z ulotną Satyrą reprezentującą nasze tęsknoty, słuchaliśmy Radia, a on też tam wolał pomieszkiwać na eterze. Skromny pan Janek, którego scena paraliżuje, przy radiowym sitku czuje się bosko, nabiera wiatru w żagle, sprawdza się jako tekściarz i wykonawca… Od dawna już nie występował na scenie To właśnie Kaczmarek przez długie lata był pacjentem młodej lekarki w cyklu radiowych skeczy Ewy Szumańskiej. Prawdziwym lekarzom nie udało się mu pomóc: cierpiąc na CHOROBĘ PARKINSONA, PRZYKUTY DO ŁÓŻKA, z najwyższym trudem porozumiewający się z bliskimi, CIĄGLE STARAŁ SIĘ PISAĆ na podarowanym mu przez przyjaciół laptopie. Był jednym z założycieli Kabaretu Elita (wraz z Tadeuszem Drozdą, Jerzym Skoczylasem i Romanem Gerczakiem). W latach 70., 80. i 90. XX w. współpracował z Andrzejem Waligórskim i Studiem 202 w Polskim Radiu Wrocław. Jednym z najbardziej znanych słuchowisk z jego udziałem jest seria „Z PAMIĘTNIKA MŁODEJ LEKARKI” (wraz z Ewą Szumańską). Jan Kaczmarek : „KURNA CHATA”- W 1971 r. w Opolu Kaczmarek - absolwent elektroniki na Politechnice Wrocławskiej obdarzony fizjonomią i głosem cokolwiek nieestradowymi - w kaszkiecie na głowie i z odrapaną gitarą w ręku zaśpiewał, z męskim chórkiem za plecami, piosenkę z chwytliwym refrenem "A mnie się marzy kurna chata"..
.... „Zerowy bilans, czyli pero, pero”, „Czego się boisz głupia”, „Ballada o mleczarzu” czy „DO SERCA PRZYTUL PSA weż NA KOLANA KOTA”, a także opowiadań (Nasza naturalna sztuczność; KAW; 1980) i felietonów. błyskotliwy, nieustannie zaskakiwał skojarzeniami. Zmarł 14 listopada 2007 w wieku 62 lat. Przyczyną śmierci była CHOROBA PARKINSONA, na którą chorował od połowy lat 80,,,,Kaczmarek śpiewał o zwykłych sprawach. Zasłynął w latach 70. na festiwalu w Opolu, gdzie wraz z "Kabaretem Elita" zaśpiewał ”KURNĄ CHATĘ” - satyryczny song Polaka zmęczonego propagandą, marzącego o alienacji, o powrocie do natury, o odcięciu od urzędowego bełkotu, ”paragonów, paragrafów i wywieszek”.
PROFETYCZNY SONG Proroczy proekologizm wyraża jego piosenka ”Do serca przytul psa”, w której namawiał do wielbienia natury póki czas:
Zanim zdechnie w oceanie struty ropą śledź ostatni A ostatniej trawy źdźbło przykryje pył, Zanim w Leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie, Zanim ciszę leśną zmąci jazgot pił, Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta, A w piwnicy odda ducha SZARA MYSZ, Zanim wszystko co zielone, co w pachnącej trawie mieszka Na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz. Do serca PRZYTULPSA, Weź NA KOLANA KOTA, Weź lupę popatrz - PCHŁA! Daj spokój, pchła to też istota. Za oknem zasadź BLUSZCZ, Niech się gadzina wije, A kiedy ciemno już i wszyscy śpią, I matka śpi, ojciec śpi, babcia śpi, córka śpi, żona śpi - Zapylaj GEORGINIE. Nim zatruje aerozol do cna życie MORSKIM ŚWINKOM I przesłoni góry ciąg dymiących hałd, Nim słowiki i skowronki stracą głosy i umilkną W metalicznym ryku rozwydrzonych aut. Nim karmiona sztucznie KROWA Da zielone, chude mleko, Zanim wzruszysz się wąchając sztuczny kwiat. Zanim naturalny erzac w krew ci wejdzie tak daleko, Że polubisz plastykowy, śmieszny świat. Do serca przytul psa, Weź na kolana kota, Weź lupę, popatrz - pchła! Daj spokój, pchła to też istota. W JEŻYNY nura daj Lub usiądź NA MROWISKU. To może nie jest raj, lecz trwaj tam, trwaj, w jeżynach trwaj, Wiosna, maj, a ty trwaj! A ty trwaj, a ty trwaj! Bo to jest w końcu - wszystko..((((((((((
Umarł fantastyczny artysta, który mieścił się w piątce najwybitniejszych twórców piosenki poetyckiej młodszego pokolenia-WTEDY guru, TRWAŁ PRL KOMUNA.... Tak, właśnie młodszego, po Tuwimie, Gałczyńskim to on wraz z Koftą, Grechutą, Młynarskim i Osiecką stworzyli nową jakość poezji śpiewaneJ Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kabaret_elita,do_serca_przytul_psa.html
...............1971............KURNA CHATA A mnie się marzy kurna chata Zwyczajna izba zbita z prostych desek Żeby się odciąć od całego świata Od paragonów, paragrafów i wywieszek Zaszyć się w kącie w kupie liści Tak, żeby tylko koniec nosa było widać Nic nie zamiatać, nic nie czyścić Nie kombinować, co się jeszcze może przydać Kiełkuje tu i tam tymotka Na klepisku rośnie czterolistna koniczyna Nie myśli się o ścisku, o wycisku Nic się o czternastej nie zaczyna Wolno grubieją ci paluszki I wolno rosną kędzierzawej brody pukle Niszczeją zgrzebne ciuszki A tobie nie żal nadziewanych pączków z lukrem A mnie się marzy kurna chata I trzaskające w kurnym piecu smolne pieńki I dochodzący głos kolegów "Pójdźmy wszyscy do stajenki..." Gdzieś tam prezydent zbiegł w szlafroku Gdzieś tam przyjęli jako wskaźnik stopę zysku Pięć wizyt, sześć wyroków Ktoś przez pomyłkę rekord świata pobił w dysku A tu tymotka wprost z podłogi Strzela w niebo i lwie paszcze rosną dzikie I sercu drogiej nie masz tu załogi Tutaj możesz się nie liczyć z nikim Budzi cię leśnych ptasząt duet Więc się przeciągasz, a stwierdziwszy ssanie w dołku Przyswajasz razową bułę I zaraz lżej ci na tym ziemskim łez padołku..............https://www.tekstowo.pl/piosenka,jan_kaczmarek,kurna_chata.html
...............1971............KURNA CHATA A mnie się marzy kurna chata Zwyczajna izba zbita z prostych desek Żeby się odciąć od całego świata Od paragonów, paragrafów i wywieszek Zaszyć się w kącie w kupie liści Tak, żeby tylko koniec nosa było widać Nic nie zamiatać, nic nie czyścić Nie kombinować, co się jeszcze może przydać Kiełkuje tu i tam tymotka Na klepisku rośnie czterolistna koniczyna Nie myśli się o ścisku, o wycisku Nic się o czternastej nie zaczyna Wolno grubieją ci paluszki I wolno rosną kędzierzawej brody pukle Niszczeją zgrzebne ciuszki A tobie nie żal nadziewanych pączków z lukrem A mnie się marzy kurna chata I trzaskające w kurnym piecu smolne pieńki I dochodzący głos kolegów "Pójdźmy wszyscy do stajenki..." Gdzieś tam prezydent zbiegł w szlafroku Gdzieś tam przyjęli jako wskaźnik stopę zysku Pięć wizyt, sześć wyroków Ktoś przez pomyłkę rekord świata pobił w dysku A tu tymotka wprost z podłogi Strzela w niebo i lwie paszcze rosną dzikie I sercu drogiej nie masz tu załogi Tutaj możesz się nie liczyć z nikim Budzi cię leśnych ptasząt duet Więc się przeciągasz, a stwierdziwszy ssanie w dołku Przyswajasz razową bułę I zaraz lżej ci na tym ziemskim łez padołku..............https://www.tekstowo.pl/piosenka,jan_kaczmarek,kurna_chata.html
sobota, 28 lipca 2007
Zbigniew Herbert -OBRAZ Pan Cogito od euforii do dna- choroba dwubiegunowa
Zbigniew Herbert Jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX w. zmagał się z depresją przez długie lata. W latach 60. Herbert cierpiał na psychozę maniakalno-depresyjną, oznacza to, że raz miewał etapy euforii, kiedy świat widział w pozytywnych barwach, natomiast później wszystko przybierało negatywne wizje. Herbert w czasie choroby miał ograniczone zdolności literackie, bardzo trudno było mu napisać kilka sensownych zdań, gdyż nie był w stanie w żaden sposób się skoncentrować. Niestety, w ubiegłym wieku bardzo mało wiedziano o chorobie dwubiegunowej, dlatego leczenie pisarza było niemożliwe. Andrzej Franaszek w biografii Zbigniewa Herberta podkreśla, że pisarz chciał tworzyć i starał się to robić, podczas spokojnych etapów swojej choroby, które zdarzały się niezwykle rzadko.
Spekuluje, że być może refleksyjny styl, w jakim napisany jest „Pan Cogito”, wynikał z potrzeby wyciszenia umysłu oraz nabrania pewności. Pomysł na postać Pana Cogito (ZH: „jegomość w naszym krytycznym wieku i naszych krytycznych czasach”,,jegomość w naszym wieku, który stara się walczyć z rozpaczą”) Herbert zanotował w Kazimierzu nad Wisłą prawdopodobnie pod koniec września 1962 roku: ,,Pan Cogito – cykl poetycki o przygodach świadomości; od prostych – postrzeżenie, wyobrażenie do halucynacji, ekstaz mistycznyc Badacze literatury określają postać Pana Cogito jako tzw. personę. Według innych (lub wymiennie) – dzięki zabiegowi swojego twórcy zakłada ona tzw. maskę (jest maską liryczną autora), by komentować i analizować rzeczywistość[1]. Sam Zbigniew Herbert zgadzał się na tę interpretację, ale też bardziej skłaniał się do określenia Pana Cogito jako „metody”, która pozwala odizolować się, zobiektywizować to, co jest wstydliwe, jednostkowe, podmiotowe[4]. Postać Pana Cogito przygląda się światu z obiektywizmem, zwraca się także często w przeszłość (np. wiersz Kaligula) natomiast stosunek autora do stworzonej postaci jest pełen dystansu i ironii
Herbert był zdecydowanie bardziej człowiekiem niepokoju niż stabilności.Przez ponad trzydzieści lat zmagał się z chorobą dwubiegunową afektywną. Żył w upiornym rytmie oczekiwania na falę depresji, która prędzej czy później musi przyjść. I to naprawdę poważnej depresji - takiej, która człowieka miażdży i przykuwa do łóżka (wywiad z Franaszkiem) 28 lipca 1998; Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca
Spekuluje, że być może refleksyjny styl, w jakim napisany jest „Pan Cogito”, wynikał z potrzeby wyciszenia umysłu oraz nabrania pewności. Pomysł na postać Pana Cogito (ZH: „jegomość w naszym krytycznym wieku i naszych krytycznych czasach”,,jegomość w naszym wieku, który stara się walczyć z rozpaczą”) Herbert zanotował w Kazimierzu nad Wisłą prawdopodobnie pod koniec września 1962 roku: ,,Pan Cogito – cykl poetycki o przygodach świadomości; od prostych – postrzeżenie, wyobrażenie do halucynacji, ekstaz mistycznyc Badacze literatury określają postać Pana Cogito jako tzw. personę. Według innych (lub wymiennie) – dzięki zabiegowi swojego twórcy zakłada ona tzw. maskę (jest maską liryczną autora), by komentować i analizować rzeczywistość[1]. Sam Zbigniew Herbert zgadzał się na tę interpretację, ale też bardziej skłaniał się do określenia Pana Cogito jako „metody”, która pozwala odizolować się, zobiektywizować to, co jest wstydliwe, jednostkowe, podmiotowe[4]. Postać Pana Cogito przygląda się światu z obiektywizmem, zwraca się także często w przeszłość (np. wiersz Kaligula) natomiast stosunek autora do stworzonej postaci jest pełen dystansu i ironii
Herbert był zdecydowanie bardziej człowiekiem niepokoju niż stabilności.Przez ponad trzydzieści lat zmagał się z chorobą dwubiegunową afektywną. Żył w upiornym rytmie oczekiwania na falę depresji, która prędzej czy później musi przyjść. I to naprawdę poważnej depresji - takiej, która człowieka miażdży i przykuwa do łóżka (wywiad z Franaszkiem) 28 lipca 1998; Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca
środa, 25 stycznia 2006
wirginia cierpiąca z powodu choroby afektywnej dwubiegunowej, która rzutowała na jej życie i twórczość
Adeline VIRGINIA WOOLF z domu Stephen (ur. 25 stycznia 1882 w Londynie,– angielska pisarka i feministka, Nagła śmierć matki z powodu grypy i przyrodniej siostry Stelli dwa lata później były przyczyną pierwszego z kilku załamań nerwowych Virginii. Śmierć jej ojca w roku 1904 spowodowała jej najbardziej niepokojące załamanie nerwowe i została ona na krótki czas umieszczona w zakładzie psychiatrycznym.;;;;;; postrzega się Virginię jako osobę cierpiącą z powodu choroby afektywnej dwubiegunowej, która rzutowała na jej życie i twórczość i ostatecznie doprowadziła ją do samobójstwa. Pod koniec 1940 Virginia miała kolejny silny atak nerwowy. Tym razem czuła, że nie jest w stanie wyzdrowieć.
28 marca 1941, w wieku 59 lat, napełniła kieszenie kamieniami i rzuciła się do rzeki Ouse, nieopodal jej domu w Rodmell. Pozostawiła dwa listy pożegnalne: jeden dla swojej siostry Vanessy, a drugi dla swojego męża.
Najdroższy, jestem pewna, że znów tracę zmysły. Czuję, że nie damy rady przejść przez te kolejne trudne chwile. I że tym razem nie wyzdrowieję. Zaczynam słyszeć głosy i nie mogę się skoncentrować. Więc robię to, co uważam za najlepsze. Dałeś mi radość największą z możliwych. Byłeś w każdy możliwy sposób wszystkim, kim każdy mógł być. Nie sądzę, że dwoje ludzi mogło być szczęśliwsi, aż przyszła ta straszliwa choroba. Nie mogę już dłużej walczyć. Wiem, że niszczę twoje życie, że beze mnie mógłbyś pracować. I będziesz, wiem to. Jak widzisz, nie umiem nawet poprawnie tego napisać. Nie mogę czytać. Chcę tylko powiedzieć, że całą radość mojego życia zawdzięczam tobie. Byłeś względem mnie niesamowicie cierpliwy i niewiarygodnie dobry. Chcę powiedzieć, że – wszyscy to wiedzą. Gdyby ktokolwiek mógł mnie uratować, byłbyś to ty. Nie mam już nic oprócz pewności, że jesteś dobry. Nie mogę dłużej niszczyć ci życia. Nie sądzę, że dwoje ludzi mogło być szczęśliwszymi, niż my byliśmy. W." (tłumaczenie własne)
oryginalny cytat:
"Dearest, I feel certain that I am going mad again. I feel we can't go through another of those terrible times. And I shan't recover this time. I begin to hear voices, and I can't concentrate. So I am doing what seems the best thing to do. You have given me the greatest possible happiness. You have been in every way all that anyone could be. I don't think two people could have been happier 'til this terrible disease came. I can't fight any longer. I know that I am spoiling your life, that without me you could work. And you will I know. You see I can't even write this properly. I can't read. What I want to say is I owe all the happiness of my life to you. You have been entirely patient with me and incredibly good. I want to say that – everybody knows it. If anybody could have saved me it would have been you. Everything has gone from me but the certainty of your goodness. I can't go on spoiling your life any longer. I don't think two people could have been happier than we have been. V." (The Letters of Virginia Woolf, vol. VI, p. 481)
moon Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca
piątek, 6 stycznia 2006
Galernicy Wrażliwości czyli MY Odmieńcy Inni wg Marii Janion, guru przełomu tysiąclecia
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca
GALERNICY WRAŻLIWOŚCI Publikowane w tym tomie materiały - studia, szkice tłumaczenia, dyskusje - to plon konwersatoriów Na Uniwersytecie Gdańskim przez PROF. DR MARIĘ JANION . w tytule jednej z najsłynniejszych książek nazwała „odnawianiem znaczeń, czyli łamaniem utartych stereotypów odczytywania literatury, szukając w niej, ciągle od nowa, ciągle z innego punktu widzenia, tego, co obce, inne, ukryte, nieświadome i niewydobyte. „ Każdy z tomów serii "TRANSGRESJE" to swoiste przekroczenie granic: przekraczanie siebie, norm, konwencji, ról, przyjętych wyobrażeń pokonywania tego, co dane i gotowe przez ludzi, którzy chcieli przejść "NA DRUGĄ STRONĘ", przemknąć poza horyzont. seria TRANSGRESJE, - Tytuły poszczególnych tomów układają się w zestaw najważniejszych tematów nowożytnej antropologii: „Galernicy wrażliwości”, „Osoby”, „Maski”, „Odmieńcy”, „Dzieci”.: „Galernicy wrażliwości”, „Odmieńcy”, „Osoby”, „Maski”, „Dzieci”, wyznaczały nowatorskie sposoby uprawiania historii literatury https://janion.pl/seminarium transgresja i literatura –grzegorz pertek TRANSGRESJA .. ze swobodnym użyciem terminu, odnoszącym się głównie do PRZEKROCZEŃ DOKONYWANYCH W OBSZARZE EGZYSTENCJI (LITERATURA JAKO ZAPIS); Przestrzenią dyskursu zawiaduje nieustanna oscylacja sensu transgresji między dwoma zasadniczymi obszarami: egzystencjalnym (doświadczenie) oraz tekstualnym (forma). stwierdza Romana Kolarzowa, że „pojęcie to stało się jednym z tych słów-kluczy, które nadużywane w przeświadczeniu, że «pasują do wszystkiego», w końcu stają się wytrychami”3. W istocie mowa tu o „naukowej katachrezie”, która rodzi sytuację paradoksalną: z jednej strony bowiem transgresja jest terminem niesamowicie popularnym i modnym, z drugiej zaś – słabo zdefiniowanym, niejasnym, najczęściej odsyłającym do nieuchwytnych zjawisk, do sfery niewyrażalnych doświadczeń jednostki, za czym skrywa się wciąż żywe przekonanie, że pisać o transgresji to tyle, co zdradzić ją od pierwszego słowa. To wzmożone zainteresowanie transgresją ma także swoją specyfikę, której wyznaczniki chciałbym wskazać, a która w dużej mierze wynika z faktu, że „problematyka przekroczeń – – to dziś chleb powszedni popkultury używając słów Nycza, o „rozległe i nieostre continuum zróżnicowanych przypadków” Guru przełomu tysiąclecia https://rcin.org.pl/Content/65232/WA248_72545_P-I-2524_helbig-guru_o.pdf Centralną kategorią takiego modelu humanistyki jest interpretacja, określana również jako „odsłonięcie ukrytego". Związane z New Age'owskim postulatem zerwania z wszelką tabuizacją odsłonięcie odgrywa w dyskursie Marii Janion - jako wspólny mianownik hermeneutyki (odsłonięcie ukrytego sensu), marksizmu (odsłonięcie prawdy drogą rewolucji) oraz psychoanalizy (odsłonięcie podświadomości), fundamentalną rolę. Dążąc do „odsłonięcia" badacz humanistyczny powinien, jak postulują Janion i New Age, nie tyle kierować się rygorystycznymi regułami logiki, ile poznaniem intuicyjnym, implikującym zatarcie granic między nauką, sztuką i życiem: Posługujemy się nim [pojęciem intuicji humanistycznej, B.H-M] [...] w życiu potocznym, nie wiem, dlaczego mielibyśmy zrezygnować zeń w nauce. W imię rygorystycznego przedziału między nauką a życiem? Wydaje się, że humanistyka [...] zmierza do przełamania takich podziałów - i ja zaliczam to do jej największych zasług” Maria Janion „mówi" dyskursem New Age: przełom, rozpad, wolność, przewartościowanie. Jej zdaniem to Wielka Rewolucja Francuska zapoczątkowała refleksję Europejczyków na temat rozdwojenia, rozdarcia, dezintegracji, skłócenia ze sobą nowożytnego człowieka, wygnańca z Arkadii. Przywróceniu jedności, czyli zbawieniu i integracji rozdartego człowieka służyć powinny, powołując się na Schillera i jego koncepcję zsekularyzowanego raju na ziemi, m.in. sztuka i humanistyka. Idea zbawienia ziemskiego koresponduje z nowożytnym wyobrażeniem o boskości człowieka, jego równości wobec Boga. Wrogiej tego typu wyobrażeniom religii chrześcijańskiej przeciwstawia Janion bardzo popularny w okresie romantyzmu i preferowany przez nią gnostycyzm, niezwykle istotny punkt odniesienia ruchu Nowej Ery… w „LITERATURA I ANTY PSYCHIATRIA" (Colloquia Gdańskie), manifestuje się obraz świata alternatywny wobec dwu dominujących w ówczesnej kulturze polskiej dyskursów - oficjalnego, socjalistyczno-totalitarnego z jednej strony, i nieoficjalnego, opozycyjnego, katolicko-patriarchalnego z drugiej, wykluczających z pola widzenia m.in. sferę ludzkiej cielesności…. galernicy Tom Galernicy wrażliwości, poświęcony jest SZALEŃSTWU- teksty literackie z różnych epok, których dominantą konstrukcyjną są opozycje semantyczne romantycznej proweniencji typu: „indywiduum-społeczeństwo", „szaleństwonorma", „genialność-przeciętność", „serce-rozum", przy czym charakterystyczne jest podniesienie rangi szaleństwa oraz zastosowanie inwersji znaczeń „szalony" i „normalny". Wybrane teksty sugerują, iż szalona jest ograniczona, pruderyjna, spętana stereotypowymi wyobrażeniami większość społeczeństwa (np. lekarze w domach wariatów), za normalnych natomiast uważać można ODMIEŃCÓW, ludzi INNYCH, obcych, nonkonformistów o wielkiej wrażliwości, skazanych przez społeczeństwo na izolację i poddawanych otępiającemu leczeniu farmakologicznemu, tych, którzy „więcej czują, inaczej rozumieją i dlatego bardziej cierpią, a których często nazywamy schizofrenikami" . obraz dwu legendarnyCH ofiar zakłamanego społeczeństwa nie tolerującego nieprzystosowanych, wypadają cych z roli autsajderów. Jest to postać Kaspara Hausera, oraz francuskiej pisarki Emmy Santos, która w książce Źle wykastrowana przeciwstawia się instytucjonalizacji i przemocy w zakładach dla obłąkanych, oskarżając społeczeństwo o ucisk i urzeczowienie jednostki. ...dochodzą do głosu przedstawiciele antypsychiatrii, podkreślający związek między rozwojem choroby psychicznej a przemocą wywieraną na jednostkę przez rodzinę oraz wszelkie instytucje. ..m in. artykuł T. Szasza Choroba psychiczna. Mit współczesny?, postulujący traktowanie schizofrenii nie jako choroby, lecz jako walki o sens życia i znalezienie samego siebie. a w „Transgresjach" teza innego przedstawiciela antypsychiatrii, D. Coopera, ukazującą zawłaszczający indywiduum obszar instytucjonalny (szkołę, rodzinę) w bardzo negatywnym świetle. Obszar ten kojarzony jest tutaj, podobnie jak M. Ferguson , z „więzienną celą" oraz polem semantycznym śmierci: [...] żyjemy życiem, które od narodzin do śmierci jest zaszufladkowane. Wprost z łona matki dostajemy się do przegródki rodziny, z której przenosimy się do przegródki szkoły. W chwili kiedy opuszczamy szkołę, jesteśmy już tak uwarunkowani na przebywanie w przegródce, że zaczynamy budować wokół siebie własną przegródkę, więzienie, pudełko - aż w końcu, z ulgą, spoczywamy w trumnie czy w piecu// Powstanie schizofrenii antypsychiatria wiąże z zakłóceniami w stosunkach interpersonalnych, np. między członkami rodziny. Zarówno D. Cooper, jak i R.D. Laing oraz C. Delacampagne mówią o „przypisywaniu obłędu" przez otoczenie i o przytłaczającej przemocy miłości rodzicielskiej. Rodzina oraz zinstytucjonalizowane społeczeństwo - to - „struktura represyjna", która - uwewnętrzniona przez indywiduum i manifestująca się np. wpojonym poczuciem winy w dziedzinie seksu - sprzeniewierza się dążeniu do szczęścia, tożsamości i pełni życia jednostki. Przedmiotem typowo New /4ge'owskiej krytyki seminarzystów jest także zimna, nieludzka ideologia medyczna z jej wizją człowieka zredukowanego do procesów fizjologicznych. Dla przywoływanego w tym kontekście R. Jaccarda choroba psychiczna to stan twórczy. Leczenie farmakologiczne, zwane „medykalizacją konfliktu duchowego", pozbawia człowieka jego autonomii, „wywłaszcza" go z choroby psychicznej, która być może przyniosłaby nowy sens życia Seks jako możliwość przeniesienia transgresji na drugą stronę bytu jest tematem tomu ODMIEŃCY . teksty m.in. Artauda, Baudelaire'a, Nietzschego, Wojaczka, Komornickiej - erotyka nierozerwalnie wiąże się z cierpieniem, nienawiścią, obłędem i śmiercią. .. przywoływany romantyczny mit Androgyne o pierwotnej jedności męskiego i żeńskiego pierwiastka w człowieku i brzemiennym w skutki rozszczepieniu płci przez Boga, ku wiecznej tęsknocie i męce rozdartego odtąd człowieka. .. Przywoływane w antologii cytaty Nietzschego podkreślają represyjny charakter chrześcijaństwa wobec zdegradowanej do roli GRZECHU seksualności/ / trzy sylwetki odmieńców: Adelę Hugo, Marię Komornicką oraz Jean Geneta. Szalona z nieodwzajemnionej miłości Adela Hugo, walcząca o prawo do bycia sobą, a nie tylko córką pisarza, Do problemu tego wróci Janion w Kobietach i duchu inności… zamknięta w domu wariatów Maria Komornicka //świadectwo dramatycznej walki o egzystencję, tożsamość i autentyczność, świadectwo „poszukiwania samego siebie, własnej prawdy nawet za cenę obłędu" . W życiu tych obu Osób urodzonych jako kobiety , wyzwalających się z pęt społecznych i tworzących „mitologię prywatną", kobiet manifestuje się protest przeciwko przydzielonej kobiecie roli oraz zaciekła, męczeńska, tragiczna troska o „przekuwanie biografii w egzystencję", „świadomości fałszywej w egzystencję prawdziwą". Szczególnie podkreśla się związek eksperymentu Komornickiej, która poprzez spirytualistyczne przeżycie transformacji w istotę męską, poprzez rozpacz i spoglądanie w „otchłanie egzystencji i seksualności" doszła do głębokiego duchowego samopoznania i akceptacji ży cia, z koncepcją doświadczenia wewnętrznego Lainga. Los Komornickiej staje się też niejako ilustracją wypowiedzi Szasza, iż człowiek, który źle odgrywa swą rolę społeczną i na poważnie szuka sensu w życiu, przez większość ludzi uznany zostaje za wariata.Piotr Odmieniec Włast, Maryja Jakubina Komornicka (ur. 25 lipca 1876 w Grabowie nad Pilicą,– polski pisarz młodopolski, tłumacz i krytyk literacki. Przez pierwsze 30 lat życia funkcjonował jako kobieta – Maria , odrzuciwszy tę tożsamość w 1907: w 1907 w hotelu Bazar w Poznaniu - Włast spalił w piecu kobiece suknie i ogłosił się mężczyzną. Od tej pory nosił wyłącznie męskie stroje, palił fajkę, skrócił włosy, usunął uzębienie (by uzyskać nowy wyraz twarzy) i używał konsekwentnie nazwiska Piotr Odmieniec Włast. Prof. Bogdan Zakrzewski wspominał, że Piotr był przyjaznym i bardzo ciekawym rozmówcą, jego jedynym warunkiem było, aby zwracając się doń, zachowywać męską formę[.Uznany przez rodzinę za obłąkanego, w latach 1907–1914 przebywał w sanatoriach i szpitalach. W 1914 wrócił do rodzinnego Grabowa, pisał ostatnie dzieło, Xięga poezji idyllicznej- Zdaje mi się, że jutro do mnie należy 1899... - zupełnie zapomniany(a). . Zmarł(a) w zakładzie leczniczym w Izabelinie zm. 8 marca 1949 .......W powszechnej opinii nadal jednak uznaje się go za kobietę. Tomasik w swojej książce zastanawiał się: „Otwarte pozostaje pytanie, czy Włastowi w jego metamorfozie bardziej chodziło o stanie się mężczyzną, czy po prostu człowiekiem” jako, że w owych czasach kobieta de facto była podczłowiekiem, na co zwracała uwagę także m.in. Zofia Nałkowska... + aneks 2020 Maria Janion Umarła w trakcie tytanicznej pracy w labiryncie z książsek w 93 rz
GALERNICY WRAŻLIWOŚCI Publikowane w tym tomie materiały - studia, szkice tłumaczenia, dyskusje - to plon konwersatoriów Na Uniwersytecie Gdańskim przez PROF. DR MARIĘ JANION . w tytule jednej z najsłynniejszych książek nazwała „odnawianiem znaczeń, czyli łamaniem utartych stereotypów odczytywania literatury, szukając w niej, ciągle od nowa, ciągle z innego punktu widzenia, tego, co obce, inne, ukryte, nieświadome i niewydobyte. „ Każdy z tomów serii "TRANSGRESJE" to swoiste przekroczenie granic: przekraczanie siebie, norm, konwencji, ról, przyjętych wyobrażeń pokonywania tego, co dane i gotowe przez ludzi, którzy chcieli przejść "NA DRUGĄ STRONĘ", przemknąć poza horyzont. seria TRANSGRESJE, - Tytuły poszczególnych tomów układają się w zestaw najważniejszych tematów nowożytnej antropologii: „Galernicy wrażliwości”, „Osoby”, „Maski”, „Odmieńcy”, „Dzieci”.: „Galernicy wrażliwości”, „Odmieńcy”, „Osoby”, „Maski”, „Dzieci”, wyznaczały nowatorskie sposoby uprawiania historii literatury https://janion.pl/seminarium transgresja i literatura –grzegorz pertek TRANSGRESJA .. ze swobodnym użyciem terminu, odnoszącym się głównie do PRZEKROCZEŃ DOKONYWANYCH W OBSZARZE EGZYSTENCJI (LITERATURA JAKO ZAPIS); Przestrzenią dyskursu zawiaduje nieustanna oscylacja sensu transgresji między dwoma zasadniczymi obszarami: egzystencjalnym (doświadczenie) oraz tekstualnym (forma). stwierdza Romana Kolarzowa, że „pojęcie to stało się jednym z tych słów-kluczy, które nadużywane w przeświadczeniu, że «pasują do wszystkiego», w końcu stają się wytrychami”3. W istocie mowa tu o „naukowej katachrezie”, która rodzi sytuację paradoksalną: z jednej strony bowiem transgresja jest terminem niesamowicie popularnym i modnym, z drugiej zaś – słabo zdefiniowanym, niejasnym, najczęściej odsyłającym do nieuchwytnych zjawisk, do sfery niewyrażalnych doświadczeń jednostki, za czym skrywa się wciąż żywe przekonanie, że pisać o transgresji to tyle, co zdradzić ją od pierwszego słowa. To wzmożone zainteresowanie transgresją ma także swoją specyfikę, której wyznaczniki chciałbym wskazać, a która w dużej mierze wynika z faktu, że „problematyka przekroczeń – – to dziś chleb powszedni popkultury używając słów Nycza, o „rozległe i nieostre continuum zróżnicowanych przypadków” Guru przełomu tysiąclecia https://rcin.org.pl/Content/65232/WA248_72545_P-I-2524_helbig-guru_o.pdf Centralną kategorią takiego modelu humanistyki jest interpretacja, określana również jako „odsłonięcie ukrytego". Związane z New Age'owskim postulatem zerwania z wszelką tabuizacją odsłonięcie odgrywa w dyskursie Marii Janion - jako wspólny mianownik hermeneutyki (odsłonięcie ukrytego sensu), marksizmu (odsłonięcie prawdy drogą rewolucji) oraz psychoanalizy (odsłonięcie podświadomości), fundamentalną rolę. Dążąc do „odsłonięcia" badacz humanistyczny powinien, jak postulują Janion i New Age, nie tyle kierować się rygorystycznymi regułami logiki, ile poznaniem intuicyjnym, implikującym zatarcie granic między nauką, sztuką i życiem: Posługujemy się nim [pojęciem intuicji humanistycznej, B.H-M] [...] w życiu potocznym, nie wiem, dlaczego mielibyśmy zrezygnować zeń w nauce. W imię rygorystycznego przedziału między nauką a życiem? Wydaje się, że humanistyka [...] zmierza do przełamania takich podziałów - i ja zaliczam to do jej największych zasług” Maria Janion „mówi" dyskursem New Age: przełom, rozpad, wolność, przewartościowanie. Jej zdaniem to Wielka Rewolucja Francuska zapoczątkowała refleksję Europejczyków na temat rozdwojenia, rozdarcia, dezintegracji, skłócenia ze sobą nowożytnego człowieka, wygnańca z Arkadii. Przywróceniu jedności, czyli zbawieniu i integracji rozdartego człowieka służyć powinny, powołując się na Schillera i jego koncepcję zsekularyzowanego raju na ziemi, m.in. sztuka i humanistyka. Idea zbawienia ziemskiego koresponduje z nowożytnym wyobrażeniem o boskości człowieka, jego równości wobec Boga. Wrogiej tego typu wyobrażeniom religii chrześcijańskiej przeciwstawia Janion bardzo popularny w okresie romantyzmu i preferowany przez nią gnostycyzm, niezwykle istotny punkt odniesienia ruchu Nowej Ery… w „LITERATURA I ANTY PSYCHIATRIA" (Colloquia Gdańskie), manifestuje się obraz świata alternatywny wobec dwu dominujących w ówczesnej kulturze polskiej dyskursów - oficjalnego, socjalistyczno-totalitarnego z jednej strony, i nieoficjalnego, opozycyjnego, katolicko-patriarchalnego z drugiej, wykluczających z pola widzenia m.in. sferę ludzkiej cielesności…. galernicy Tom Galernicy wrażliwości, poświęcony jest SZALEŃSTWU- teksty literackie z różnych epok, których dominantą konstrukcyjną są opozycje semantyczne romantycznej proweniencji typu: „indywiduum-społeczeństwo", „szaleństwonorma", „genialność-przeciętność", „serce-rozum", przy czym charakterystyczne jest podniesienie rangi szaleństwa oraz zastosowanie inwersji znaczeń „szalony" i „normalny". Wybrane teksty sugerują, iż szalona jest ograniczona, pruderyjna, spętana stereotypowymi wyobrażeniami większość społeczeństwa (np. lekarze w domach wariatów), za normalnych natomiast uważać można ODMIEŃCÓW, ludzi INNYCH, obcych, nonkonformistów o wielkiej wrażliwości, skazanych przez społeczeństwo na izolację i poddawanych otępiającemu leczeniu farmakologicznemu, tych, którzy „więcej czują, inaczej rozumieją i dlatego bardziej cierpią, a których często nazywamy schizofrenikami" . obraz dwu legendarnyCH ofiar zakłamanego społeczeństwa nie tolerującego nieprzystosowanych, wypadają cych z roli autsajderów. Jest to postać Kaspara Hausera, oraz francuskiej pisarki Emmy Santos, która w książce Źle wykastrowana przeciwstawia się instytucjonalizacji i przemocy w zakładach dla obłąkanych, oskarżając społeczeństwo o ucisk i urzeczowienie jednostki. ...dochodzą do głosu przedstawiciele antypsychiatrii, podkreślający związek między rozwojem choroby psychicznej a przemocą wywieraną na jednostkę przez rodzinę oraz wszelkie instytucje. ..m in. artykuł T. Szasza Choroba psychiczna. Mit współczesny?, postulujący traktowanie schizofrenii nie jako choroby, lecz jako walki o sens życia i znalezienie samego siebie. a w „Transgresjach" teza innego przedstawiciela antypsychiatrii, D. Coopera, ukazującą zawłaszczający indywiduum obszar instytucjonalny (szkołę, rodzinę) w bardzo negatywnym świetle. Obszar ten kojarzony jest tutaj, podobnie jak M. Ferguson , z „więzienną celą" oraz polem semantycznym śmierci: [...] żyjemy życiem, które od narodzin do śmierci jest zaszufladkowane. Wprost z łona matki dostajemy się do przegródki rodziny, z której przenosimy się do przegródki szkoły. W chwili kiedy opuszczamy szkołę, jesteśmy już tak uwarunkowani na przebywanie w przegródce, że zaczynamy budować wokół siebie własną przegródkę, więzienie, pudełko - aż w końcu, z ulgą, spoczywamy w trumnie czy w piecu// Powstanie schizofrenii antypsychiatria wiąże z zakłóceniami w stosunkach interpersonalnych, np. między członkami rodziny. Zarówno D. Cooper, jak i R.D. Laing oraz C. Delacampagne mówią o „przypisywaniu obłędu" przez otoczenie i o przytłaczającej przemocy miłości rodzicielskiej. Rodzina oraz zinstytucjonalizowane społeczeństwo - to - „struktura represyjna", która - uwewnętrzniona przez indywiduum i manifestująca się np. wpojonym poczuciem winy w dziedzinie seksu - sprzeniewierza się dążeniu do szczęścia, tożsamości i pełni życia jednostki. Przedmiotem typowo New /4ge'owskiej krytyki seminarzystów jest także zimna, nieludzka ideologia medyczna z jej wizją człowieka zredukowanego do procesów fizjologicznych. Dla przywoływanego w tym kontekście R. Jaccarda choroba psychiczna to stan twórczy. Leczenie farmakologiczne, zwane „medykalizacją konfliktu duchowego", pozbawia człowieka jego autonomii, „wywłaszcza" go z choroby psychicznej, która być może przyniosłaby nowy sens życia Seks jako możliwość przeniesienia transgresji na drugą stronę bytu jest tematem tomu ODMIEŃCY . teksty m.in. Artauda, Baudelaire'a, Nietzschego, Wojaczka, Komornickiej - erotyka nierozerwalnie wiąże się z cierpieniem, nienawiścią, obłędem i śmiercią. .. przywoływany romantyczny mit Androgyne o pierwotnej jedności męskiego i żeńskiego pierwiastka w człowieku i brzemiennym w skutki rozszczepieniu płci przez Boga, ku wiecznej tęsknocie i męce rozdartego odtąd człowieka. .. Przywoływane w antologii cytaty Nietzschego podkreślają represyjny charakter chrześcijaństwa wobec zdegradowanej do roli GRZECHU seksualności/ / trzy sylwetki odmieńców: Adelę Hugo, Marię Komornicką oraz Jean Geneta. Szalona z nieodwzajemnionej miłości Adela Hugo, walcząca o prawo do bycia sobą, a nie tylko córką pisarza, Do problemu tego wróci Janion w Kobietach i duchu inności… zamknięta w domu wariatów Maria Komornicka //świadectwo dramatycznej walki o egzystencję, tożsamość i autentyczność, świadectwo „poszukiwania samego siebie, własnej prawdy nawet za cenę obłędu" . W życiu tych obu Osób urodzonych jako kobiety , wyzwalających się z pęt społecznych i tworzących „mitologię prywatną", kobiet manifestuje się protest przeciwko przydzielonej kobiecie roli oraz zaciekła, męczeńska, tragiczna troska o „przekuwanie biografii w egzystencję", „świadomości fałszywej w egzystencję prawdziwą". Szczególnie podkreśla się związek eksperymentu Komornickiej, która poprzez spirytualistyczne przeżycie transformacji w istotę męską, poprzez rozpacz i spoglądanie w „otchłanie egzystencji i seksualności" doszła do głębokiego duchowego samopoznania i akceptacji ży cia, z koncepcją doświadczenia wewnętrznego Lainga. Los Komornickiej staje się też niejako ilustracją wypowiedzi Szasza, iż człowiek, który źle odgrywa swą rolę społeczną i na poważnie szuka sensu w życiu, przez większość ludzi uznany zostaje za wariata.Piotr Odmieniec Włast, Maryja Jakubina Komornicka (ur. 25 lipca 1876 w Grabowie nad Pilicą,– polski pisarz młodopolski, tłumacz i krytyk literacki. Przez pierwsze 30 lat życia funkcjonował jako kobieta – Maria , odrzuciwszy tę tożsamość w 1907: w 1907 w hotelu Bazar w Poznaniu - Włast spalił w piecu kobiece suknie i ogłosił się mężczyzną. Od tej pory nosił wyłącznie męskie stroje, palił fajkę, skrócił włosy, usunął uzębienie (by uzyskać nowy wyraz twarzy) i używał konsekwentnie nazwiska Piotr Odmieniec Włast. Prof. Bogdan Zakrzewski wspominał, że Piotr był przyjaznym i bardzo ciekawym rozmówcą, jego jedynym warunkiem było, aby zwracając się doń, zachowywać męską formę[.Uznany przez rodzinę za obłąkanego, w latach 1907–1914 przebywał w sanatoriach i szpitalach. W 1914 wrócił do rodzinnego Grabowa, pisał ostatnie dzieło, Xięga poezji idyllicznej- Zdaje mi się, że jutro do mnie należy 1899... - zupełnie zapomniany(a). . Zmarł(a) w zakładzie leczniczym w Izabelinie zm. 8 marca 1949 .......W powszechnej opinii nadal jednak uznaje się go za kobietę. Tomasik w swojej książce zastanawiał się: „Otwarte pozostaje pytanie, czy Włastowi w jego metamorfozie bardziej chodziło o stanie się mężczyzną, czy po prostu człowiekiem” jako, że w owych czasach kobieta de facto była podczłowiekiem, na co zwracała uwagę także m.in. Zofia Nałkowska... + aneks 2020 Maria Janion Umarła w trakcie tytanicznej pracy w labiryncie z książsek w 93 rz
środa, 24 sierpnia 2005
krzesła do nauki
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.
