piątek, 25 lutego 2005

Pierre Frassati Obraz świętego - uśmierconego przez polio u zarania życia

„Blessed Pier Giorgio Frassati….Piotr Jerzy Frassati, właśc. wł. Pier Giorgio Frassati (ur. 6 kwietnia 1901 w Turynie, zm. 4 lipca 1925 tamże ) – włoski tercjarz dominikański (OPs), błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego, wuj Jasa Gawronskiego. Był synem Alfreda Frassatiego – senatora, ambasadora Królestwa Włoch w Berlinie, i Adelaide Ametis – malarki -bardzo surowej-zimnej matki ....spartańskie warunki . Miał o 1,5 roku młodszą siostrę Lucianę. Należał do wielu stowarzyszeń: Apostolstwa Modlitwy, Konferencji św. Wincentego a Paulo, i Włoskiej Młodzieży Katolickiej oraz ruchu skautowego. Studiował inżynierię górniczą na Politechnice Królewskiej w Turynie. Jego pasją były GÓRY. 28 maja 1922 Frassati wstąpił do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego, przyjmując imię Girolamo (Hieronim). W 1924 założył z przyjaciółmi nieformalne „Stowarzyszenie Ciemnych Typów” (Società dei Tipi Loschi), którego celem był apostolat wiary i modlitwy między innymi przez wspólne górskie wycieczki. Niósł pomoc biednym i cierpiącym. Zmarł w wieku 24 lat na chorobę Heinego-Medina, ciężką postać opuszkową, którą zaraził się od ubogiego chorego. Trzeba pamiętać, że kilka dni przed Pier Giorgiem zmarła jego babka ze strony matki, Linda Ametis i cała rodzina była zajęta jej umieraniem. Myślano, że Pier Giorgio przechodzi zwykłe przeziębienie i dopiero po pogrzebie babki okazało się, że jest to choroba Heinego-Medina i chłopak umiera. Ten wątek pojawiał się także w moich długich rozmowach z panią Lucianą – miała z tego powodu wyrzuty sumienia. Nikt, nawet ona, która go tak dobrze znała, nie zorientowała się, że to nie jest zwykłe przeziębienie, ale śmiertelna choroba. Tyle lat upłynęło, a ona każdego dnia o tym myślała. …. Frassati był człowiekiem autentycznym, nie używał półśrodków, w jego relacjach nie było żadnych niedomówień, nie wchodził w układy, które przynosiłyby mu korzyści. Był też nadzwyczajnie skromny, szczery, naturalny; nigdy nie chwalił się tym, co robi; zawsze był życzliwy wobec innych i nie dbał o pozory czy konwenanse; nikogo nie osądzał. To jest bardzo istotne – często w życiu wszystkich i wszystko oceniamy, a tego nie było w ogóle u Frassatiego. Nigdy nie wypowiadał się krytycznie o drugim człowieku, ale raczej starał się go usprawiedliwiać a jeśli rzeczywiście była wina tej osoby, to milczał ale nic złego na ten temat nie mówił. W nim była jedność myśli i czynu. Gdy pewnego dnia Pier Giorgio razem ze znajomą odwiedził chorych na trąd w Szpitalu św. Łazarza (Ospedale San Lazzaro) w Turynie powiedział: „Jak niezmiernie cenną rzeczą jest nasze zdrowie, którym się cieszymy. Przeto musimy je oddać w służbę tych, którzy go nie mają, bo w przeciwnym razie zdradzilibyśmy ten wielki dar Boga i Jego dobrodziejstwa”. Jego postać rozpowszechniła siostrzenica Wanda Gawrońska. Dystyngowana starsza pani, która przyjmuje mnie w swym rzymskim mieszkaniu w sercu Zatybrza, tuż obok słynnej bazyliki Najświętszej Maryi Panny, pochodzi z rodziny, która ma włoskie i polskie korzenie. Jej matką była Luciana Gawrońska z d. Frassati, młodsza siostra bł. Piera Giorgia, a dziadkiem Alfred Frassati — założyciel i redaktor naczelny wydawanej w Turynie gazety „La Stampa”, przyjaciel znanego liberalnego polityka włoskiego Giovanniego Giolittiego, który mianował go senatorem, a następnie ambasadorem w Niemczech. W czasie pobytu w Berlinie córka ambasadora Frassatiego poznała młodego sekretarza Ambasady Polski Jana Gawrońskiego, którego poślubiła w 1925 r. — polski dyplomata pracował wówczas w Hadze. Gawrońscy mieli siedmioro dzieci, jedno zmarło w czasie porodu. W 1939 r. byli w Warszawie, a gdy wybuchła wojna, Luciana zdecydowała się wyjechać z Polski — przeniosła się do rodzinnego domu w Pollone w Piemoncie, a następnie do Rzymu. Od tego czasu Wanda Gawrońska mieszka w stolicy Włoch, gdzie zajmuje się upowszechnianiem znajomości postaci jej wuja i szerzeniem jego kultu po tym, jak Kościół wyniósł go do chwały ołtarzy. Pewien wpływ na niego miała pobożna babcia. Ogólnie rzecz biorąc, dzieci Frassatich były wychowywane w surowej, spartańskiej atmosferze. Pier Giorgio od dziecka kochał Jezusa — gdy miał 3 lata chciał nosić kwiaty Jezusowi do kościoła. Był też bardzo wrażliwy na los ludzi ubogich — zachowały się świadectwa mówiące o tym, jak mały chłopiec spontanicznie reagował na potrzeby innych, potrafił np. oddać swoje buty biednemu dziecku, które chodziło boso. Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę

Pierre Frassati Obraz świętego uśmierconego- uduszonego przez polio u zarania życia

Piotr Jerzy Frassati, właśc. wł. Pier Giorgio Frassati (ur. 6 kwietnia 1901 w Turynie, zm. 4 lipca 1925 tamże ) – włoski tercjarz dominikański (OPs), błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego, wuj Jasa Gawronskiego. Był synem Alfreda Frassatiego – senatora, ambasadora Królestwa Włoch w Berlinie, i Adelaide Ametis – malarki -egoistycznej i surowej i obojętnej.....
.. Miał o 1,5 roku młodszą siostrę Lucianę. Należał do wielu stowarzyszeń: Apostolstwa Modlitwy, Konferencji św. Wincentego a Paulo, i Włoskiej Młodzieży Katolickiej oraz ruchu skautowego. Studiował inżynierię górniczą na Politechnice Królewskiej w Turynie. Jego pasją były GÓRY. 28 maja 1922 Frassati wstąpił do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego, przyjmując imię Girolamo (Hieronim). W 1924 założył z przyjaciółmi nieformalne „Stowarzyszenie Ciemnych Typów” (Società dei Tipi Loschi), którego celem był apostolat wiary i modlitwy między innymi przez wspólne górskie wycieczki. Niósł pomoc biednym i cierpiącym. Zmarł w wieku 24 lat na chorobę Heinego-Medina, ciężką postać opuszkową, którą zaraził się od ubogiego chorego. Jego postać rozpowszechniła siostrzenica Wanda Gawrońska.Trzeba pamiętać, że kilka dni przed Pier Giorgiem zmarła jego babka ze strony matki, Linda Ametis i cała rodzina była zajęta jej umieraniem. Myślano, że Pier Giorgio przechodzi zwykłe przeziębienie i dopiero po pogrzebie babki okazało się, że jest to choroba Heinego-Medina i chłopak umiera. Ten wątek pojawiał się także w moich długich rozmowach z panią Lucianą – miała z tego powodu wyrzuty sumienia. Nikt, nawet ona, która go tak dobrze znała, nie zorientowała się, że to nie jest zwykłe przeziębienie, ale śmiertelna choroba. Tyle lat upłynęło, a ona każdego dnia o tym myślała.