Błękitny ptak
Krzesła do nauki
Katowicka "Gazeta Wyborcza" i Śląski Fundusz Stypendialny licytują artystyczne krzesła
2005-08-24, 08:43
W niedzielę, 28 sierpnia 2005, w katowickim Parku Kościuszki, "Gazeta Wyborcza" organizuje licytację krzeseł zbieranych w ramach akcji "Krzesła do Nauki". Dochód z licytacji przeznaczony jest na fundusz stypendialny dla najzdolniejszych i najuboższych studentów ze Śląska.
AUKCJĘ PROWADZI KRYSTYNA BOCHENEK, mżawka, a mimo to mnóstwo ludzi siedzi na krzesłach. krzesła kolejno są pokazywane przez parę ubraną w śląskie stroje. nasz Ptak był ostatnim licytowanym "krzesłem do nauki" z trudem podniesiony w górę. trzeba było kończyć, bo miał się zacząć koncert....więc własciwie bez licytacji kupiła go nieznana nam blondynka za wywoławczą cenę 300 zł.
patrz
twórcownia
niestety
posty mogły zniknąć
twórcownia
niestety
posty mogły zniknąć
sobota, 21 maja 2005
trylogia księżycowa
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.
Trylogia księżycowa – cykl powieści fantastycznych Jerzego Żuławskiego wydany w latach 1903–1911. Na cykl składają się: Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca (1903) Zwycięzca (1910) Stara Ziemia (1911) Treść Część pierwsza cyklu, której akcja toczy się na przełomie XIX i XX wieku, opisuje dramatyczną wyprawę ziemskich kosmonautów na Księżyc. Kosmonauci wśród ciągłych niebezpieczeństw przedzierają się przez pozbawioną tlenu księżycową pustynię, by w końcu po drugiej stronie srebrnego globu odnaleźć rozległy obszar porośnięty roślinnością i nadający się do życia. Kosmonauci osiedlają się tam, a ich potomkowie zasiedlają obszar.
Część druga cyklu, której akcja toczy się na przełomie XXIX i XXX wieku, opisuje dalszą historię potomków kosmonautów, którzy rozmnożyli się i zasiedlili Księżyc. Niestety popadli w konflikt z księżycowymi tubylcami, Szernami, którzy podbili ich. Kiedy na Księżycu pojawia się ziemski kosmonauta, Marek, ludzie biorą go za Mesjasza-Zwycięzcę, który poprowadzi ich do walki z Szernami. Marek, wykorzystując najnowsze zdobycze techniki, pomaga mieszkańcom Księżyca w walce z wrogiem, jednak przeprowadzona przez niego próba reform ustroju i likwidacja feudalizmu, obraca przeciw niemu społeczeństwo.
Część trzecia cyklu, której akcja toczy się równorzędnie z akcją Zwycięzcy, tylko że na Ziemi. Mieszkańcy planety, choć żyją w dobrobycie, nie są wolni od konfliktów. Grupa intelektualistów pragnie przejąć władzę, wykorzystując niezadowolenie robotników, którymi gardzi. Istotną funkcję pełni w powieści cudowny wynalazek - przyrząd unicestwiający materię skonstruowany przez genialnego naukowca Jacka - głównego bohatera powieści. Owa potężna broń użyta jako obiekt przetargu w rozgrywkach politycznych przyczynia się do reformy ustroju... Tworząc swoją wizję przyszłości Żuławski podejmuje polemikę z modernistycznymi koncepcjami naprawy świata.
film
Na srebrnym globie – polski film fantastycznonaukowy kręcony w latach 1976-1977 przez Andrzeja Żuławskiego, na podstawie powieści Jerzego Żuławskiego Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca i Zwycięzca. Produkcja Na srebrnym globie wstrzymana przez władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a film w okaleczonej formie ukazał się dopiero w 1988 roku. wiki
Na srebrnym globie – polski film fantastycznonaukowy kręcony w latach 1976-1977 przez Andrzeja Żuławskiego, na podstawie powieści Jerzego Żuławskiego Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca i Zwycięzca. Produkcja Na srebrnym globie wstrzymana przez władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a film w okaleczonej formie ukazał się dopiero w 1988 roku. wiki
piątek, 25 lutego 2005
Pierre Frassati Obraz świętego - uśmierconego przez polio u zarania życia
„Blessed Pier Giorgio Frassati….Piotr Jerzy Frassati, właśc. wł. Pier Giorgio Frassati (ur. 6 kwietnia 1901 w Turynie, zm. 4 lipca 1925 tamże ) – włoski tercjarz dominikański (OPs), błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego, wuj Jasa Gawronskiego.
Był synem Alfreda Frassatiego – senatora, ambasadora Królestwa Włoch w Berlinie, i Adelaide Ametis – malarki -bardzo surowej-zimnej matki ....spartańskie warunki . Miał o 1,5 roku młodszą siostrę Lucianę. Należał do wielu stowarzyszeń: Apostolstwa Modlitwy, Konferencji św. Wincentego a Paulo, i Włoskiej Młodzieży Katolickiej oraz ruchu skautowego. Studiował inżynierię górniczą na Politechnice Królewskiej w Turynie. Jego pasją były GÓRY. 28 maja 1922 Frassati wstąpił do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego, przyjmując imię Girolamo (Hieronim). W 1924 założył z przyjaciółmi nieformalne „Stowarzyszenie Ciemnych Typów” (Società dei Tipi Loschi), którego celem był apostolat wiary i modlitwy między innymi przez wspólne górskie wycieczki. Niósł pomoc biednym i cierpiącym. Zmarł w wieku 24 lat na chorobę Heinego-Medina, ciężką postać opuszkową, którą zaraził się od ubogiego chorego. Trzeba pamiętać, że kilka dni przed Pier Giorgiem zmarła jego babka ze strony matki, Linda Ametis i cała rodzina była zajęta jej umieraniem. Myślano, że Pier Giorgio przechodzi zwykłe przeziębienie i dopiero po pogrzebie babki okazało się, że jest to choroba Heinego-Medina i chłopak umiera. Ten wątek pojawiał się także w moich długich rozmowach z panią Lucianą – miała z tego powodu wyrzuty sumienia. Nikt, nawet ona, która go tak dobrze znała, nie zorientowała się, że to nie jest zwykłe przeziębienie, ale śmiertelna choroba. Tyle lat upłynęło, a ona każdego dnia o tym myślała.
…. Frassati był człowiekiem autentycznym, nie używał półśrodków, w jego relacjach nie było żadnych niedomówień, nie wchodził w układy, które przynosiłyby mu korzyści. Był też nadzwyczajnie skromny, szczery, naturalny; nigdy nie chwalił się tym, co robi; zawsze był życzliwy wobec innych i nie dbał o pozory czy konwenanse; nikogo nie osądzał. To jest bardzo istotne – często w życiu wszystkich i wszystko oceniamy, a tego nie było w ogóle u Frassatiego. Nigdy nie wypowiadał się krytycznie o drugim człowieku, ale raczej starał się go usprawiedliwiać a jeśli rzeczywiście była wina tej osoby, to milczał ale nic złego na ten temat nie mówił. W nim była jedność myśli i czynu. Gdy pewnego dnia Pier Giorgio razem ze znajomą odwiedził chorych na trąd w Szpitalu św. Łazarza (Ospedale San Lazzaro) w Turynie powiedział: „Jak niezmiernie cenną rzeczą jest nasze zdrowie, którym się cieszymy. Przeto musimy je oddać w służbę tych, którzy go nie mają, bo w przeciwnym razie zdradzilibyśmy ten wielki dar Boga i Jego dobrodziejstwa”.
Jego postać rozpowszechniła siostrzenica Wanda Gawrońska.
Dystyngowana starsza pani, która przyjmuje mnie w swym rzymskim mieszkaniu w sercu Zatybrza, tuż obok słynnej bazyliki Najświętszej Maryi Panny, pochodzi z rodziny, która ma włoskie i polskie korzenie. Jej matką była Luciana Gawrońska z d. Frassati, młodsza siostra bł. Piera Giorgia, a dziadkiem Alfred Frassati — założyciel i redaktor naczelny wydawanej w Turynie gazety „La Stampa”, przyjaciel znanego liberalnego polityka włoskiego Giovanniego Giolittiego, który mianował go senatorem, a następnie ambasadorem w Niemczech. W czasie pobytu w Berlinie córka ambasadora Frassatiego poznała młodego sekretarza Ambasady Polski Jana Gawrońskiego, którego poślubiła w 1925 r. — polski dyplomata pracował wówczas w Hadze. Gawrońscy mieli siedmioro dzieci, jedno zmarło w czasie porodu. W 1939 r. byli w Warszawie, a gdy wybuchła wojna, Luciana zdecydowała się wyjechać z Polski — przeniosła się do rodzinnego domu w Pollone w Piemoncie, a następnie do Rzymu. Od tego czasu Wanda Gawrońska mieszka w stolicy Włoch, gdzie zajmuje się upowszechnianiem znajomości postaci jej wuja i szerzeniem jego kultu po tym, jak Kościół wyniósł go do chwały ołtarzy.
Pewien wpływ na niego miała pobożna babcia. Ogólnie rzecz biorąc, dzieci Frassatich były wychowywane w surowej, spartańskiej atmosferze. Pier Giorgio od dziecka kochał Jezusa — gdy miał 3 lata chciał nosić kwiaty Jezusowi do kościoła. Był też bardzo wrażliwy na los ludzi ubogich — zachowały się świadectwa mówiące o tym, jak mały chłopiec spontanicznie reagował na potrzeby innych, potrafił np. oddać swoje buty biednemu dziecku, które chodziło boso.
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę
Pierre Frassati Obraz świętego uśmierconego- uduszonego przez polio u zarania życia
Piotr Jerzy Frassati, właśc. wł. Pier Giorgio Frassati (ur. 6 kwietnia 1901 w Turynie, zm. 4 lipca 1925 tamże ) – włoski tercjarz dominikański (OPs), błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego, wuj Jasa Gawronskiego.
Był synem Alfreda Frassatiego – senatora, ambasadora Królestwa Włoch w Berlinie, i Adelaide Ametis – malarki -egoistycznej i surowej i obojętnej....... Miał o 1,5 roku młodszą siostrę Lucianę. Należał do wielu stowarzyszeń: Apostolstwa Modlitwy, Konferencji św. Wincentego a Paulo, i Włoskiej Młodzieży Katolickiej oraz ruchu skautowego. Studiował inżynierię górniczą na Politechnice Królewskiej w Turynie. Jego pasją były GÓRY. 28 maja 1922 Frassati wstąpił do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego, przyjmując imię Girolamo (Hieronim). W 1924 założył z przyjaciółmi nieformalne „Stowarzyszenie Ciemnych Typów” (Società dei Tipi Loschi), którego celem był apostolat wiary i modlitwy między innymi przez wspólne górskie wycieczki. Niósł pomoc biednym i cierpiącym. Zmarł w wieku 24 lat na chorobę Heinego-Medina, ciężką postać opuszkową, którą zaraził się od ubogiego chorego. Jego postać rozpowszechniła siostrzenica Wanda Gawrońska.Trzeba pamiętać, że kilka dni przed Pier Giorgiem zmarła jego babka ze strony matki, Linda Ametis i cała rodzina była zajęta jej umieraniem. Myślano, że Pier Giorgio przechodzi zwykłe przeziębienie i dopiero po pogrzebie babki okazało się, że jest to choroba Heinego-Medina i chłopak umiera. Ten wątek pojawiał się także w moich długich rozmowach z panią Lucianą – miała z tego powodu wyrzuty sumienia. Nikt, nawet ona, która go tak dobrze znała, nie zorientowała się, że to nie jest zwykłe przeziębienie, ale śmiertelna choroba. Tyle lat upłynęło, a ona każdego dnia o tym myślała.
…. Frassati był człowiekiem autentycznym, nie używał półśrodków, w jego relacjach nie było żadnych niedomówień, nie wchodził w układy, które przynosiłyby mu korzyści. Był też nadzwyczajnie skromny, szczery, naturalny; nigdy nie chwalił się tym, co robi; zawsze był życzliwy wobec innych i nie dbał o pozory czy konwenanse; nikogo nie osądzał. To jest bardzo istotne – często w życiu wszystkich i wszystko oceniamy, a tego nie było w ogóle u Frassatiego. Nigdy nie wypowiadał się krytycznie o drugim człowieku, ale raczej starał się go usprawiedliwiać a jeśli rzeczywiście była wina tej osoby, to milczał ale nic złego na ten temat nie mówił. W nim była jedność myśli i czynu. Gdy pewnego dnia Pier Giorgio razem ze znajomą odwiedził chorych na trąd w Szpitalu św. Łazarza (Ospedale San Lazzaro) w Turynie powiedział: „Jak niezmiernie cenną rzeczą jest nasze zdrowie, którym się cieszymy. Przeto musimy je oddać w służbę tych, którzy go nie mają, bo w przeciwnym razie zdradzilibyśmy ten wielki dar Boga i Jego dobrodziejstwa”.
Jego postać rozpowszechniła siostrzenica Wanda Gawrońska.
Dystyngowana starsza pani, która przyjmuje mnie w swym rzymskim mieszkaniu w sercu Zatybrza, tuż obok słynnej bazyliki Najświętszej Maryi Panny, pochodzi z rodziny, która ma włoskie i polskie korzenie. Jej matką była Luciana Gawrońska z d. Frassati, młodsza siostra bł. Piera Giorgia, a dziadkiem Alfred Frassati — założyciel i redaktor naczelny wydawanej w Turynie gazety „La Stampa”, przyjaciel znanego liberalnego polityka włoskiego Giovanniego Giolittiego, który mianował go senatorem, a następnie ambasadorem w Niemczech. W czasie pobytu w Berlinie córka ambasadora Frassatiego poznała młodego sekretarza Ambasady Polski Jana Gawrońskiego, którego poślubiła w 1925 r. — polski dyplomata pracował wówczas w Hadze. Gawrońscy mieli siedmioro dzieci, jedno zmarło w czasie porodu. W 1939 r. byli w Warszawie, a gdy wybuchła wojna, Luciana zdecydowała się wyjechać z Polski — przeniosła się do rodzinnego domu w Pollone w Piemoncie, a następnie do Rzymu. Od tego czasu Wanda Gawrońska mieszka w stolicy Włoch, gdzie zajmuje się upowszechnianiem znajomości postaci jej wuja i szerzeniem jego kultu po tym, jak Kościół wyniósł go do chwały ołtarzy.
Pewien wpływ na niego miała pobożna babcia. Ogólnie rzecz biorąc, dzieci Frassatich były wychowywane w surowej, spartańskiej atmosferze. Pier Giorgio od dziecka kochał Jezusa — gdy miał 3 lata chciał nosić kwiaty Jezusowi do kościoła. Był też bardzo wrażliwy na los ludzi ubogich — zachowały się świadectwa mówiące o tym, jak mały chłopiec spontanicznie reagował na potrzeby innych, potrafił np. oddać swoje buty biednemu dziecku, które chodziło boso.
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę
czwartek, 24 lutego 2005
francisco goya -jego czarne obrazy głuchego w domu głuchego
Czarne obrazy lub czarne malowidła (hiszp. pinturas negras) – seria czternastu obrazów Francisca Goi namalowanych w latach 1819–1823 na ścianach jego domu zwanego Domem Głuchego (Quinta del Sordo)[1]. Dopiero około stu lat później od ich powstania nazwano je czarnymi obrazami, ze względu na dominującą paletę barw opartą na czerniach i szarościach oraz ich pesymistyczny, mroczny charakter. Obrazy te nie były przeznaczone dla publiczności, ich wyjątkowo prywatny charakter związany jest najprawdopodobniej z osobistymi przeżyciami i lękami malarza. Stanowią przejmującą wizję upadku dawnego świata, obraz nędzy i rozpadu tradycyjnych wartości, zniszczenia i samozagłady. Są to dzieła bardzo bezpośrednie, namalowane ze swobodą środków wyrazu i obdarzone niezwykłą siłą ekspresji[2]. Część historyków sztuki postuluje, aby pozostawić znaczenie czarnych obrazów tajemnicą i nie mnożyć ich mniej lub bardziej prawdopodobnych interpretacji[5]. Przez niemal pół wieku od powstania czarne obrazy nie były znane szerszej publiczności i opisali je jedynie nieliczni krytycy. Goya nie nadał im tytułów, co dodatkowo utrudnia interpretację. Malowidła wykonane bezpośrednio na ścianach domu niszczały w szybkim tempie. W latach 1874–1878 przy użyciu nowatorskiej techniki zostały przeniesione na płótna przez malarza Salvadora Martíneza Cubellsa i obecnie znajdują się w zbiorach Muzeum Prado.Ostatnie prace artysta musiał tworzyć przy pomocy szkła powiększającego.
Seria obrazów o zróżnicowanych wymiarach, którym Goya nie nadał tytułów, została skatalogowana przez jego przyjaciela Antonia de Brugada w 1828 roku. Niektóre tytuły, które Brugada nadał obrazom na potrzeby inwentarza, zostały zmodyfikowane przez późniejszych krytyków sztuki. W skład cyklu wchodzą następujące dzieła[4]: Asmodeusz – 123 × 265 cm Parki lub Atropos – 123 × 266 cm Bójka na kije – 123 × 266 cm Dwie kobiety i mężczyzna – 123 × 66 cm Dwaj starcy – 144 × 66 cm Dwie staruchy jedzące zupę – 53 × 85 cm Judyta i Holofernes – 146 × 84 cm Lektura – 126 × 66 cm Leokadia Zorrilla, służąca artysty – 147 × 132 cm Przechadzka Świętego Oficjum lub Pielgrzymka do źródła św. Izydora – 123 × 266 cm Pies – 134 × 80 cm Pielgrzymka do źródła św. Izydora – 140 × 438 cm Sabat czarownic – 140 × 438 cm Saturn pożerający własne dzieci – 146 × 83 cm
eszcze jeden obraz zaznaczając, że został on wyrwany ze ściany już przed jego wizytą w domu Goi. Obraz ten został przeniesiony do pałacu Vista Alegre, który należał do markiza José de Salamanca y Mayol. Biorąc pod uwagę wymiary i tematykę dzieło Cabezas en un paisaje (Głowy na tle pejzażu) pasuje do opisu, dlatego wielu krytyków sztuki uznaje je za piętnasty czarny obraz. Istnieją jednak wątpliwości co do autorstwa tego dzieła, .....Malowidła zostały wykonane znaną, lecz rzadko stosowaną w Hiszpanii, techniką olejną na gipsowym tynku nasyconym oliwą.......Już po kryzysie wywołanym ciężką chorobą w 1792, która spowodowała jego niemal całkowitą głuchotę i poważnie zagroziła życiu malarza, integralną częścią jego wizji malarskiej stały się brzydota, deformacje, monstrualność oraz zjawy, gusła i czarownice. Powtórna ciężka choroba w 1819 wtrąciła malarza w jeszcze cięższą depresję, co znalazło odbicie w czarnych obrazach...Choroba (prawdopodobnie był to tyfus), którą przebył w 1819 roku, pogłębiła głuchotę i osłabiła wzrok malarza[28]. Wzbudziła u Goi refleksje na temat śmierci, które wyraża w tematyce i kolorystyce swoich dzieł. Dołączyła także świadomość pogarszającej się kondycji fizycznej, przechodząca w obsesję na punkcie starości, dodatkowo uwypuklona przez związek z dużo młodszą Leokadią... Technika ta pozwalała malować w bardziej spontaniczny sposób i łatwo nanosić poprawki[14], była jednak mniej trwała od tradycyjnego fresku. Zamiast pędzla Goya często używał szpachelki, którą nakładał grube warstwy farby. Zachowało się jedynie kilka szkiców przygotowawczych (np. do dzieła Asmodeusz), które Goya zwykł malować pracując nad dziełami o większych rozmiarach.....a...Chociaż nazwa domu pochodziła od poprzedniego właściciela, który cierpiał na głuchotę, pasowała również do Goi, który ogłuchł po przebytej w 1792 roku chorobie.W 1792 Goya zapadł na poważną chorobę. dokuczliwe brzęczenie i szum w uszach, bóle głowy, brzucha, nudności, brak apetytu, halucynacje, zaburzenia widzenia, częściowy paraliż i zaburzenie równowagi, nie mógł samodzielnie wstać z łóżka ani chodzić po schodach , a także tracił słuch i wzrok. Podejrzewano następstwa chorób wenerycznych, zatrucie ołowiem, czy zapalenie nerwów. obecnie sądzi sie że to stracił słuch z powodu choroby nazywanej zespołem Susaca, rzadkiej przypadłości autoimmunologicznej. Schorzenie to, po raz pierwszy opisane dopiero w 1979 roku, wciąż stanowi poważny problemem dla lekarzy. Zespół Susaca wywołuje stan zapalny śródbłonka drobnych naczyń krwionośnych mózgu, siatkówki oka i ślimaka ucha wewnętrznego. Skutkiem mogą być halucynacje, zaburzenia widzenia, paraliż i utrata słuchu...szansą jest implant ślimakowy. Ale o takim zabiegu nie było mowy przed dwoma stuleciami, I choć artysta po ciężkiej walce wygrał z chorobą, pozostał głuchy do końca życia...może malarz bardziej niż inni narażony był na zatrucie związane z kontaktem z metalami zawartymi w farbach....Gdyby prof. Hertzano była w Andaluzji w 1792 roku, aby leczyć głuchotę Goi, prawdopodobnie wyleczyłaby go i wpłynęła w sposób istotny na jego życie, a tym samym na charakter jego dzieł. Ale czy wtedy Goya byłby Goyą? Dom znajdował się nad rzeką Manzanares, a z jego okien można było zobaczyć łąkę św. Izydora, którą Goya w sielankowy sposób przedstawił na obrazie z 1788 roku.Goya operował bardzo małą liczbą barw. Jego obrazy wraz z wiekiem stawały się coraz ciemniejsze,
Ogromna ilość energii widoczna jest w płótnach szalonych geniuszy ...Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę
Aleksander Wojciech Hulek pedagog -miastenia gravis -założyciel TWK i VERY SPECIAL ARTS poland
Aleksander Wojciech Hulek (ur. 24marca 1916 w Będziemyślu, zm. 1993) – polski pedagog specjalny. Byłzałożycielem i wieloletnim prezesem Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem.Pełnił także funkcje eksperta ds. rehabilitacji i kształcenia osób zniepełnosprawnością w organizacjach międzynarodowych: ONZ, UNICEF i UNESCO[3].W latach 1962-1967 był kierownikiem Działu Rehabilitacji w Biurze SprawSocjalnych ONZ
-PRZYWIÓZŁ DO POLSKI IDEĘ VSA -
ZAŁOŻYŁ VSA POLAND – na spotkaniu założycielskim wybraliśmy Tadeusza Jackowicz Korczyńskiego, niestety professor Hulek wkrótce zmarł z powodu miasteni gravis
VSA, the international organization on arts and disability, was founded morethan 35 years ago by Ambassador Jean Kennedy Smith to provide arts andeducation opportunities for people with disabilities and increase access to thearts for all. When founded in1974, the organization was named the National Committee – Arts for theHandicapped. In 1985 the name changed to Very Special Arts and in 2010 itbecame VSA. In 2011, VSA merged with the Kennedy Center’sOffice on Accessibility to become the Department of VSA and Accessibility atthe John F. Kennedy Center for the Performing Arts. With 52 international affiliates and a network of nationwide affiliates,VSA is providing arts and education programming for youth and adults withdisabilities around the world. Each year, 7 million people of all ages andabilities participate in VSA programs, in every aspect of the arts – fromvisual arts, Every young person with a disability deserves access to high qualityarts learning experiences. All artists in schools and art educators should be prepared to include students with disabilities in their instruction. All children, youth, and adults with disabilities should have complete access to cultural facilities and activities. All individuals with disabilities who aspire to careers in the arts should have the opportunity to develop appropriate skills. performing arts, to the literary arts. https://vsainternational.wordpress.com/about/wg profesora Aleksandra Hulka:
Inwalida to człowiek, u którego występują wady lub defekty fizyczne ocharakterze trwałym. Hulek dzieli inwalidztwo na: A) PRZYCZYNY a) nabyte – choroby i urazy b) wrodzone – choroby i wady B) OBJAWY (fizyczne, umysłowe, emocjonalne,społeczne) Skutki inwalidztwa u: a) dorosłych: – utrudnienie w podjęciu pracy zawodoweji utrzymanie się w niej – problemkształcenia – utrudnienia wprowadzeniu gospodarstwa – utratapozycji społecznej (może wystąpić ale nie musi) b) dzieci – utrudnienia podczas zabawy – utrudnienia w szkole – utrudnienia związane z życiem w grupieOsoba niepełnosprawna wg Hulka to taka, u której istnieje naruszenie sprawności i funkcji w stopniu wyraźnieutrudniającym (w porównaniu z osobami zdrowymi w danym kregu kulturowym)pobieranie nauki w normalnej szkole, wykonywanie czynności życia codziennego,pracę zarobkową, udział w życiu społecznym oraz zajęcia w czasie wolnym odpracy. Osoba niepełnosprawna wg przepisów prawa to osoba częściowo lubcałkowicie niezdolna do zatrudnienia z powodu stałego lub długotrwałegonaruszenia sprawności organizmu.
TWK
„PowołaneTowarzystwo stanowić będzie ważne ogniwo, które połączy wiele sektorówrehabilitacji, które pracowały zbyt luźno, aby mogły dać pełne efekty.Przekonałem się, że zagadnienie dobrodziejstwa rehabilitacji rozumieją w pełniwłaściwie tylko ci, którzy się z kalectwem bezpośrednio stykają. Lecz akcjarehabilitacji nie może opierać się tylko na tych osobach, musi ona objąć jaknajszersze koła społeczne. Każdy obywatel winien zrozumieć, że popierając ją,popiera swoją sprawę i sprawę swoich dzieci. Kalectwa bowiem nieoczekiwaniewybierają swoje ofiary”Zwypowiedzi prezesa prof. Wiktora Degi na zebraniu założycielskim TWK9.03.1960r.Zinicjatywy wielu wybitnych naukowców i praktyków 9 marca 1960 r. powstałoPolskie Towarzystwo Walki z Kalectwem. Mimo, że pod względem społecznym,politycznym i gospodarczym był to czas nie sprzyjający takim inicjatywom TWKstworzyło podwaliny polskiej szkoły rehabilitacji.TWKdopisało piękną kartę w historii rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Jest onoobok wspaniałych ruchów społecznych niewidomych i głuchych, a takżespółdzielczości inwalidów, jedną z najstarszych organizacji pozarządowych wkraju.Toogromna zasługa pierwszych prezesów stowarzyszenia, lekarzy: profesora WiktoraDegi (1896 – 1995) profesora Mariana Weissa (1921-1981) i pedagoga profesoraAleksandra Hulka (1916 – 1993). Ci wybitni naukowcy wprowadzili stowarzyszeniedo międzynarodowego ruchu na rzecz osób niepełnosprawnych, reprezentowali jemiedzy innymi w Biurze Europejskim Światowej Organizacji Zdrowia, UNESCO,UNICEF, Rehabilitation International.ProfesorWiktor Dega na posiedzeniu Biura Europejskiego Światowej Organizacji Zdrowia w1970 roku przedstawił polska koncepcję rehabilitacji, której podstawowe zasadyto: powszechność, kompleksowość, wczesność i ciągłość. Już wówczas głosiłdopiero po latach powszechnie uznawaną tezę, że skuteczna rehabilitacja powinnawiązać się z podjęciem przez osobę niepełnosprawną aktywności zawodowej.Dużymwydarzeniem naukowym dla polskiej rehabilitacji było zorganizowanie przez TWKdwu międzynarodowych kongresów : 10-12.05.1971r. i 1-7.10.1983r.http://www.twk.org.pl/o-nas/
--
MOON
czyli „Miej Obraz Osoby Niepełnosprawnej”Księżyc ma dwie strony -jasnąi ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.Fundacja Forma –TForma i Terapia dla
T W O R C O W N I A -integracyjna grupa artystyczno-literacka
NON PROFIT -NA CELE STATUTOWE- środki zebrane podczas realizacji projektu narzecz „autorów prac i oprawy księżycowej
BGŻ PNP PARIBAS 33203000451110000004109110 –dopisek –darowizna na cele statutowe MOON
obrazy do wyboru w galerii księżycowej- w przygotowaniu***MOON to kreowanie pozytywnegowizerunku osób niepełnosprawnych oraz promocja twórczości artystycznej osób ztzw niepełnosprawnościami różnego rodzaju, również z chorobamipsychicznymi. MOON- (nazwa pochodzi odskrótu: Miej Obraz Osoby Niepełnosprawnej, ang. moon znaczy księżyc) to hasło można rozumieć dwojako:
1.realnie
– promowanie sztuki i twórczościosób niepełnosprawnych (ON) i zagrożonych wykluczeniem społecznym –wystawy,prezentacja prac w różnych mediach i kontekstach
- sprzedaż obrazów twórców ON
lub przekazywanie w depozyt wmiejsca pożytku publicznego z informacją o idei MOON
2. abstrakcyjnie
– zmienianie potocznego myślenia ludzi na temat ON – tworzyć w ich głowachpozytywny OBRAZ osób Innych, Słabszych, nieco Dziwnych, . jako osób wzbogacających różnorodność istnienia wspołeczeństwie
moonprojekt.blogspot.com
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę
poniedziałek, 14 lutego 2005
empatia współczucie stres empatyczny a złoty środek
walenty patron obłędu którym też są nadmierne wydumane uczucia............empatia to najtrudniejsze uczucie dla EGO Homo Ego.. Empatia (gr. empátheia „cierpienie”) – zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza). Sam poznawczy komponent empatii, czyli zdolność do wyobrażenia sobie perspektywy myślowej należącej do innej osoby (innymi słowy, rozeznania sposobów rozumowania innej osoby), określany jest mianem decentracji (czemu może, ale nie musi towarzyszyć komponent emocjonalny empatii, czyli zdolność do jednoczesnego współodczuwania stanów emocjonalnych owej innej osoby) Osoba nieposiadająca tej umiejętności jest „ślepa” emocjonalnie i nie potrafi ocenić ani dostrzec stanów emocjonalnych innych ludzi. Silna empatia objawia się między innymi uczuciem bólu wtedy, gdy przyglądamy się cierpieniu innej osoby, zdolnością współodczuwania i wczuwania się w perspektywę widzenia świata innych osobników. Psychologowie zastanawiali się, skąd bierze się uczucie empatii i dlaczego niektórzy ludzie są go pozbawieni. Empatia wiążę się z kształtowaniem osobowości i dojrzałości emocjonalnej w młodym wieku. Empatia jest jednym z najsilniejszych hamulców zachowań agresywnych. Współczucie stawia nas niejako wyżej od osoby, której współczujemy, zaś zdolność empatii to umiejętność postawienia się w sytuacji innej osoby.
ZŁOTY ŚRODEK EMPATIA A WSPÓLCZUCIE czy te dwa pojęcia oznaczają to samo? Nie, ale naukowcy rozmaicie je definiują i zwracają uwagę na różne sprawy, którymi, ich zdaniem, się różnią. Na przykład Tania Singer, z Instytutu Kognitywistyki i Neurologii im. Maxa Plancka w Lipsku twierdzi, że najważniejsze różnice między nimi mają charakter neurologiczny i wpływają na działanie tzw. obwodu empatii w mózgu człowieka, przy czym naukowcy wyróżniają obecnie około 10 różnych, ale połączonych ze sobą pól w tym obwodzie. granica między naszym cierpieniem i cierpieniem innych ludzi szybko się zaciera. Dlatego zbyt silne wczuwanie się w uczucia innych ludzi może doprowadzić nas do stanu określanego mianem "stresu empatycznego", uznawanego obecnie za chorobę. stres empatyczny pojawia się najczęściej wtedy, kiedy mamy do czynienia z dużą grupą cierpiących ludzi. To nas przytłacza i nie chcemy mieć z tym nic wspólnego, bo i tak nie możemy im wszystkim pomóc. Dlatego organizatorzy zbiórek na cele charytatywne wolą ukazać potencjalnym darczyńcom los pojedynczego człowieka, z którym każdy może się utożsamić i obdarzyć go współczuciem niż, na przykład, głodujące dzieci w Afryce. "Nie ma to nic wspólnego z brakiem głębszych uczuć wśród darczyńców, tylko z przesyceniem i nadmiarem wrażeń", W odróżnieniu od empatii, która może wywołać stres empatyczny, okazywanie innym współczucia wywiera pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. "Czujemy się wtedy lepsi i bardziej wartościowi, a nasz organizm wynagradza nas za to aktywując te ośrodki w mózgu, które odpowiadają za miły stan zadowolenia z siebie", mówi Tania Singer. Współczucie, inaczej niż empatia, wysuwa na plan pierwszy zachowania prospołeczne. Naturalnie i taka postawa, jak inne, ma swoje podłoże biochemiczne. Albo, innymi słowy, moża ją badać tak, jak dowolny proces biochemiczny, Kiedy okazujemy komuś współczucie, wyzwalamy zwiększone wydzielanie oksytocyny, która stymuluje uległość, ufność, szczodrość i współpracę. Pod jej wpływem stajemy się o skłonni okazywać większą wolę współpracy z innymi. Innymi związkiem chemicznym, który ma duży wpływ na nasze postępowanie i postrzeganie innych jest kortyzol, hormon steroidowy nazywany także hormonem stresu, ponieważ wydzielamy go w zwiększonych dawkach w sytuacjach silnego napięcia. Podobnie jak adrenalinę. Oksytocyna neutralizuje działanie kortyzolu, a przez to obniża w nas poziom stresu. Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.
poniedziałek, 31 stycznia 2005
zaburzenia psychiczne powodujace trwała niepełnosprawnosć w funkcjonowaniu jednak nie odbierające mocy twórczej -12.iii.2009
cyklofrenia
Zaburzenia afektywne dwubiegunowe, choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD), psychoza maniakalno-depresyjna, cyklofrenia – grupa nawracających zaburzeń psychicznych, w przebiegu których występują zespoły depresyjne i maniakalne lub hipomaniakalne, rozdzielone (lub nie) okresami bez objawów. Stany te mogą zmieniać się z dnia na dzień. Choroba afektywna dwubiegunowa jest nieuleczalna. Leczenie ogranicza się do stosowania leków łagodzących jej przebieg. Całkowite wyleczenie na poziomie obecnej wiedzy medycznej jest niemożliwe[1]. Rozpoznanie zaburzenia afektywnego dwubiegunowego może być postawione wtedy, gdy u osoby wystąpią przynajmniej dwa epizody afektywne: depresji, hipomanii, manii lub mieszane, i przynajmniej jeden z tych epizodów nie był epizodem depresji. Jeśli wystąpi powtórnie epizod depresji bez wystąpienia manii, hipomanii bądź epizodu mieszanego, rozpoznaje się zaburzenie afektywne jednobiegunowe (zaburzenie depresyjne nawracające).
schizofrania w różnych postaciach
Schizofrenia (stgr. σχίζειν, schizein, „rozszczepić” i stgr. φρήν, φρεν-, phrēn, phren-, „umysł”) – zaburzenie psychiczne zaliczane do grupy psychoz, czyli stanów charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości. Osoby będące w stanie psychozy mają poważnie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny własnej osoby, otoczenia i relacji z innymi, a nawet mogą nie być do niej zdolni. Schizofrenia ma bardzo zmienny przebieg i różne jej objawy mogą dominować w zależności od osoby. Początek zaburzenia występuje najczęściej we wczesnej dorosłości[1], najczęściej między 18. a 35. rokiem życia, dotykając 0,4–0,6% populacji[2][3]. Rozpoznanie stawia się na podstawie wywiadu z pacjentem, a także na podstawie zaobserwowanego zachowania. Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą współcześnie dostępnych badań laboratoryjnych[4]. Z uwagi jednak na możliwe rozwinięcie na podłożu organicznych schorzeń mózgu zaburzeń o obrazie podobnym do schizofrenii należy je wykluczyć.
Ze względu na często niejednorodny obraz kliniczny powstała hipoteza, że schizofrenia to nie jedno zaburzenie, lecz grupa chorób, dla których stosuje się określenie zbiorcze psychozy schizofreniczne. Z tego powodu Eugen Bleuler określił to zaburzenie jako „schizofrenie” (liczba mnoga). Słowo „schizofrenia” dosłownie oznacza „rozszczepienie umysłu”, ale pomimo swojej etymologii, nazwa ta nie oznacza posiadania więcej niż jednej osobowości (tzw. osobowość mnoga, „rozdwojenie jaźni”)[6]; według obowiązujących w psychiatrii kryteriów diagnostycznych podstawowym objawem schizofrenii jest rozszczepienie (gr. schisis) pomiędzy myśleniem, zachowaniem, emocjami, sferą motywacyjną, ekspresją emocji, przejawiające się m.in. w niedostosowaniu zachowania, emocji pacjenta do sytuacji i treści jego wypowiedzi. U osób ze zdiagnozowaną schizofrenią zwiększone jest prawdopodobieństwo wykrycia zaburzeń współtowarzyszących, takich jak depresja, zaburzenia lękowe, a występowanie nadużywania różnych substancji psychoaktywnych w ciągu całego życia wynosi 40%. Powszechne są również problemy społeczne, takie jak długotrwałe bezrobocie, zadłużenie, ubóstwo i bezdomność, a oczekiwana długość życia osób z tym rozpoznaniem jest mniejsza o około 10–12 lat z powodu problemów ze zdrowiem fizycznym (głównie otyłość z zespołem metabolicznym, cukrzyca) oraz sięgającego 10% wskaźnika samobójstw justyna ziólkowska
W 2005 ukończyła studia psychologiczne na Uniwersytecie Opolskim, 22 września 2009 obroniła pracę doktorską Doświadczenie choroby a kryteria diagnostyczne. Analiza dyskursu wywiadów psychiatrycznych z pacjentami ze wstępnymi diagnozami zaburzeń depresyjnych (promotor: prof Dariusz Galasiński). 20 grudnia 2016 habilitowała się na podstawie pracy zatytułowanej Samobójstwo. Analiza narracji osób po próbach samobójczych[1]. Została zatrudniona na stanowisku adiunkta na II Wydziale Psychologii SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego z siedzibą w Warszawie i w Katedrze Nauk Humanistycznych na Wydziale Zamiejscowym we Wrocławiu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie[1]. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na analizie dyskursu praktyk medycznych, doświadczenia choroby psychicznej oraz myśli i zachowań samobójczych].prosimy o kontakt - Twórcownicy z doświadzceniami depresji myśli i zamiarów samobójczych -MOON to nasz Obraz - w literaturze i sztuce
Zaburzenia afektywne dwubiegunowe, choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD), psychoza maniakalno-depresyjna, cyklofrenia – grupa nawracających zaburzeń psychicznych, w przebiegu których występują zespoły depresyjne i maniakalne lub hipomaniakalne, rozdzielone (lub nie) okresami bez objawów. Stany te mogą zmieniać się z dnia na dzień. Choroba afektywna dwubiegunowa jest nieuleczalna. Leczenie ogranicza się do stosowania leków łagodzących jej przebieg. Całkowite wyleczenie na poziomie obecnej wiedzy medycznej jest niemożliwe[1]. Rozpoznanie zaburzenia afektywnego dwubiegunowego może być postawione wtedy, gdy u osoby wystąpią przynajmniej dwa epizody afektywne: depresji, hipomanii, manii lub mieszane, i przynajmniej jeden z tych epizodów nie był epizodem depresji. Jeśli wystąpi powtórnie epizod depresji bez wystąpienia manii, hipomanii bądź epizodu mieszanego, rozpoznaje się zaburzenie afektywne jednobiegunowe (zaburzenie depresyjne nawracające).
schizofrania w różnych postaciach
Schizofrenia (stgr. σχίζειν, schizein, „rozszczepić” i stgr. φρήν, φρεν-, phrēn, phren-, „umysł”) – zaburzenie psychiczne zaliczane do grupy psychoz, czyli stanów charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości. Osoby będące w stanie psychozy mają poważnie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny własnej osoby, otoczenia i relacji z innymi, a nawet mogą nie być do niej zdolni. Schizofrenia ma bardzo zmienny przebieg i różne jej objawy mogą dominować w zależności od osoby. Początek zaburzenia występuje najczęściej we wczesnej dorosłości[1], najczęściej między 18. a 35. rokiem życia, dotykając 0,4–0,6% populacji[2][3]. Rozpoznanie stawia się na podstawie wywiadu z pacjentem, a także na podstawie zaobserwowanego zachowania. Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą współcześnie dostępnych badań laboratoryjnych[4]. Z uwagi jednak na możliwe rozwinięcie na podłożu organicznych schorzeń mózgu zaburzeń o obrazie podobnym do schizofrenii należy je wykluczyć.