…. Frassati był człowiekiem autentycznym, nie używał półśrodków, w jego relacjach nie było żadnych niedomówień, nie wchodził w układy, które przynosiłyby mu korzyści. Był też nadzwyczajnie skromny, szczery, naturalny; nigdy nie chwalił się tym, co robi; zawsze był życzliwy wobec innych i nie dbał o pozory czy konwenanse; nikogo nie osądzał. To jest bardzo istotne – często w życiu wszystkich i wszystko oceniamy, a tego nie było w ogóle u Frassatiego. Nigdy nie wypowiadał się krytycznie o drugim człowieku, ale raczej starał się go usprawiedliwiać a jeśli rzeczywiście była wina tej osoby, to milczał ale nic złego na ten temat nie mówił. W nim była jedność myśli i czynu. Gdy pewnego dnia Pier Giorgio razem ze znajomą odwiedził chorych na trąd w Szpitalu św. Łazarza (Ospedale San Lazzaro) w Turynie powiedział: „Jak niezmiernie cenną rzeczą jest nasze zdrowie, którym się cieszymy. Przeto musimy je oddać w służbę tych, którzy go nie mają, bo w przeciwnym razie zdradzilibyśmy ten wielki dar Boga i Jego dobrodziejstwa”. Jego postać rozpowszechniła siostrzenica Wanda Gawrońska. Dystyngowana starsza pani, która przyjmuje mnie w swym rzymskim mieszkaniu w sercu Zatybrza, tuż obok słynnej bazyliki Najświętszej Maryi Panny, pochodzi z rodziny, która ma włoskie i polskie korzenie. Jej matką była Luciana Gawrońska z d. Frassati, młodsza siostra bł. Piera Giorgia, a dziadkiem Alfred Frassati — założyciel i redaktor naczelny wydawanej w Turynie gazety „La Stampa”, przyjaciel znanego liberalnego polityka włoskiego Giovanniego Giolittiego, który mianował go senatorem, a następnie ambasadorem w Niemczech. W czasie pobytu w Berlinie córka ambasadora Frassatiego poznała młodego sekretarza Ambasady Polski Jana Gawrońskiego, którego poślubiła w 1925 r. — polski dyplomata pracował wówczas w Hadze. Gawrońscy mieli siedmioro dzieci, jedno zmarło w czasie porodu. W 1939 r. byli w Warszawie, a gdy wybuchła wojna, Luciana zdecydowała się wyjechać z Polski — przeniosła się do rodzinnego domu w Pollone w Piemoncie, a następnie do Rzymu. Od tego czasu Wanda Gawrońska mieszka w stolicy Włoch, gdzie zajmuje się upowszechnianiem znajomości postaci jej wuja i szerzeniem jego kultu po tym, jak Kościół wyniósł go do chwały ołtarzy. Pewien wpływ na niego miała pobożna babcia. Ogólnie rzecz biorąc, dzieci Frassatich były wychowywane w surowej, spartańskiej atmosferze. Pier Giorgio od dziecka kochał Jezusa — gdy miał 3 lata chciał nosić kwiaty Jezusowi do kościoła. Był też bardzo wrażliwy na los ludzi ubogich — zachowały się świadectwa mówiące o tym, jak mały chłopiec spontanicznie reagował na potrzeby innych, potrafił np. oddać swoje buty biednemu dziecku, które chodziło boso. Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę

czwartek, 24 lutego 2005

francisco goya -jego czarne obrazy głuchego w domu głuchego

Czarne obrazy lub czarne malowidła (hiszp. pinturas negras) – seria czternastu obrazów Francisca Goi namalowanych w latach 1819–1823 na ścianach jego domu zwanego Domem Głuchego (Quinta del Sordo)[1]. Dopiero około stu lat później od ich powstania nazwano je czarnymi obrazami, ze względu na dominującą paletę barw opartą na czerniach i szarościach oraz ich pesymistyczny, mroczny charakter. Obrazy te nie były przeznaczone dla publiczności, ich wyjątkowo prywatny charakter związany jest najprawdopodobniej z osobistymi przeżyciami i lękami malarza.
Stanowią przejmującą wizję upadku dawnego świata, obraz nędzy i rozpadu tradycyjnych wartości, zniszczenia i samozagłady. Są to dzieła bardzo bezpośrednie, namalowane ze swobodą środków wyrazu i obdarzone niezwykłą siłą ekspresji[2]. Część historyków sztuki postuluje, aby pozostawić znaczenie czarnych obrazów tajemnicą i nie mnożyć ich mniej lub bardziej prawdopodobnych interpretacji[5]. Przez niemal pół wieku od powstania czarne obrazy nie były znane szerszej publiczności i opisali je jedynie nieliczni krytycy. Goya nie nadał im tytułów, co dodatkowo utrudnia interpretację. Malowidła wykonane bezpośrednio na ścianach domu niszczały w szybkim tempie. W latach 1874–1878 przy użyciu nowatorskiej techniki zostały przeniesione na płótna przez malarza Salvadora Martíneza Cubellsa i obecnie znajdują się w zbiorach Muzeum Prado.Ostatnie prace artysta musiał tworzyć przy pomocy szkła powiększającego. Seria obrazów o zróżnicowanych wymiarach, którym Goya nie nadał tytułów, została skatalogowana przez jego przyjaciela Antonia de Brugada w 1828 roku. Niektóre tytuły, które Brugada nadał obrazom na potrzeby inwentarza, zostały zmodyfikowane przez późniejszych krytyków sztuki. W skład cyklu wchodzą następujące dzieła[4]: Asmodeusz – 123 × 265 cm Parki lub Atropos – 123 × 266 cm Bójka na kije – 123 × 266 cm Dwie kobiety i mężczyzna – 123 × 66 cm Dwaj starcy – 144 × 66 cm Dwie staruchy jedzące zupę – 53 × 85 cm Judyta i Holofernes – 146 × 84 cm Lektura – 126 × 66 cm Leokadia Zorrilla, służąca artysty – 147 × 132 cm Przechadzka Świętego Oficjum lub Pielgrzymka do źródła św. Izydora – 123 × 266 cm Pies – 134 × 80 cm Pielgrzymka do źródła św. Izydora – 140 × 438 cm Sabat czarownic – 140 × 438 cm Saturn pożerający własne dzieci – 146 × 83 cm eszcze jeden obraz zaznaczając, że został on wyrwany ze ściany już przed jego wizytą w domu Goi. Obraz ten został przeniesiony do pałacu Vista Alegre, który należał do markiza José de Salamanca y Mayol. Biorąc pod uwagę wymiary i tematykę dzieło Cabezas en un paisaje (Głowy na tle pejzażu) pasuje do opisu, dlatego wielu krytyków sztuki uznaje je za piętnasty czarny obraz. Istnieją jednak wątpliwości co do autorstwa tego dzieła, .....Malowidła zostały wykonane znaną, lecz rzadko stosowaną w Hiszpanii, techniką olejną na gipsowym tynku nasyconym oliwą.......Już po kryzysie wywołanym ciężką chorobą w 1792, która spowodowała jego niemal całkowitą głuchotę i poważnie zagroziła życiu malarza, integralną częścią jego wizji malarskiej stały się brzydota, deformacje, monstrualność oraz zjawy, gusła i czarownice. Powtórna ciężka choroba w 1819 wtrąciła malarza w jeszcze cięższą depresję, co znalazło odbicie w czarnych obrazach...Choroba (prawdopodobnie był to tyfus), którą przebył w 1819 roku, pogłębiła głuchotę i osłabiła wzrok malarza[28]. Wzbudziła u Goi refleksje na temat śmierci, które wyraża w tematyce i kolorystyce swoich dzieł. Dołączyła także świadomość pogarszającej się kondycji fizycznej, przechodząca w obsesję na punkcie starości, dodatkowo uwypuklona przez związek z dużo młodszą Leokadią... Technika ta pozwalała malować w bardziej spontaniczny sposób i łatwo nanosić poprawki[14], była jednak mniej trwała od tradycyjnego fresku. Zamiast pędzla Goya często używał szpachelki, którą nakładał grube warstwy farby. Zachowało się jedynie kilka szkiców