Ze względu na często niejednorodny obraz kliniczny powstała hipoteza, że schizofrenia to nie jedno zaburzenie, lecz grupa chorób, dla których stosuje się określenie zbiorcze psychozy schizofreniczne. Z tego powodu Eugen Bleuler określił to zaburzenie jako „schizofrenie” (liczba mnoga). Słowo „schizofrenia” dosłownie oznacza „rozszczepienie umysłu”, ale pomimo swojej etymologii, nazwa ta nie oznacza posiadania więcej niż jednej osobowości (tzw. osobowość mnoga, „rozdwojenie jaźni”)[6]; według obowiązujących w psychiatrii kryteriów diagnostycznych podstawowym objawem schizofrenii jest rozszczepienie (gr. schisis) pomiędzy myśleniem, zachowaniem, emocjami, sferą motywacyjną, ekspresją emocji, przejawiające się m.in. w niedostosowaniu zachowania, emocji pacjenta do sytuacji i treści jego wypowiedzi. U osób ze zdiagnozowaną schizofrenią zwiększone jest prawdopodobieństwo wykrycia zaburzeń współtowarzyszących, takich jak depresja, zaburzenia lękowe, a występowanie nadużywania różnych substancji psychoaktywnych w ciągu całego życia wynosi 40%. Powszechne są również problemy społeczne, takie jak długotrwałe bezrobocie, zadłużenie, ubóstwo i bezdomność, a oczekiwana długość życia osób z tym rozpoznaniem jest mniejsza o około 10–12 lat z powodu problemów ze zdrowiem fizycznym (głównie otyłość z zespołem metabolicznym, cukrzyca) oraz sięgającego 10% wskaźnika samobójstw justyna ziólkowska
W 2005 ukończyła studia psychologiczne na Uniwersytecie Opolskim, 22 września 2009 obroniła pracę doktorską Doświadczenie choroby a kryteria diagnostyczne. Analiza dyskursu wywiadów psychiatrycznych z pacjentami ze wstępnymi diagnozami zaburzeń depresyjnych (promotor: prof Dariusz Galasiński). 20 grudnia 2016 habilitowała się na podstawie pracy zatytułowanej Samobójstwo. Analiza narracji osób po próbach samobójczych[1]. Została zatrudniona na stanowisku adiunkta na II Wydziale Psychologii SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego z siedzibą w Warszawie i w Katedrze Nauk Humanistycznych na Wydziale Zamiejscowym we Wrocławiu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie[1]. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na analizie dyskursu praktyk medycznych, doświadczenia choroby psychicznej oraz myśli i zachowań samobójczych].prosimy o kontakt - Twórcownicy z doświadzceniami depresji myśli i zamiarów samobójczych -MOON to nasz Obraz - w literaturze i sztuce
czwartek, 27 stycznia 2005
TWÓRCZOŚĆ CHORYCH PSYCHICZNIE ...WYZWOLONA?
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.
27 STYCZNIA ZAWIĄZAŁA SIĘ TWÓRCOWNIA PRZT BIBLIOTECE ŚLĄSKEIJ TWÓRCZOŚĆ CHORYCH PSYCHICZNIE –dziełAtworzonEprzez osoby zdradzające trwałe lub przejściowe zaburzenia psychicznie, ze schizofrenią. Twórczość ta jest przedmiotem zainteresowania lekarzy psychiatrów i psychologów, traktujących ją jako cenne uzupełnienie dokumentacji stanu psychopatologicznego pacjenta, a także historyków sztuki i artystów, doszukujących się w niej wartości artystycznych i nowych form ekspresji artystycznej Inne określenia tej sztuki to "sztuka schizofreniczna", "sztuka psychopatologiczna", ang. artistic self-expression, niem. schizophrenische Bildnerei (Prinzhorn), zustandsgebundene Kunst (Navratil). Kępiński proponował stosowanie szerokiego, niewartościującego określenia "SCHIZOFRENICZNA EKSPRESJA PLASTYCZNA", obejmującego różnorodne formy ekspresji pacjentów, w tym zarówno te bezwartościowe jak i cenne pod względem wartości artystycznych. hist Zainteresowanie sztuką chorych psychicznie rozpoczęło się równolegle z powstaniem nowoczesnej psychiatrii, w pierwszych latach XX wieku. Ernst Kretschmer pisał, że chcąc poznać "pełnię wewnętrznego życia w schizofrenii, należy studiować nie żywoty wieśniaków, lecz poetów i królów cierpiących na tę chorobę". Kępiński pisze o SCHIZOFRENII ARTYSTYCZNEJ, określając tym pojęciem obraz choroby u osób w okresie przedchorobowym wyróżniających się wybitną inteligencją, wyobraźnią i uzdolnieniami artystycznymi Cenną kolekcję dzieł pacjentów hospitalizowanych w szpitalach psychiatrycznych Europy i Japonii zebrał Hans Prinzhorn. Kolekcję Prinzhorna odkrył po II wojnie światowej Jean Dubuffet, który stworzył pojęcie Art Brut. W 2002 roku w Heidelbergu powstało Muzeum Prinzhorna. W XX wieku artyści chcąc poszerzyć granice twórcze eksperymentowali z formą, szukając inspiracji w sztuce „innej", surowej, nieprofesjonalnej, naiwnej i psychicznie chorych,. Nie uznawali obszarów „wykluczonych". Fascynacja art brut (termin stworzony przez Jeana Dubuffeta po II wojnie światowej dla sztuki surowej, nieprofesjonalnej, spontaniczne W kazuistyce psychiatrycznej przywołuje się zarówno dzieła nieznanych pacjentów, czasem odkrytych po ich śmierci, jak większość z wystawianych w Muzeum Prinzhorna dzieł; z drugiej strony, analizuje się dzieła wybitnych artystów, u których stwierdzono lub podejrzewano zaburzenia psychiczne. Przykładem może być twórczość VINCENTA VAN GOGHA, w której Karl Jaspers doszukiwał się cech zdradzających objawy schizofrenii,,,Alicja Klimczak-Dobrzaniecka przypomina więc m.in., że pierwsze stałe muzeum sztuki osób psychicznie chorych otworzył doktor Auguste Marie w szpitalu-przytułku w Villejuif w 1901 roku i ta kolekcja stała się źródłem inspiracji dla wielu artystów : Guillaume'a Apollinaire'a, Andre Bretona, Marcela Duchampa, Francisa Picabii. TWORCZOŚC WYZWOLONA ego rodzaju dzieł po raz pierwszy zyskała szerokie uznanie w latach 40. XX w., kiedy Jean Dubuffet wyróżnił kierunek artystyczny określony jako Art Brut. Termin ten odnosił się do sztuki pierwotnej, dzikiej, ale i wytrawnej (pojęciem brut określa się m.in. doceniany przez koneserów gatunek szampana). Opierając się na słynnej opozycji kultury i natury, Dubuffet widział w prawdziwej sztuce wyjście spod represywnej kontroli tej pierwszej – podstawę samodzielnego aktu twórczego niepoddającego się żadnym ograniczeniom, cenzurze czy presji środowiska. W ten sposób miało odsłaniać się to, co w człowieku pierwotne, co należy do jego prawdziwej natury. To alienacja, społeczne wykluczenie było „sprężyną” wszelkiej twórczości. ...W stanach dużego napięcia psychicznego tworzą prawie monochromatyczne obrazy, w okresach względnego uspokojenia o intensywnych, żywych barwach. Malują i rysują monotonne pejzaże lub zdeformowane autoportrety (niekiedy symboliczne w formie krzyża, gasnącej świecy, czy Boga). Nadwrażliwość pobudza przeżycia i artystyczną ekspresję. Ich prace oddają fantazje i urojenia, dotykają kwestii sensu życia i przeznaczenia, niosąc treści metafizyczne lub przedstawiając wizje zagłady świata. Są formą wyrażania doświadczanych stanów emocjonalnych i lękowych...TERAPIA Dzięki twórczości chorzy mogą pogłębiać wiedzę o samych sobie i własnych możliwościach, nabywać pewności siebie, rozwijać nowe umiejętności. Zdaniem dr Pałuby, sztuka jest dla tych ludzi ukojeniem i sposobem wyzwolenia się z choroby. POZYTYWNE WZMOCNIENIE \"Musimy pamiętać, że możliwość tworzenia daje chorym psychicznie tzw. pozytywne wzmocnienia, co jest szczególnie ważne, jeśli uświadomimy sobie, że na co dzień pacjenci mają ich bardzo mało. Zazwyczaj dostają przecież sygnały, że są niepotrzebni, że przeszkadzają\" ODNALEŹĆ SIEBIE...Pacjenci stopniowo pozbywali się anonimowości, zaczęli podpisywać własne prace nazwiskiem, pokonywać wstyd związany z chorobą.
27 STYCZNIA ZAWIĄZAŁA SIĘ TWÓRCOWNIA PRZT BIBLIOTECE ŚLĄSKEIJ TWÓRCZOŚĆ CHORYCH PSYCHICZNIE –dziełAtworzonEprzez osoby zdradzające trwałe lub przejściowe zaburzenia psychicznie, ze schizofrenią. Twórczość ta jest przedmiotem zainteresowania lekarzy psychiatrów i psychologów, traktujących ją jako cenne uzupełnienie dokumentacji stanu psychopatologicznego pacjenta, a także historyków sztuki i artystów, doszukujących się w niej wartości artystycznych i nowych form ekspresji artystycznej Inne określenia tej sztuki to "sztuka schizofreniczna", "sztuka psychopatologiczna", ang. artistic self-expression, niem. schizophrenische Bildnerei (Prinzhorn), zustandsgebundene Kunst (Navratil). Kępiński proponował stosowanie szerokiego, niewartościującego określenia "SCHIZOFRENICZNA EKSPRESJA PLASTYCZNA", obejmującego różnorodne formy ekspresji pacjentów, w tym zarówno te bezwartościowe jak i cenne pod względem wartości artystycznych. hist Zainteresowanie sztuką chorych psychicznie rozpoczęło się równolegle z powstaniem nowoczesnej psychiatrii, w pierwszych latach XX wieku. Ernst Kretschmer pisał, że chcąc poznać "pełnię wewnętrznego życia w schizofrenii, należy studiować nie żywoty wieśniaków, lecz poetów i królów cierpiących na tę chorobę". Kępiński pisze o SCHIZOFRENII ARTYSTYCZNEJ, określając tym pojęciem obraz choroby u osób w okresie przedchorobowym wyróżniających się wybitną inteligencją, wyobraźnią i uzdolnieniami artystycznymi Cenną kolekcję dzieł pacjentów hospitalizowanych w szpitalach psychiatrycznych Europy i Japonii zebrał Hans Prinzhorn. Kolekcję Prinzhorna odkrył po II wojnie światowej Jean Dubuffet, który stworzył pojęcie Art Brut. W 2002 roku w Heidelbergu powstało Muzeum Prinzhorna. W XX wieku artyści chcąc poszerzyć granice twórcze eksperymentowali z formą, szukając inspiracji w sztuce „innej", surowej, nieprofesjonalnej, naiwnej i psychicznie chorych,. Nie uznawali obszarów „wykluczonych". Fascynacja art brut (termin stworzony przez Jeana Dubuffeta po II wojnie światowej dla sztuki surowej, nieprofesjonalnej, spontaniczne W kazuistyce psychiatrycznej przywołuje się zarówno dzieła nieznanych pacjentów, czasem odkrytych po ich śmierci, jak większość z wystawianych w Muzeum Prinzhorna dzieł; z drugiej strony, analizuje się dzieła wybitnych artystów, u których stwierdzono lub podejrzewano zaburzenia psychiczne. Przykładem może być twórczość VINCENTA VAN GOGHA, w której Karl Jaspers doszukiwał się cech zdradzających objawy schizofrenii,,,Alicja Klimczak-Dobrzaniecka przypomina więc m.in., że pierwsze stałe muzeum sztuki osób psychicznie chorych otworzył doktor Auguste Marie w szpitalu-przytułku w Villejuif w 1901 roku i ta kolekcja stała się źródłem inspiracji dla wielu artystów : Guillaume'a Apollinaire'a, Andre Bretona, Marcela Duchampa, Francisa Picabii. TWORCZOŚC WYZWOLONA ego rodzaju dzieł po raz pierwszy zyskała szerokie uznanie w latach 40. XX w., kiedy Jean Dubuffet wyróżnił kierunek artystyczny określony jako Art Brut. Termin ten odnosił się do sztuki pierwotnej, dzikiej, ale i wytrawnej (pojęciem brut określa się m.in. doceniany przez koneserów gatunek szampana). Opierając się na słynnej opozycji kultury i natury, Dubuffet widział w prawdziwej sztuce wyjście spod represywnej kontroli tej pierwszej – podstawę samodzielnego aktu twórczego niepoddającego się żadnym ograniczeniom, cenzurze czy presji środowiska. W ten sposób miało odsłaniać się to, co w człowieku pierwotne, co należy do jego prawdziwej natury. To alienacja, społeczne wykluczenie było „sprężyną” wszelkiej twórczości. ...W stanach dużego napięcia psychicznego tworzą prawie monochromatyczne obrazy, w okresach względnego uspokojenia o intensywnych, żywych barwach. Malują i rysują monotonne pejzaże lub zdeformowane autoportrety (niekiedy symboliczne w formie krzyża, gasnącej świecy, czy Boga). Nadwrażliwość pobudza przeżycia i artystyczną ekspresję. Ich prace oddają fantazje i urojenia, dotykają kwestii sensu życia i przeznaczenia, niosąc treści metafizyczne lub przedstawiając wizje zagłady świata. Są formą wyrażania doświadczanych stanów emocjonalnych i lękowych...TERAPIA Dzięki twórczości chorzy mogą pogłębiać wiedzę o samych sobie i własnych możliwościach, nabywać pewności siebie, rozwijać nowe umiejętności. Zdaniem dr Pałuby, sztuka jest dla tych ludzi ukojeniem i sposobem wyzwolenia się z choroby. POZYTYWNE WZMOCNIENIE \"Musimy pamiętać, że możliwość tworzenia daje chorym psychicznie tzw. pozytywne wzmocnienia, co jest szczególnie ważne, jeśli uświadomimy sobie, że na co dzień pacjenci mają ich bardzo mało. Zazwyczaj dostają przecież sygnały, że są niepotrzebni, że przeszkadzają\" ODNALEŹĆ SIEBIE...Pacjenci stopniowo pozbywali się anonimowości, zaczęli podpisywać własne prace nazwiskiem, pokonywać wstyd związany z chorobą.
środa, 26 stycznia 2005
Dark Side of the Moon CIEMNA STRONA KSIĘŻYCA I DUSZY.....MUZYCZNA PODRÓŻ WOKÓŁ KSIĘŻYCA
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego/Starego Księżyca
ŚWIATŁO I CIEŃ. CZERŃ I BIEL. the Dark Side of the Moon – album koncepcyjny brytyjskiej grupy rockowej Pink Floyd z roku 1973. Tematami 9 utworów na płycie są problemy współczesnego życia DARK: pieniądze, chciwość, przemijanie, szaleństwo i wojna. Album jest drugim, po Thrillerze Michaela Jacksona najlepiej sprzedającym się albumem w historii muzyki,]. Płyta The Dark Side of the Moon spędziła bez przerwy 949 tygodni (18 lat) na amerykańskiej liście Billboard 200, W 2003 album został sklasyfikowany na 43. miejscu listy 500 albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”
Album ukazał się w 1973 roku i choć przyjęto go entuzjastycznie, Album utrzymał się przez 949 tygodni[5] w pierwszej setce „Billboardu” i do dziś jest jednym z najlepiej sprzedających się albumów rockowych. Gdy się ukazał, muzyka na nim grana była już dobrze znana fanom zespołu////. W momencie, gdy zespół wszedł do studia (nagrania trwały od czerwca 1972 do stycznia 1973), muzyka była już w pełni skomponowana i przećwiczona. Pozwoliło to muzykom pracować nad poszczególnymi fragmentami oddzielnie, rzadko spotykając się w londyńskim Abbey Road Studios. Keith Emerson wspomina, jak w przerwie wspólnego koncertu przypadkowo usłyszał Watersa rozdzielającego czas w studio pomiędzy poszczególnych muzyków. Zdziwiony zapytał go, czy nie prościej by było spotkać się wszystkim razem. W odpowiedzi usłyszał, że zaoszczędzi to im wielu kłótni.Zgodnie z sugestią Alana Parsonsa włączyli do utworu „Time” zsynchronizowane dźwięki bijących zegarów, nagrane i zmiksowane przez niego. // Dźwięk otwierających się kas sklepowych i przesypujących monet (bodaj najdłuższy loop zrealizowany w tradycyjnej technice) zgrany jest z otwierającym utworem „Money” riffem granym na gitarze basowej. Po raz pierwszy też, muzycy zaprosili do współpracy innych artystów. Album mówi o ludzkich lękach, o samotności, o przemijającym czasie (zwłaszcza „Time”), kruchości ludzkiej egzystencji, szaleństwie i zachłanności (autorem tekstów wszystkich utworów jest Roger Waters). Przesłanie albumu jest skrajnie nihilistyczne i pesymistyczne. Cały album podsumowuje wypowiedź dozorcy budynku, Gerry’ego Driscolla, którego można usłyszeć w ostatnich sekundach wybrzmiewającej muzyki, gdy powraca dźwięk bijącego serca There is no dark side of the moon, really. As a matter of fact it’s all dark (Nie ma ciemnej strony księżyca, w rzeczywistości jest cały ciemny).//////////////// Jedną z zagadek albumu jest pojawienie się w ostatnich sekundach płyty niezidentyfikowanych dźwięków, trwających zaledwie krótką chwilę. Brzmi to jak muzyka, lecz niewielkie natężenie dźwięku nie pozwala bliżej go określić. Według jednej z hipotez, dźwięki zostały nagrane przypadkowo i mogły przedostać się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Według przypuszczeń miałaby to być orkiestrowa wersja utworu „Ticket to Ride” zespołu The Beatles. Wobec dokładności muzyków i producentów Pink Floyd, takie wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.