przygotowawczych (np. do dzieła Asmodeusz), które Goya zwykł malować pracując nad dziełami o większych rozmiarach.....a...Chociaż nazwa domu pochodziła od poprzedniego właściciela, który cierpiał na głuchotę, pasowała również do Goi, który ogłuchł po przebytej w 1792 roku chorobie.W 1792 Goya zapadł na poważną chorobę. dokuczliwe brzęczenie i szum w uszach, bóle głowy, brzucha, nudności, brak apetytu, halucynacje, zaburzenia widzenia, częściowy paraliż i zaburzenie równowagi, nie mógł samodzielnie wstać z łóżka ani chodzić po schodach , a także tracił słuch i wzrok. Podejrzewano następstwa chorób wenerycznych, zatrucie ołowiem, czy zapalenie nerwów. obecnie sądzi sie że to stracił słuch z powodu choroby nazywanej zespołem Susaca, rzadkiej przypadłości autoimmunologicznej. Schorzenie to, po raz pierwszy opisane dopiero w 1979 roku, wciąż stanowi poważny problemem dla lekarzy. Zespół Susaca wywołuje stan zapalny śródbłonka drobnych naczyń krwionośnych mózgu, siatkówki oka i ślimaka ucha wewnętrznego. Skutkiem mogą być halucynacje, zaburzenia widzenia, paraliż i utrata słuchu...szansą jest implant ślimakowy. Ale o takim zabiegu nie było mowy przed dwoma stuleciami, I choć artysta po ciężkiej walce wygrał z chorobą, pozostał głuchy do końca życia...może malarz bardziej niż inni narażony był na zatrucie związane z kontaktem z metalami zawartymi w farbach....Gdyby prof. Hertzano była w Andaluzji w 1792 roku, aby leczyć głuchotę Goi, prawdopodobnie wyleczyłaby go i wpłynęła w sposób istotny na jego życie, a tym samym na charakter jego dzieł. Ale czy wtedy Goya byłby Goyą? Dom znajdował się nad rzeką Manzanares, a z jego okien można było zobaczyć łąkę św. Izydora, którą Goya w sielankowy sposób przedstawił na obrazie z 1788 roku.Goya operował bardzo małą liczbą barw. Jego obrazy wraz z wiekiem stawały się coraz ciemniejsze, Ogromna ilość energii widoczna jest w płótnach szalonych geniuszy ...Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę

Aleksander Wojciech Hulek pedagog -miastenia gravis -założyciel TWK i VERY SPECIAL ARTS poland

Aleksander Wojciech Hulek (ur. 24marca 1916 w Będziemyślu, zm. 1993) – polski pedagog specjalny. Byłzałożycielem i wieloletnim prezesem Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem.Pełnił także funkcje eksperta ds. rehabilitacji i kształcenia osób zniepełnosprawnością w organizacjach międzynarodowych: ONZ, UNICEF i UNESCO[3].W latach 1962-1967 był kierownikiem Działu Rehabilitacji w Biurze SprawSocjalnych ONZ  -PRZYWIÓZŁ DO POLSKI IDEĘ VSA - ZAŁOŻYŁ VSA POLAND – na spotkaniu założycielskim wybraliśmy Tadeusza Jackowicz Korczyńskiego, niestety professor Hulek wkrótce zmarł z powodu miasteni gravis VSA, the international organization on arts and disability, was founded morethan 35 years ago by Ambassador Jean Kennedy Smith to provide arts andeducation opportunities for people with disabilities and increase access to thearts for all. When founded in1974, the organization was named the National Committee – Arts for theHandicapped. In 1985 the name changed to Very Special Arts and in 2010 itbecame VSA. In 2011, VSA merged with the Kennedy Center’sOffice on Accessibility to become the Department of VSA and Accessibility atthe John F. Kennedy Center for the Performing Arts. With 52 international affiliates and a network of nationwide affiliates,VSA