ŚWIATŁO I CIEŃ. CZERŃ I BIEL. the Dark Side of the Moon – album koncepcyjny brytyjskiej grupy rockowej Pink Floyd z roku 1973. Tematami 9 utworów na płycie są problemy współczesnego życia DARK: pieniądze, chciwość, przemijanie, szaleństwo i wojna. Album jest drugim, po Thrillerze Michaela Jacksona najlepiej sprzedającym się albumem w historii muzyki,]. Płyta The Dark Side of the Moon spędziła bez przerwy 949 tygodni (18 lat) na amerykańskiej liście Billboard 200, W 2003 album został sklasyfikowany na 43. miejscu listy 500 albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”
Album ukazał się w 1973 roku i choć przyjęto go entuzjastycznie, Album utrzymał się przez 949 tygodni[5] w pierwszej setce „Billboardu” i do dziś jest jednym z najlepiej sprzedających się albumów rockowych. Gdy się ukazał, muzyka na nim grana była już dobrze znana fanom zespołu////. W momencie, gdy zespół wszedł do studia (nagrania trwały od czerwca 1972 do stycznia 1973), muzyka była już w pełni skomponowana i przećwiczona. Pozwoliło to muzykom pracować nad poszczególnymi fragmentami oddzielnie, rzadko spotykając się w londyńskim Abbey Road Studios. Keith Emerson wspomina, jak w przerwie wspólnego koncertu przypadkowo usłyszał Watersa rozdzielającego czas w studio pomiędzy poszczególnych muzyków. Zdziwiony zapytał go, czy nie prościej by było spotkać się wszystkim razem. W odpowiedzi usłyszał, że zaoszczędzi to im wielu kłótni.Zgodnie z sugestią Alana Parsonsa włączyli do utworu „Time” zsynchronizowane dźwięki bijących zegarów, nagrane i zmiksowane przez niego. // Dźwięk otwierających się kas sklepowych i przesypujących monet (bodaj najdłuższy loop zrealizowany w tradycyjnej technice) zgrany jest z otwierającym utworem „Money” riffem granym na gitarze basowej. Po raz pierwszy też, muzycy zaprosili do współpracy innych artystów. Album mówi o ludzkich lękach, o samotności, o przemijającym czasie (zwłaszcza „Time”), kruchości ludzkiej egzystencji, szaleństwie i zachłanności (autorem tekstów wszystkich utworów jest Roger Waters). Przesłanie albumu jest skrajnie nihilistyczne i pesymistyczne. Cały album podsumowuje wypowiedź dozorcy budynku, Gerry’ego Driscolla, którego można usłyszeć w ostatnich sekundach wybrzmiewającej muzyki, gdy powraca dźwięk bijącego serca There is no dark side of the moon, really. As a matter of fact it’s all dark (Nie ma ciemnej strony księżyca, w rzeczywistości jest cały ciemny).//////////////// Jedną z zagadek albumu jest pojawienie się w ostatnich sekundach płyty niezidentyfikowanych dźwięków, trwających zaledwie krótką chwilę. Brzmi to jak muzyka, lecz niewielkie natężenie dźwięku nie pozwala bliżej go określić. Według jednej z hipotez, dźwięki zostały nagrane przypadkowo i mogły przedostać się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Według przypuszczeń miałaby to być orkiestrowa wersja utworu „Ticket to Ride” zespołu The Beatles. Wobec dokładności muzyków i producentów Pink Floyd, takie wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.
sobota, 24 kwietnia 2004
Jak to robią inni? AMUN NIE PROSIMY O LITOŚĆ, Klient kupuje towar, konkretną dobrze wykonaną pracę. To nie jałmużna. ale zakupy
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę
Amun NIE PROSIMY O LITOŚĆ 2004
Światowy Związek Artystów Malujących Ustami i Nogami założony został niemal pół wielu temu w Lichtensteinie przez siedemnastu artystów malujących ustami i nogami. Utworzyli oni też spółkę mającą dbać o interesy niepełnosprawnych twórców. Jej prezesem był do końca życia Erich Stegmann (w wieku dwóch lat utracił władzę w rękach). Artyści, kierując się ideą: “Nie prosimy o litość”, zdołali ze swej twórczości uczynić źródło utrzymania. Szef stowarzyszenia jest zarazem prezesem zarządu spółki, musi on być “uznanym na świecie artystą malującym nogami lub ustami”. Funkcje te pełni sparaliżowany malarz Eros Bonamili z Włoch. W zarządzie jest pięciu niepełnosprawnych artystów.
“Polskie wydawnictwo wnosi 25-procentowy udział w dochodach całego stowarzyszenia w Lichtensteinie. Z tych środków każdemu artyście na podstawie zawartej z nim umowy przekazywane są ustalone środki. Stowarzyszenie jest także rodzajem zabezpieczenia, które wymaga istnienia funduszu. Dzięki temu nawet w najcięższych czasach stowarzyszenie będzie mogło wypełniać swe zobowiązania wobec artystów”, ...aRTYSTA Ireneusz Betlewicz jest związany z wydawnictwem AMUN od wielu lat. – Dzięki temu została wyjęta cegiełka z muru niemożności spowodowanej moją sytuacją zdrowotną. Kiedyś sam próbowałem ręcznie wyrabiać takie kartki, aby zarobić parę groszy. To jednak była manufaktura, monotonna i nieopłacalna – mówi. Choruje na postępujący zanik mięśni. Jako piętnastolatek przestał chodzić, potem zanik mięśni objął ręce. Nie wie, kiedy przestanie siedzieć. Od 18 lat maluje wyłącznie ustami.Choruje na postępujący zanik mięśni. Jako piętnastolatek przestał chodzić, potem zanik mięśni objął ręce. Nie wie, kiedy przestanie siedzieć. Od 18 lat maluje wyłącznie ustami.
Współpraca z AMUN dała mu nowe możliwości. Regularne stypendium wypłacane co miesiąc ( ok. 2 tys. zł) zapewnia stabilizację, poznał nowych przyjaciół, ma możliwość wyjazdów na wypoczynek połączony z zajęciami plenerowymi, uczestniczy w wystawach polskich i zagranicznych. Co roku jest zobowiązany do dostarczenia AMUN czterech prac. Wydawnictwo decyduje, które zostaną wykorzystane do reprodukcji na kartki czy plakaty. Płaci za to dodatkowo 700 franków szwajcarskich. – Nie czuję się wykorzystany przez AMUN, mogę pozwolić sobie na w miarę beztroskie życie i możliwość kształtowania swego warsztatu. Nie jestem inwalidą żyjącym tylko z renty. Boli mnie, że ludzie pojmują działalność wydawnictwa jako starania o datki. Klient kupuje towar, konkretną dobrze wykonaną pracę. To nie jałmużna. ale zakupy – twierdzi Irek (prawdziwy artysta -potwierdzają Twórcownicy -znamy go z plenerów -gościliśmy w Katowicach)
https://www.tygodnikprzeglad.pl/awantura-o-amun/
https://www.amun.com.pl/
Wydawnictwo AMUN Sp. z o.o. powstało w 1993 roku w Raciborzu i jest jedną z 46 placówek działających na świecie, które od 1956 roku zajmują się publikacją reprodukcji obrazów artystów malarzy tworzących ustami lub stopą. AMUN Sp. z o.o. w Raciborzu jest jedynym w Polsce wydawnictwem Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami www.vdmfk.com.
Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami www.vdmfk.com.
Promocja twórczości artystów polega na rozprowadzaniu ich prac w postaci kart świątecznych i okolicznościowych oraz kalendarzy poprzez direct mailing (bezpośrednia przesyłka pocztowa) do mieszkańców naszego kraju. W chwili kiedy powstał Związek zrzeszający artystów malujących ustami i nogami, znany był slogan: "NIE PROSIMY O LITOŚĆ". Jest on związany z miejscem niekonwencjonalnych artystów w dzisiejszej kulturze, a właściwie w sztuce, której kształt współtworzą wraz z innymi artystami na przestrzeni dziesięcioleci. Stworzenie organizacji z dość niezwykłymi osobowościami i zarazem posiadającymi dość nieprzeciętne umiejętności i zdolności, umożliwiło wspieranie rozwoju artystycznego osób, które pomimo niepełnosprawności zapragnęły tworzyć trzymając pędzel w ustach bądź stopach. Pojawiła się zarazem nie spotykana dotąd możliwość sprzedaży ich prac. Związek, zajmując się rozprowadzaniem obrazów, zapewnił tym samym niepełnosprawnym artystom podstawowe warunki, które umożliwiły swobodny rozwój i dały szansę na samodzielność. Wydawnictwo zajmuje się również organizowaniem wystaw i plenerów malarskich, Polską grupę tworzy 24 artystów malujących ustami lub stopą, którzy pochodzą z Tworzone przez artystów malujących ustami i nogami obrazy nie są przykrywką dla działań dobroczynnych na rzecz artystów. Władze przyjmują do Związku jedynie artystów, którzy prezentują odpowiedni poziom artystyczny. Liczy się przede wszystkim talent i jakość prac. Niepełnosprawność jest sprawą drugorzędną. Jedynie takie założenia pozwoliły wprowadzić tego rodzaju twórczość na międzynarodowy rynek sztuki. Nabycie prawa do reprodukcji obrazów artystów malujących ustami i nogami umożliwia Związkowi rozprowadzanie tych prac na kartkach pocztowych i kalendarzach. Natomiast oryginały są sprzedawane m.in. na aukcjach organizowanych w różnych krajach na całym świecie. różnych stron Polski. Wydawnictwo "AMUN" Sp. z o.o. nie jest instytucją charytatywną.
Ludzie kupowali te pocztówki po to, żeby pomagać. AMUN wykorzystywał jednak płaszczyznę emocjonalnego stosunku do osób niepełnosprawnych – uważa Janusz Trzciński, dyrektor generalny PFRON. Dobrze więc wiedzieć – nie stępiając oczywiście własnej wrażliwości – że czym innym jest instytucja dobroczynna, a czym innym organizacja gospodarcza: prężne wydawnictwo dbające i o dochody stowarzyszenia, do którego należy, i o zarobki zatrudnianych twórców ZAWÓD -MALOWANIE USTAMI LUN NOGAMI Zawód: artysta niepełnosprawny Nie proszę o litość, lecz o prawo do współistnienia ..............Piotr Pawłowski, prezes Zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, redaktor naczelny magazynu dla niepełnosprawnych "Integracja" ............Z wielkim zainteresowaniem, ale i ogromnym niepokojem przeczytałem artykuł Bartłomieja Kurasia w Gazecie Wyborczej pt. "Zarabiają miliony na niepełnosprawnych artystach", na temat działalności Wydawnictwa AMUN sp. z o.o. Ponieważ sam jestem artystą malującym ustami, a ponadto w artykule pojawił się wątek Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, które prowadzę od blisko dziesięciu lat, pozwalam sobie zabrać głos w tej sprawie. ...........Na początku chciałbym wyjaśnić, że Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji nie jest powiązane w żaden formalny sposób z Wydawnictwem Artystów Malujących Ustami i Nogami oraz nigdy nie współpracowało z nim w zakresie, który wiązałby się z osiąganiem korzyści majątkowych przez Stowarzyszenie. Jako instytucja niezależna nie jesteśmy też w stanie zweryfikować jak działa wydawnictwo. Jesteśmy jedynie w stanie potwierdzić, że 24 polskich artystów zrzeszonych w Światowym Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami otrzymują z Liechtensteinu comiesięczne stypendia na rozwój swoich artystycznych umiejętności. Dla większości z nich pieniądze te są jedynym sposobem utrzymania (wszyscy artyści posiadają znaczny stopień niepełnosprawności). ...........Polska nigdy nie była krajem "mlekiem i miodem płynącym" dla swoich obywateli, a w szczególności dla tych niepełnosprawnych. Mimo to, nie potrafiłbym żyć w żadnym innym, cywilizowanym socjalnie kraju Unii Europejskiej lub w USA. Moja pełnosprawna dusza jest bowiem tak polska, jak mój niepełnosprawny życiorys. Był lipiec 1982 roku. Miałem 16 lat i całe życie przed sobą. Niestety, skoczyłem do wody "na główkę". Od tamtego czasu jestem osobą całkowicie sparaliżowaną. Przez pierwsze lata po wypadku nadal nie chciałem uwierzyć w to co się stało. Nie mogłem zrozumieć, że nigdy nie będę już aktywny fizycznie, nigdy nie zagram w ukochanego "kosza". Byłem obolały, rozgoryczony, załamany. Byłem bezradny wobec własnej niepełnosprawności i otaczających mnie barier. ................Siedziałem w domu i bez powodzenia szukałem pomysłu na życie, do momentu, kiedy wziąłem długopis w usta i zacząłem samodzielnie pisać. Wreszcie mogłem samodzielnie napisać list do dziewczyny bez jakichkolwiek pośredników. Z nadmiaru wolnego czasu zacząłem też malować. Nie przypuszczałem, że to co maluję, może się komuś spodobać. Później ktoś powiedział mi o istnieniu Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami w Lichteinsteinie, które założył - blisko pół wieku temu - Niemiec bez rąk Erich Stegmann. Wraz z malującymi w ten sam sposób przyjaciółmi zaczęli sprzedawać swoje obrazy, by móc się z tego utrzymywać. Kierowali się ideą - "Nie prosimy o litość". Bez większej nadziei wysłałem tam swoje prace i ku mojemu zaskoczeniu zostałem przyjęty. Mając 25 lat stałem się niezależny finansowo, gdyż w zamian za prace wysyłane do siedziby Związku otrzymywałem miesięczne stypendium. Byłem z siebie dumny! Pomimo mojej całkowitej niesprawności zdobyłem źródło utrzymania. Wreszcie przestałem być ciężarem dla moich rodziców. ............Fakt ten dodał mi sił, pozwolił śmielej spojrzeć na siebie i swoje możliwości. Rozpocząłem studia na dwóch kierunkach, pokonując codziennie nafaszerowaną barierami architektonicznymi i mentalnymi rzeczywistość wokół mnie. Tak bardzo chciałem ją zmieniać, że stworzyłem we własnym mieszkaniu kilkustronicowy magazyn dla niepełnosprawnych. Nazwałem go "Integracja". Od tego momentu mija 10 lat. Po drodze spotkałem wielu dobrych ludzi, dzięki którym "Integracja" jest dziś kolorowym, profesjonalnie wydawanym, prawie stu stronicowym magazynem o nakładzie 15 tys egzemplarzy. ........Integracja" dała mi skrzydła, czułem, że mogę zrobić coś jeszcze. Zdecydowałem się założyć Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji. Mając środki na życie, szukałem funduszy na programy i akcje Stowarzyszenia oraz na wynagrodzenia dla pracowników, bez których funkcjonowanie Stowarzyszenia byłoby niemożliwe. Byli moimi rękami i nogami. Za główny cel postawiłem sobie realizowanie w Polsce idei integracji społecznej osób niepełnosprawnych i sprawnych jako normalności we wszystkich aspektach i relacjach życia społecznego. W tym celu "Integracja" podjęła się szeregu działań i inicjatyw - prowadzimy centrum informacyjne, kampanie społeczne oraz edukacyjne, wydajemy magazyn "Integracja", książki, przewodniki i broszury, a także stworzyliśmy portal www.niepelnosprawni.pl, programy radiowe i telewizyjne, organizujemy konferencje, spotkania oraz wystawy. ............Naszym celem stała się także aktywizacja osób niepełnosprawnych. Ja sam skończyłem studia, zacząłem doktorat, ożeniłem się i poświęciłem cały mój czas oraz wszystkie siły na walkę ze stereotypami i barierami. Zawsze chciałem i nadal będę dążyć, by niepełnosprawni poprzez pracę stali się równoprawnymi członkami naszego społeczeństwa, żeby zastąpili niehumanitarne renty pensjami pozwalającymi godnie żyć. ...........Z okazji obchodów Europejskiego Roku Osób Niepełnosprawnych w grudniu 2003 roku Stowarzyszenie zorganizowało miedzy innymi Międzynarodową Wystawę Artystów Malujących Ustami i Nogami "Sztuka bez barier" w Muzeum Narodowym w Warszawie. Oprócz polskich artystów, zaprezentowani zostali również artyści z innych krajów. Wystawę cieszyła się wielkim powodzeniem - odwiedziło ją ok. 26 tys. osób. Wiele osób inaczej spojrzało na osoby niepełnosprawne - nie jak na osoby bezradne i wymagające pomocy, ale aktywne i samodzielne. Temu niezwykle ważnemu wydarzeniu patronowała Pani Jolanta Kwaśniewska. .............Cieszę się, że wystawa "Sztuka bez barier" pokazała inny, niż wszechobecny w mediach, wizerunek osób niepełnosprawnych, które pomimo różnych ograniczeń potrafią pokonać bariery i dzięki swojemu uporowi oraz ciężkiej pracy potrafią być aktywni i samodzielnie funkcjonować. Dołożę też wszelkich starań, aby promować w naszym społeczeństwie wizerunek osoby niepełnosprawnej aktywnej zawodowo. Malowanie ustami i nogami jest zawodem. Z całą pewnością nie jest charytatywą. Źródło: Gazeta Wyborcza, 2 kwietnia 2004 r. ---------------------------- Głos we własnej sprawie http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/11716?print_doc_id=8101 "Zarabiają miliony na niepełnosprawnych artystach" i "Malowane współczucie" - artykuły pod takimi tytułami ukazały się w marcu w "Gazecie Wyborczej". Autor próbował wykazać, że pieniądze, jakie wielu Polaków płaci za kartki rozprowadzane przez wydawnictwo AMUN Sp. z o.o., działające na rzecz artystów malujących ustami i nogami, zasilają prywatne konta za granicą, a w minimalnej części trafiają do kieszeni niepełnosprawnych. Artykuł wywołał duże poruszenie, zwłaszcza na dyskusyjnych stronach internetowych, gdzie wielu ludzi deklarowało, że przestaje kupować kartki niepełnosprawnych artystów. Największym zaskoczeniem dla samych artystów było to, że w opisywanej sprawie, mimo że bezpośrednio dotyczyła twórców niepełnosprawnych, nie zapytano ich o zdanie ani nie zwrócono się do nich po komentarz. "Integracja" umożliwiła im wypowiedzenie się w sprawie, która ich dotyczy. Ireneusz Betlewicz: - Jeśli dziennikarz staje w obronie jakichś ludzi, to najpierw powinien ich zapytać, czy faktycznie czują się pokrzywdzeni i wykorzystywani. A on tego podstawowego dziennikarskiego obowiązku nie dopełnił - w ogóle nie zapytał nas o zdanie. Potraktował nas jak ludzi upośledzonych umysłowo, których nie trzeba o nic pytać, bo gdzieś tam sobie siedzą w jakiejś manufakturze, a AMUN robi na nich kasę i daje im lizaki. Jolanta Borek-Unikowska: - Światowy Związek Artystów Malujących Ustami i Nogami zatroszczył się o nas jak nikt wcześniej, płaci za reprodukcje, udziela stypendiów, organizuje wystawy i plenery. Jeśli ktoś nas w tej sprawie wykorzystał, to ten pan, który w ogóle nie zapytał o nasze zdanie ani o zgodę, czy może nas w tej sprawie reprezentować. Byłam tym artykułem bardzo zdenerwowana, pomyślałam, że to niemożliwe, aby nic w Polsce się nie zmieniło i wciąż pisano w starym stylu: niech niepełnosprawni przymierają głodem, byle tylko nie oddać kapitaliście z Zachodu jednego euro. Stanisław Kmiecik: - Wydawnictwo od początku jest firmą międzynarodową. Wiemy, że pieniądze wędrują najpierw do Liechtensteinu, a tam później są rozdzielane jako stypendia dla wszystkich artystów, bo w Liechtensteinie jest centrala firmy, a w poszczególnych krajach jego oddziały. I jaka tu jest afera? My pieniądze dostajemy i nie są to żadne grosze. Ireneusz Betlewicz: - Rozmawiałem z autorem artykułu kilka dni po publikacji i powiedział mi, że tak naprawdę to nie występował w mojej obronie i w obronie niepełnosprawnych, ale w obronie ludzi, którzy kupują nasze kartki. Czyli, że ludzie którzy je kupują są oszukiwani. Z jego argumentacji wynikało, że ludzie za otrzymane kartki dają po prostu jakieś datki dla niepełnosprawnych, a nie, że płacą nam za towar, który im dostarczamy. AMUN przecież nie wysyła pustych kopert, lecz kartki, które są towarem. A za towar bierze się pieniądze. Przy kartkach zawsze jest podana cena. Jeśli ludziom towar się podoba, to biorą go i za niego płacą. Taka jest kolejność. Przy wysyłanych kartkach jest także napisane, że ich zakup nie jest obowiązkowy. Krzysztof Kosowski: - Nasze kartki z Polski są również sprzedawane w innych krajach, a u nas kartki twórców z tamtych krajów. Tak to działa. Autor nie zadał sobie trudu, aby poznać schemat organizacyjny światowego AMUN, tylko zrobił sensację. I, niestety, nam zaszkodził. Jadwiga Markur: - My nie prosimy o jałmużnę i nie mówimy: "Dajcie nam pieniądze". My na nie pracujemy. I to ciężko. Żeby namalować obraz nogą albo ustami, trzeba naprawdę dobrze się napracować. Dajemy więc swoją pracę, swoje obrazy, z których są reprodukowane kartki. Poza tym dajemy nie tylko towar, ale także radość, bo wiemy, że nasze kartki wielu ludziom bardzo się podobają. Nie płacą więc, jak to zasugerował autor artykułu, z litości, na kalectwo. Jeśli będę chciała litości, to przestanę malować, zacznę płakać i pójdę do opieki społecznej. Poza tym są osoby, które otrzymują nasze kartki, lecz ich nie kupują. Nikt ich za to do sądu nie ciągnie ani nie nakazuje im zwrócić kartek. Ireneusz Betlewicz: - Współpracujemy z wydawnictwem z własnej woli, na ustalonych od początku zasadach, które wszystkim odpowiadają. Mało tego, dzięki współpracy możemy mieć godziwe życie i nadal poświęcać się twórczości. Gdy siedzieliśmy bezczynnie w domach, to było źle, gdy sami próbujemy brać życie w swoje ręce, to okazuje się, że też jest źle. Komuś najwidoczniej coś się pomyliło. Jolanta Borek-Unikowska: - Ja dzięki temu, że zostałam członkiem światowego związku artystów niepełnosprawnych po raz pierwszy po dwunastu latach siedzenia w domu nawiązałam kontakty z ludźmi i wyjechałam z mojej miejscowości. Malowanie dało mi nie tylko przyjemność i pieniądze na życie, ale także satysfakcję, że jestem komuś potrzebna. Poczułam, że jestem pełnowartościowym człowiekiem. A teraz obawiam się, że wrócę do tego, co miałam przedtem - czyli do wegetacji. Katarzyna Warachim: - Autor artykułu powinien się cieszyć, że 24 osoby nie obciążają dodatkowo państwa, tylko radzą sobie same. A zysk mają dwie strony - my i wydawnictwo. Nam nie przeszkadza, że AMUN zarabia. Przecież każda firma, zatrudniając pracownika, czerpie zyski z jego pracy. Ważne jest to, czy pracownik jest zadowolony z pracy i z zapłaty. A my jesteśmy. Krzysztof Kosowski: - Nie rozumiem, jak ogólnopolski dziennik mógł dopuścić do publikacji tak nierzetelnego materiału? Rozumiem, że małej lokalnej gazecie może się coś takiego przytrafić, ale nie największemu dziennikowi? Dziennikarz nie sprawdził wielu informacji. Katarzyna Warachim: - To, że artykuł pojawił się tuż przed Świętami Wielkanocnymi, kiedy wysyłane są nasze kartki, nie jest przypadkowe. Straty są nieodwracalne, nawet jeśli pojawią się sprostowania. Dziennikarz zrobił nam niedźwiedzią przysługę. Stanisław Kmiecik: - Malujący niepełnosprawni artyści ze swoimi kartkami są konkurencją dla innych wydawnictw. Biznes to biznes, a wtedy bez skrupułów stosuje się chwyty poniżej pasa. Wysłuchał: Piotr Stanisławski ----------------------------------------------------------------- List do Jolanty Kwasniewskiej wystosowany przez Floriana Stegmanna, wnuka założyciela Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami z Lichtensteinu......................Grünwald, 29 marca 2004 r. Szanowna Pani! W związku z niepochlebnymi publikacjami, które ukazały się w polskich gazetach na temat Stowarzyszenia AMUN, chciałbym podać Państwu pewne informacje. Jak Państwo wiedzą, mój dziadek Erich Stegmann, który w wieku 2. lat zachorował na chorobę Heinego-Medina i od tego czasu stracił władzę w rękach, założył w 1956 roku to Stowarzyszenie. Niniejszym wysyłam książkę (w angielskiej wersji językowej) opisującą jego historię jako artysty malującego ustami. Nie chciał żadnej litości i nie chciał być traktowany jako outsider. W czasach, kiedy zakładał tę organizację dla swoich niepełnosprawnych kolegów, nie było prostą sprawą zapewnienie im godnego życia. Osoby te, często z poważnymi niepełnosprawnościami, odnalazły sens życia w malarstwie. W roku 1956 siedemnastu artystów malujących ustami i nogami założyło spółkę z siedzibą w Liechtensteinie. Pierwszym dożywotnim prezesem był Erich Stegmann. Dzisiaj, prawie 50 lat później, na całym Świecie działa ponad 600 artystów. Ponieważ artyści z powodu swojej niepełnosprawności nie są w stanie zająć się sprzedażą swoich prac, zostały utworzone wydawnictwa, które się tym zajęły. W Polsce jest to wydawnictwo AMUN z siedzibą w Raciborzu. Posiada ono prawa do wykonywania reprodukcji dzieł artystów. Wydawnictwo sprzedaje kartki świąteczne i kalendarze. W oparciu o wieloletnie badania rynku dystrybucja odbywa się wyłącznie drogą pocztową. Polskie wydawnictwo wnosi rokrocznie 25-procentowy udział w dochodach całego stowarzyszenia (w Liechtensteinie). Z tych środków każdemu artyście na podstawie zawartej z nim umowy przekazywane są ustalone środki. Stowarzyszenie jest także rodzajem zabezpieczenia, które wymaga istnienia funduszu, dzięki któremu nawet w najcięższych czasach stowarzyszenie będzie mogło wypełniać swoje zobowiązania wobec artystów. Jeszcze kilka uwag na temat zasad działania stowarzyszenia: Zrzeszeni artyści wybierają podczas konwentu delegatów swój zarząd. Delegaci na tym konwencie radzą i decydują na temat wszystkich spraw organizacyjnych. Z wyłączeniem radców prawnych wszyscy członkowie konwentu delegatów są niepełnosprawnymi artystami. Zarząd składa się maksymalnie z siedmiu osób. Przewodniczący zarządu jest jednocześnie prezesem stowarzyszenia i musi być uznanym na świecie artystą malującym nogami lub ustami. Spotkania zarządu odbywają się co najmniej dwa razy w roku. Propozycje, wnioski i decyzje zarządu muszą zostać zatwierdzone przez konwent delegatów. Zatem wszystko odbywa się zgodnie z prawem i demokratycznie. Radca prawny, Dr. Batliner jest od momentu założenia stowarzyszenia odpowiedzialny za kwestie prawne. On sam zawsze lojalnie doradzał mojemu dziadkowi i mogę jedynie stwierdzić, że się bardzo zaangażował w propagowanie idei mojego dziadka. Dzięki jego wpływowi stowarzyszenie wyjątkowo dobrze prosperuje i ma dobre widoki na przyszłość. Chciałbym serdecznie podziękować Pani za dotychczasowe zaangażowanie i zrozumienie problemów osób niepełnosprawnych w imieniu wszystkich polskich artystów malujących ustami i nogami. Z poważaniem Florian Stegmann .... ALE ...KTO CZERPIE ZYSKI W RACIBORZU????????????????????????????????????//nieuczciwość szkodzi idei i zniechęca do pomagania
Po publikacji artykułu w "Gazecie" dzwolnili do nas ludzie z całej Polski - mówi Janusz Smaga, prokurator rejonowy w Raciborzu. - Jednak procedury wymagają, by zgłoszenie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyć nie telefonicznie, a na piśmie. Takich zgłoszeń odebraliśmy kilka i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające, a następnie dochodzenie. Także do "Gazety" zgłosili się oburzeni czytelnicy, którzy regularnie wpłacali pieniądze na konto AMUN. - Wiedziony przesłaniem o dobroczynnej działalności AMUN-a przekazałem im, bez kupowania kartek, dużą darowiznę - relacjonuje Robert z Raciborza. - Urząd Skarbowy podczas kontroli wykazał, że nie mam prawa do odliczenia darowizny, ponieważ AMUN to komercyjna firma. "Gazeta" dotarła do sprawozdania z działalności firmy, w którym Dorota Bakaj - dyrektor wydawnictwa - ubolewa, że wielu niezamożnych rezygnuje z wpłat na rzecz firmy: "18-procentowe bezrobocie i nam daje się we znaki. Bardzo dużo osób rezygnuje z otrzymania naszych ofert ponieważ stracili pracę lub otrzymują bardzo niską rentę, czy emeryturę." Udało nam się ustalić, że Dorota Bakaj zysk, którego nie chce ujawnić, czerpie nie tylko z pracy w wydawnictwie. W 1998 r. AMUN wynajął w Raciborzu na 10 lat prawie 140-metrowe mieszkanie od ... państwa Doroty i Zygmunta Bakajów. Działalność wydawnictwa "Gazeta" opisała przed miesiącem. Od 10 lat kilkaset tysięcy osób w Polsce wpłaca na konto wydawnictwa "AMUN" - sp. z o. o. - miliony złotych za przesyłane im kartki świąteczne. Pieniądze trafiają do Lichtensteinu. Wydawnictwo zatrudnia sześć zupełnie zdrowych osób. W 2001 r. przychody firmy przekroczyły już 15 mln zł, a zysk netto wyniósł ponad 4 mln zł. AMUN utrzymuje z tego garstkę niepełnosprawnych artystów (23 osoby), którzy jak twierdzi wydawnictwo otrzymują z Lichtensteinu stypendia .. Setki tysięcy rodzin w Polsce wpłaca co roku miliony złotych na konto firmy AMUN - Wydawnictwa Artystów Malujących Ustami i Nogami. Są przekonani, że kartki świąteczne wspierają kalekich twórców Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia komplet - złożony z sześciu kartek, dwóch arkuszy bilecików do prezentów i kalendarza - wydawnictwo AMUN wyceniło na 23,5 zł. Podobnie teraz, na Wielkanoc. Do przesyłek, które właśnie trafiają do setek tysięcy domów i firm w całej Polsce, dołączone są gotowe przekazy pocztowe. Większość z nich jest wypełniana przez adresatów i zasila konto wydawnictwa, a dokładniej firmy - AMUN spółki z o.o. W listach dołączanych do przesyłek firma zapewnia, że reprezentuje osoby potrzebujące pomocy. Reprodukcje namalowanych przez nie obrazów zamieszcza na kartkach świątecznych. - Taką kartkę wysłałem do znajomej we Francji - mówi pan Zbigniew, który zadzwonił do "Gazety". - Odesłała mi identyczną. I napisała, że we Francji jest już głośno o tym wydawnictwie, bo większość zysków ze sprzedaży zamiast do osób niepełnosprawnych trafia na prywatne konto. ...Pojechałem na Śląsk. Wydawnictwo mieści się w kilku pokojach starej kamienicy w Raciborzu. Zatrudnia sześć zupełnie zdrowych osób. Stylowe wnętrza odnowione na wysoki połysk. Dorota Bakaj, dyrektor wydawnictwa, na rozmowę zgadza się niezbyt chętnie. - Przed 1993 r. byłam nauczycielką w jednej z raciborskich podstawówek. Znam trochę języki obce, przed dziesięcioma laty zwrócono się do mnie z taką propozycją z Zachodu - mówi. - Takie wydawnictwa jak nasze od lat już tam istnieją. Wszędzie niepełnosprawni artyści otrzymują stypendia. Ale nie mogę zdradzić w jakiej wysokości. Główna siedziba wszystkich wydawnictw jest w Liechtensteinie. - Dlaczego w Liechtensteinie? - Bo tam nie trzeba płacić wysokich podatków. O powiązaniach AMUN z organizacją w Niemczech nie chce mówić. Ile firma przynosi dochodu? To tajemnica handlowa. Sprawdziłem wyniki finansowe wydawnictwa raciborskiej spółki. Ta mała firma od lat wykazuje wielomilionowe zyski. W 1999 r. przychody ze sprzedaży kartek wyniosły ponad 10 mln zł. Na czysto AMUN zarobiło ponad 3 mln zł. W 2001 r. przychody przekroczyły już 15 mln zł, a zysk netto 4 mln zł. W 2002 r. do swoich stałych klientów wydawnictwo zaliczyło już 440 tys. osób, ale kartki wysłało do kolejnych 200 tys. osób. Z wielomilionowych przychodów ze sprzedaży kartek ich kalecy autorzy mają jednak niewiele. W ostatnich latach wydawnictwo przeznaczało na garstkę malujących ustami i nogami (22 osoby) od 140 tys. do 180 tys. zł rocznie w ramach tzw. Funduszu Rehabilitacyjnego. Na jedną osobę przypadało więc około 7 tys. zł rocznie. Ale nawet ta kwota nie trafiła do nich. Z tych pieniędzy organizowane były m.in. wyjazdowe plenery, gdzie powstają kolejne obrazy, których reprodukcje są dystrybuowane w całej Polsce. ....................................................... Malarstwo - sposób na życie Praktycznie cały wielomilionowy zysk jest przekazywany jako dywidenda do Niemiec. Główna siedziba firmy, należącej do rodziny Batlinerów, mieści się w Liechtensteinie. Zarządzający jej finansami Herbert Batliner to jeden z najbogatszych ludzi w Liechtensteinie. Na kluczowych stanowiskach w firmie umieścił swych bliskich. Polskie kartki są dystrybuowane także w Europie Zachodniej. Z informacji opublikowanych w zachodniej prasie - m.in. w niemieckim "Sternie" - wiadomo, że francuskie wydawnictwo zarabia rocznie na wysyłkowej sprzedaży kartek świątecznych ok. 5 mln euro, włoskie z siedzibą w Weronie - ok. 2,5 mln euro. Przez ostatnich dziesięć lat AMUN wyrobiło sobie w Polsce markę organizacji pomagającej potrzebującym. Od grudnia 2003 r. do lutego 2004 r. zorganizowało w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawę malujących ustami i nogami artystów Wszystko po to, by zdobyć wiarygodność wśród swoich klientów. - Mamy swoje znajomości, które pomogły nam dotrzeć do Muzeum Narodowego - Dorota Bakaj i z dumą pokazuje najnowszy katalog wydawnictwa opatrzony słowem wstępnym Jolanty Kwaśniewskiej. - To pomaga nam się rozwija......Bartłomiej Kuraś 25-03-2004 .......http://www.obpon.org/?url=art&id=1903 .....................
.https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2065637.html kontrowersje - nie wiadomo co lepsze -ochłapy czy nic
Ludzie kupowali te pocztówki po to, żeby pomagać. AMUN wykorzystywał jednak płaszczyznę emocjonalnego stosunku do osób niepełnosprawnych – uważa Janusz Trzciński, dyrektor generalny PFRON. Dobrze więc wiedzieć – nie stępiając oczywiście własnej wrażliwości – że czym innym jest instytucja dobroczynna, a czym innym organizacja gospodarcza: prężne wydawnictwo dbające i o dochody stowarzyszenia, do którego należy, i o zarobki zatrudnianych twórców ZAWÓD -MALOWANIE USTAMI LUN NOGAMI Zawód: artysta niepełnosprawny Nie proszę o litość, lecz o prawo do współistnienia ..............Piotr Pawłowski, prezes Zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, redaktor naczelny magazynu dla niepełnosprawnych "Integracja" ............Z wielkim zainteresowaniem, ale i ogromnym niepokojem przeczytałem artykuł Bartłomieja Kurasia w Gazecie Wyborczej pt. "Zarabiają miliony na niepełnosprawnych artystach", na temat działalności Wydawnictwa AMUN sp. z o.o. Ponieważ sam jestem artystą malującym ustami, a ponadto w artykule pojawił się wątek Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, które prowadzę od blisko dziesięciu lat, pozwalam sobie zabrać głos w tej sprawie. ...........Na początku chciałbym wyjaśnić, że Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji nie jest powiązane w żaden formalny sposób z Wydawnictwem Artystów Malujących Ustami i Nogami oraz nigdy nie współpracowało z nim w zakresie, który wiązałby się z osiąganiem korzyści majątkowych przez Stowarzyszenie. Jako instytucja niezależna nie jesteśmy też w stanie zweryfikować jak działa wydawnictwo. Jesteśmy jedynie w stanie potwierdzić, że 24 polskich artystów zrzeszonych w Światowym Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami otrzymują z Liechtensteinu comiesięczne stypendia na rozwój swoich artystycznych umiejętności. Dla większości z nich pieniądze te są jedynym sposobem utrzymania (wszyscy artyści posiadają znaczny stopień niepełnosprawności). ...........Polska nigdy nie była krajem "mlekiem i miodem płynącym" dla swoich obywateli, a w szczególności dla tych niepełnosprawnych. Mimo to, nie potrafiłbym żyć w żadnym innym, cywilizowanym socjalnie kraju Unii Europejskiej lub w USA. Moja pełnosprawna dusza jest bowiem tak polska, jak mój niepełnosprawny życiorys. Był lipiec 1982 roku. Miałem 16 lat i całe życie przed sobą. Niestety, skoczyłem do wody "na główkę". Od tamtego czasu jestem osobą całkowicie sparaliżowaną. Przez pierwsze lata po wypadku nadal nie chciałem uwierzyć w to co się stało. Nie mogłem zrozumieć, że nigdy nie będę już aktywny fizycznie, nigdy nie zagram w ukochanego "kosza". Byłem obolały, rozgoryczony, załamany. Byłem bezradny wobec własnej niepełnosprawności i otaczających mnie barier. ................Siedziałem w domu i bez powodzenia szukałem pomysłu na życie, do momentu, kiedy wziąłem długopis w usta i zacząłem samodzielnie pisać. Wreszcie mogłem samodzielnie napisać list do dziewczyny bez jakichkolwiek pośredników. Z nadmiaru wolnego czasu zacząłem też malować. Nie przypuszczałem, że to co maluję, może się komuś spodobać. Później ktoś powiedział mi o istnieniu Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami w Lichteinsteinie, które założył - blisko pół wieku temu - Niemiec bez rąk Erich Stegmann. Wraz z malującymi w ten sam sposób przyjaciółmi zaczęli sprzedawać swoje obrazy, by móc się z tego utrzymywać. Kierowali się ideą - "Nie prosimy o litość". Bez większej nadziei wysłałem tam swoje prace i ku mojemu zaskoczeniu zostałem przyjęty. Mając 25 lat stałem się niezależny finansowo, gdyż w zamian za prace wysyłane do siedziby Związku otrzymywałem miesięczne stypendium. Byłem z siebie dumny! Pomimo mojej całkowitej niesprawności zdobyłem źródło utrzymania. Wreszcie przestałem być ciężarem dla moich rodziców. ............Fakt ten dodał mi sił, pozwolił śmielej spojrzeć na siebie i swoje możliwości. Rozpocząłem studia na dwóch kierunkach, pokonując codziennie nafaszerowaną barierami architektonicznymi i mentalnymi rzeczywistość wokół mnie. Tak bardzo chciałem ją zmieniać, że stworzyłem we własnym mieszkaniu kilkustronicowy magazyn dla niepełnosprawnych. Nazwałem go "Integracja". Od tego momentu mija 10 lat. Po drodze spotkałem wielu dobrych ludzi, dzięki którym "Integracja" jest dziś kolorowym, profesjonalnie wydawanym, prawie stu stronicowym magazynem o nakładzie 15 tys egzemplarzy. ........Integracja" dała mi skrzydła, czułem, że mogę zrobić coś jeszcze. Zdecydowałem się założyć Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji. Mając środki na życie, szukałem funduszy na programy i akcje Stowarzyszenia oraz na wynagrodzenia dla pracowników, bez których funkcjonowanie Stowarzyszenia byłoby niemożliwe. Byli moimi rękami i nogami. Za główny cel postawiłem sobie realizowanie w Polsce idei integracji społecznej osób niepełnosprawnych i sprawnych jako normalności we wszystkich aspektach i relacjach życia społecznego. W tym celu "Integracja" podjęła się szeregu działań i inicjatyw - prowadzimy centrum informacyjne, kampanie społeczne oraz edukacyjne, wydajemy magazyn "Integracja", książki, przewodniki i broszury, a także stworzyliśmy portal www.niepelnosprawni.pl, programy radiowe i telewizyjne, organizujemy konferencje, spotkania oraz wystawy. ............Naszym celem stała się także aktywizacja osób niepełnosprawnych. Ja sam skończyłem studia, zacząłem doktorat, ożeniłem się i poświęciłem cały mój czas oraz wszystkie siły na walkę ze stereotypami i barierami. Zawsze chciałem i nadal będę dążyć, by niepełnosprawni poprzez pracę stali się równoprawnymi członkami naszego społeczeństwa, żeby zastąpili niehumanitarne renty pensjami pozwalającymi godnie żyć. ...........Z okazji obchodów Europejskiego Roku Osób Niepełnosprawnych w grudniu 2003 roku Stowarzyszenie zorganizowało miedzy innymi Międzynarodową Wystawę Artystów Malujących Ustami i Nogami "Sztuka bez barier" w Muzeum Narodowym w Warszawie. Oprócz polskich artystów, zaprezentowani zostali również artyści z innych krajów. Wystawę cieszyła się wielkim powodzeniem - odwiedziło ją ok. 26 tys. osób. Wiele osób inaczej spojrzało na osoby niepełnosprawne - nie jak na osoby bezradne i wymagające pomocy, ale aktywne i samodzielne. Temu niezwykle ważnemu wydarzeniu patronowała Pani Jolanta Kwaśniewska. .............Cieszę się, że wystawa "Sztuka bez barier" pokazała inny, niż wszechobecny w mediach, wizerunek osób niepełnosprawnych, które pomimo różnych ograniczeń potrafią pokonać bariery i dzięki swojemu uporowi oraz ciężkiej pracy potrafią być aktywni i samodzielnie funkcjonować. Dołożę też wszelkich starań, aby promować w naszym społeczeństwie wizerunek osoby niepełnosprawnej aktywnej zawodowo. Malowanie ustami i nogami jest zawodem. Z całą pewnością nie jest charytatywą. Źródło: Gazeta Wyborcza, 2 kwietnia 2004 r. ---------------------------- Głos we własnej sprawie http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/11716?print_doc_id=8101 "Zarabiają miliony na niepełnosprawnych artystach" i "Malowane współczucie" - artykuły pod takimi tytułami ukazały się w marcu w "Gazecie Wyborczej". Autor próbował wykazać, że pieniądze, jakie wielu Polaków płaci za kartki rozprowadzane przez wydawnictwo AMUN Sp. z o.o., działające na rzecz artystów malujących ustami i nogami, zasilają prywatne konta za granicą, a w minimalnej części trafiają do kieszeni niepełnosprawnych. Artykuł wywołał duże poruszenie, zwłaszcza na dyskusyjnych stronach internetowych, gdzie wielu ludzi deklarowało, że przestaje kupować kartki niepełnosprawnych artystów. Największym zaskoczeniem dla samych artystów było to, że w opisywanej sprawie, mimo że bezpośrednio dotyczyła twórców niepełnosprawnych, nie zapytano ich o zdanie ani nie zwrócono się do nich po komentarz. "Integracja" umożliwiła im wypowiedzenie się w sprawie, która ich dotyczy. Ireneusz Betlewicz: - Jeśli dziennikarz staje w obronie jakichś ludzi, to najpierw powinien ich zapytać, czy faktycznie czują się pokrzywdzeni i wykorzystywani. A on tego podstawowego dziennikarskiego obowiązku nie dopełnił - w ogóle nie zapytał nas o zdanie. Potraktował nas jak ludzi upośledzonych umysłowo, których nie trzeba o nic pytać, bo gdzieś tam sobie siedzą w jakiejś manufakturze, a AMUN robi na nich kasę i daje im lizaki. Jolanta Borek-Unikowska: - Światowy Związek Artystów Malujących Ustami i Nogami zatroszczył się o nas jak nikt wcześniej, płaci za reprodukcje, udziela stypendiów, organizuje wystawy i plenery. Jeśli ktoś nas w tej sprawie wykorzystał, to ten pan, który w ogóle nie zapytał o nasze zdanie ani o zgodę, czy może nas w tej sprawie reprezentować. Byłam tym artykułem bardzo zdenerwowana, pomyślałam, że to niemożliwe, aby nic w Polsce się nie zmieniło i wciąż pisano w starym stylu: niech niepełnosprawni przymierają głodem, byle tylko nie oddać kapitaliście z Zachodu jednego euro. Stanisław Kmiecik: - Wydawnictwo od początku jest firmą międzynarodową. Wiemy, że pieniądze wędrują najpierw do Liechtensteinu, a tam później są rozdzielane jako stypendia dla wszystkich artystów, bo w Liechtensteinie jest centrala firmy, a w poszczególnych krajach jego oddziały. I jaka tu jest afera? My pieniądze dostajemy i nie są to żadne grosze. Ireneusz Betlewicz: - Rozmawiałem z autorem artykułu kilka dni po publikacji i powiedział mi, że tak naprawdę to nie występował w mojej obronie i w obronie niepełnosprawnych, ale w obronie ludzi, którzy kupują nasze kartki. Czyli, że ludzie którzy je kupują są oszukiwani. Z jego argumentacji wynikało, że ludzie za otrzymane kartki dają po prostu jakieś datki dla niepełnosprawnych, a nie, że płacą nam za towar, który im dostarczamy. AMUN przecież nie wysyła pustych kopert, lecz kartki, które są towarem. A za towar bierze się pieniądze. Przy kartkach zawsze jest podana cena. Jeśli ludziom towar się podoba, to biorą go i za niego płacą. Taka jest kolejność. Przy wysyłanych kartkach jest także napisane, że ich zakup nie jest obowiązkowy. Krzysztof Kosowski: - Nasze kartki z Polski są również sprzedawane w innych krajach, a u nas kartki twórców z tamtych krajów. Tak to działa. Autor nie zadał sobie trudu, aby poznać schemat organizacyjny światowego AMUN, tylko zrobił sensację. I, niestety, nam zaszkodził. Jadwiga Markur: - My nie prosimy o jałmużnę i nie mówimy: "Dajcie nam pieniądze". My na nie pracujemy. I to ciężko. Żeby namalować obraz nogą albo ustami, trzeba naprawdę dobrze się napracować. Dajemy więc swoją pracę, swoje obrazy, z których są reprodukowane kartki. Poza tym dajemy nie tylko towar, ale także radość, bo wiemy, że nasze kartki wielu ludziom bardzo się podobają. Nie płacą więc, jak to zasugerował autor artykułu, z litości, na kalectwo. Jeśli będę chciała litości, to przestanę malować, zacznę płakać i pójdę do opieki społecznej. Poza tym są osoby, które otrzymują nasze kartki, lecz ich nie kupują. Nikt ich za to do sądu nie ciągnie ani nie nakazuje im zwrócić kartek. Ireneusz Betlewicz: - Współpracujemy z wydawnictwem z własnej woli, na ustalonych od początku zasadach, które wszystkim odpowiadają. Mało tego, dzięki współpracy możemy mieć godziwe życie i nadal poświęcać się twórczości. Gdy siedzieliśmy bezczynnie w domach, to było źle, gdy sami próbujemy brać życie w swoje ręce, to okazuje się, że też jest źle. Komuś najwidoczniej coś się pomyliło. Jolanta Borek-Unikowska: - Ja dzięki temu, że zostałam członkiem światowego związku artystów niepełnosprawnych po raz pierwszy po dwunastu latach siedzenia w domu nawiązałam kontakty z ludźmi i wyjechałam z mojej miejscowości. Malowanie dało mi nie tylko przyjemność i pieniądze na życie, ale także satysfakcję, że jestem komuś potrzebna. Poczułam, że jestem pełnowartościowym człowiekiem. A teraz obawiam się, że wrócę do tego, co miałam przedtem - czyli do wegetacji. Katarzyna Warachim: - Autor artykułu powinien się cieszyć, że 24 osoby nie obciążają dodatkowo państwa, tylko radzą sobie same. A zysk mają dwie strony - my i wydawnictwo. Nam nie przeszkadza, że AMUN zarabia. Przecież każda firma, zatrudniając pracownika, czerpie zyski z jego pracy. Ważne jest to, czy pracownik jest zadowolony z pracy i z zapłaty. A my jesteśmy. Krzysztof Kosowski: - Nie rozumiem, jak ogólnopolski dziennik mógł dopuścić do publikacji tak nierzetelnego materiału? Rozumiem, że małej lokalnej gazecie może się coś takiego przytrafić, ale nie największemu dziennikowi? Dziennikarz nie sprawdził wielu informacji. Katarzyna Warachim: - To, że artykuł pojawił się tuż przed Świętami Wielkanocnymi, kiedy wysyłane są nasze kartki, nie jest przypadkowe. Straty są nieodwracalne, nawet jeśli pojawią się sprostowania. Dziennikarz zrobił nam niedźwiedzią przysługę. Stanisław Kmiecik: - Malujący niepełnosprawni artyści ze swoimi kartkami są konkurencją dla innych wydawnictw. Biznes to biznes, a wtedy bez skrupułów stosuje się chwyty poniżej pasa. Wysłuchał: Piotr Stanisławski ----------------------------------------------------------------- List do Jolanty Kwasniewskiej wystosowany przez Floriana Stegmanna, wnuka założyciela Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami z Lichtensteinu......................Grünwald, 29 marca 2004 r. Szanowna Pani! W związku z niepochlebnymi publikacjami, które ukazały się w polskich gazetach na temat Stowarzyszenia AMUN, chciałbym podać Państwu pewne informacje. Jak Państwo wiedzą, mój dziadek Erich Stegmann, który w wieku 2. lat zachorował na chorobę Heinego-Medina i od tego czasu stracił władzę w rękach, założył w 1956 roku to Stowarzyszenie. Niniejszym wysyłam książkę (w angielskiej wersji językowej) opisującą jego historię jako artysty malującego ustami. Nie chciał żadnej litości i nie chciał być traktowany jako outsider. W czasach, kiedy zakładał tę organizację dla swoich niepełnosprawnych kolegów, nie było prostą sprawą zapewnienie im godnego życia. Osoby te, często z poważnymi niepełnosprawnościami, odnalazły sens życia w malarstwie. W roku 1956 siedemnastu artystów malujących ustami i nogami założyło spółkę z siedzibą w Liechtensteinie. Pierwszym dożywotnim prezesem był Erich Stegmann. Dzisiaj, prawie 50 lat później, na całym Świecie działa ponad 600 artystów. Ponieważ artyści z powodu swojej niepełnosprawności nie są w stanie zająć się sprzedażą swoich prac, zostały utworzone wydawnictwa, które się tym zajęły. W Polsce jest to wydawnictwo AMUN z siedzibą w Raciborzu. Posiada ono prawa do wykonywania reprodukcji dzieł artystów. Wydawnictwo sprzedaje kartki świąteczne i kalendarze. W oparciu o wieloletnie badania rynku dystrybucja odbywa się wyłącznie drogą pocztową. Polskie wydawnictwo wnosi rokrocznie 25-procentowy udział w dochodach całego stowarzyszenia (w Liechtensteinie). Z tych środków każdemu artyście na podstawie zawartej z nim umowy przekazywane są ustalone środki. Stowarzyszenie jest także rodzajem zabezpieczenia, które wymaga istnienia funduszu, dzięki któremu nawet w najcięższych czasach stowarzyszenie będzie mogło wypełniać swoje zobowiązania wobec artystów. Jeszcze kilka uwag na temat zasad działania stowarzyszenia: Zrzeszeni artyści wybierają podczas konwentu delegatów swój zarząd. Delegaci na tym konwencie radzą i decydują na temat wszystkich spraw organizacyjnych. Z wyłączeniem radców prawnych wszyscy członkowie konwentu delegatów są niepełnosprawnymi artystami. Zarząd składa się maksymalnie z siedmiu osób. Przewodniczący zarządu jest jednocześnie prezesem stowarzyszenia i musi być uznanym na świecie artystą malującym nogami lub ustami. Spotkania zarządu odbywają się co najmniej dwa razy w roku. Propozycje, wnioski i decyzje zarządu muszą zostać zatwierdzone przez konwent delegatów. Zatem wszystko odbywa się zgodnie z prawem i demokratycznie. Radca prawny, Dr. Batliner jest od momentu założenia stowarzyszenia odpowiedzialny za kwestie prawne. On sam zawsze lojalnie doradzał mojemu dziadkowi i mogę jedynie stwierdzić, że się bardzo zaangażował w propagowanie idei mojego dziadka. Dzięki jego wpływowi stowarzyszenie wyjątkowo dobrze prosperuje i ma dobre widoki na przyszłość. Chciałbym serdecznie podziękować Pani za dotychczasowe zaangażowanie i zrozumienie problemów osób niepełnosprawnych w imieniu wszystkich polskich artystów malujących ustami i nogami. Z poważaniem Florian Stegmann .... ALE ...KTO CZERPIE ZYSKI W RACIBORZU????????????????????????????????????//nieuczciwość szkodzi idei i zniechęca do pomagania
Po publikacji artykułu w "Gazecie" dzwolnili do nas ludzie z całej Polski - mówi Janusz Smaga, prokurator rejonowy w Raciborzu. - Jednak procedury wymagają, by zgłoszenie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyć nie telefonicznie, a na piśmie. Takich zgłoszeń odebraliśmy kilka i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające, a następnie dochodzenie. Także do "Gazety" zgłosili się oburzeni czytelnicy, którzy regularnie wpłacali pieniądze na konto AMUN. - Wiedziony przesłaniem o dobroczynnej działalności AMUN-a przekazałem im, bez kupowania kartek, dużą darowiznę - relacjonuje Robert z Raciborza. - Urząd Skarbowy podczas kontroli wykazał, że nie mam prawa do odliczenia darowizny, ponieważ AMUN to komercyjna firma. "Gazeta" dotarła do sprawozdania z działalności firmy, w którym Dorota Bakaj - dyrektor wydawnictwa - ubolewa, że wielu niezamożnych rezygnuje z wpłat na rzecz firmy: "18-procentowe bezrobocie i nam daje się we znaki. Bardzo dużo osób rezygnuje z otrzymania naszych ofert ponieważ stracili pracę lub otrzymują bardzo niską rentę, czy emeryturę." Udało nam się ustalić, że Dorota Bakaj zysk, którego nie chce ujawnić, czerpie nie tylko z pracy w wydawnictwie. W 1998 r. AMUN wynajął w Raciborzu na 10 lat prawie 140-metrowe mieszkanie od ... państwa Doroty i Zygmunta Bakajów. Działalność wydawnictwa "Gazeta" opisała przed miesiącem. Od 10 lat kilkaset tysięcy osób w Polsce wpłaca na konto wydawnictwa "AMUN" - sp. z o. o. - miliony złotych za przesyłane im kartki świąteczne. Pieniądze trafiają do Lichtensteinu. Wydawnictwo zatrudnia sześć zupełnie zdrowych osób. W 2001 r. przychody firmy przekroczyły już 15 mln zł, a zysk netto wyniósł ponad 4 mln zł. AMUN utrzymuje z tego garstkę niepełnosprawnych artystów (23 osoby), którzy jak twierdzi wydawnictwo otrzymują z Lichtensteinu stypendia .. Setki tysięcy rodzin w Polsce wpłaca co roku miliony złotych na konto firmy AMUN - Wydawnictwa Artystów Malujących Ustami i Nogami. Są przekonani, że kartki świąteczne wspierają kalekich twórców Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia komplet - złożony z sześciu kartek, dwóch arkuszy bilecików do prezentów i kalendarza - wydawnictwo AMUN wyceniło na 23,5 zł. Podobnie teraz, na Wielkanoc. Do przesyłek, które właśnie trafiają do setek tysięcy domów i firm w całej Polsce, dołączone są gotowe przekazy pocztowe. Większość z nich jest wypełniana przez adresatów i zasila konto wydawnictwa, a dokładniej firmy - AMUN spółki z o.o. W listach dołączanych do przesyłek firma zapewnia, że reprezentuje osoby potrzebujące pomocy. Reprodukcje namalowanych przez nie obrazów zamieszcza na kartkach świątecznych. - Taką kartkę wysłałem do znajomej we Francji - mówi pan Zbigniew, który zadzwonił do "Gazety". - Odesłała mi identyczną. I napisała, że we Francji jest już głośno o tym wydawnictwie, bo większość zysków ze sprzedaży zamiast do osób niepełnosprawnych trafia na prywatne konto. ...Pojechałem na Śląsk. Wydawnictwo mieści się w kilku pokojach starej kamienicy w Raciborzu. Zatrudnia sześć zupełnie zdrowych osób. Stylowe wnętrza odnowione na wysoki połysk. Dorota Bakaj, dyrektor wydawnictwa, na rozmowę zgadza się niezbyt chętnie. - Przed 1993 r. byłam nauczycielką w jednej z raciborskich podstawówek. Znam trochę języki obce, przed dziesięcioma laty zwrócono się do mnie z taką propozycją z Zachodu - mówi. - Takie wydawnictwa jak nasze od lat już tam istnieją. Wszędzie niepełnosprawni artyści otrzymują stypendia. Ale nie mogę zdradzić w jakiej wysokości. Główna siedziba wszystkich wydawnictw jest w Liechtensteinie. - Dlaczego w Liechtensteinie? - Bo tam nie trzeba płacić wysokich podatków. O powiązaniach AMUN z organizacją w Niemczech nie chce mówić. Ile firma przynosi dochodu? To tajemnica handlowa. Sprawdziłem wyniki finansowe wydawnictwa raciborskiej spółki. Ta mała firma od lat wykazuje wielomilionowe zyski. W 1999 r. przychody ze sprzedaży kartek wyniosły ponad 10 mln zł. Na czysto AMUN zarobiło ponad 3 mln zł. W 2001 r. przychody przekroczyły już 15 mln zł, a zysk netto 4 mln zł. W 2002 r. do swoich stałych klientów wydawnictwo zaliczyło już 440 tys. osób, ale kartki wysłało do kolejnych 200 tys. osób. Z wielomilionowych przychodów ze sprzedaży kartek ich kalecy autorzy mają jednak niewiele. W ostatnich latach wydawnictwo przeznaczało na garstkę malujących ustami i nogami (22 osoby) od 140 tys. do 180 tys. zł rocznie w ramach tzw. Funduszu Rehabilitacyjnego. Na jedną osobę przypadało więc około 7 tys. zł rocznie. Ale nawet ta kwota nie trafiła do nich. Z tych pieniędzy organizowane były m.in. wyjazdowe plenery, gdzie powstają kolejne obrazy, których reprodukcje są dystrybuowane w całej Polsce. ....................................................... Malarstwo - sposób na życie Praktycznie cały wielomilionowy zysk jest przekazywany jako dywidenda do Niemiec. Główna siedziba firmy, należącej do rodziny Batlinerów, mieści się w Liechtensteinie. Zarządzający jej finansami Herbert Batliner to jeden z najbogatszych ludzi w Liechtensteinie. Na kluczowych stanowiskach w firmie umieścił swych bliskich. Polskie kartki są dystrybuowane także w Europie Zachodniej. Z informacji opublikowanych w zachodniej prasie - m.in. w niemieckim "Sternie" - wiadomo, że francuskie wydawnictwo zarabia rocznie na wysyłkowej sprzedaży kartek świątecznych ok. 5 mln euro, włoskie z siedzibą w Weronie - ok. 2,5 mln euro. Przez ostatnich dziesięć lat AMUN wyrobiło sobie w Polsce markę organizacji pomagającej potrzebującym. Od grudnia 2003 r. do lutego 2004 r. zorganizowało w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawę malujących ustami i nogami artystów Wszystko po to, by zdobyć wiarygodność wśród swoich klientów. - Mamy swoje znajomości, które pomogły nam dotrzeć do Muzeum Narodowego - Dorota Bakaj i z dumą pokazuje najnowszy katalog wydawnictwa opatrzony słowem wstępnym Jolanty Kwaśniewskiej. - To pomaga nam się rozwija......Bartłomiej Kuraś 25-03-2004 .......http://www.obpon.org/?url=art&id=1903 .....................
.https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2065637.html kontrowersje - nie wiadomo co lepsze -ochłapy czy nic
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