is providing arts and education programming for youth and adults withdisabilities around the world. Each year, 7 million people of all ages andabilities participate in VSA programs, in every aspect of the arts – fromvisual arts,  Every young person with a disability deserves access to high qualityarts learning experiences. All artists in schools and art educators should be prepared to include students with disabilities in their instruction. All children, youth, and adults with disabilities should have complete access to cultural facilities and activities. All individuals with disabilities who aspire to careers in the arts should have the opportunity to develop appropriate skills. performing arts, to the literary arts.  https://vsainternational.wordpress.com/about/wg profesora Aleksandra Hulka: Inwalida to człowiek, u którego występują wady lub defekty fizyczne ocharakterze trwałym. Hulek dzieli inwalidztwo na: A)   PRZYCZYNY a)     nabyte – choroby i urazy b)    wrodzone – choroby i wady B)   OBJAWY (fizyczne, umysłowe, emocjonalne,społeczne) Skutki inwalidztwa u: a) dorosłych: –         utrudnienie w podjęciu pracy zawodoweji utrzymanie się w niej –         problemkształcenia –         utrudnienia wprowadzeniu gospodarstwa –         utratapozycji społecznej (może wystąpić ale nie musi) b) dzieci –         utrudnienia podczas zabawy –         utrudnienia w szkole –         utrudnienia związane z życiem w grupieOsoba niepełnosprawna wg Hulka to taka, u której istnieje naruszenie  sprawności i funkcji w stopniu wyraźnieutrudniającym (w porównaniu z osobami zdrowymi w danym kregu kulturowym)pobieranie nauki w normalnej szkole, wykonywanie czynności życia codziennego,pracę zarobkową, udział w życiu społecznym oraz zajęcia w czasie wolnym odpracy. Osoba niepełnosprawna wg przepisów prawa to osoba częściowo lubcałkowicie niezdolna do zatrudnienia z powodu stałego lub długotrwałegonaruszenia sprawności organizmu. TWK „PowołaneTowarzystwo stanowić będzie ważne ogniwo, które połączy wiele sektorówrehabilitacji, które pracowały zbyt luźno, aby mogły dać pełne efekty.Przekonałem się, że zagadnienie dobrodziejstwa rehabilitacji rozumieją w pełniwłaściwie tylko ci, którzy się z kalectwem bezpośrednio stykają. Lecz akcjarehabilitacji nie może opierać się tylko na tych osobach, musi ona objąć jaknajszersze koła społeczne. Każdy obywatel winien zrozumieć, że popierając ją,popiera swoją sprawę i sprawę swoich dzieci. Kalectwa bowiem nieoczekiwaniewybierają swoje ofiary”Zwypowiedzi prezesa prof. Wiktora Degi na zebraniu założycielskim TWK9.03.1960r.Zinicjatywy wielu wybitnych naukowców i praktyków 9 marca 1960 r. powstałoPolskie Towarzystwo Walki z Kalectwem. Mimo, że pod względem społecznym,politycznym i gospodarczym był to czas nie sprzyjający takim inicjatywom TWKstworzyło podwaliny polskiej szkoły rehabilitacji.TWKdopisało piękną kartę w historii rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Jest onoobok wspaniałych ruchów społecznych niewidomych i głuchych, a takżespółdzielczości inwalidów, jedną z najstarszych organizacji pozarządowych wkraju.Toogromna zasługa pierwszych prezesów stowarzyszenia, lekarzy: profesora WiktoraDegi (1896 – 1995) profesora Mariana Weissa (1921-1981) i pedagoga profesoraAleksandra Hulka (1916 – 1993). Ci wybitni naukowcy wprowadzili stowarzyszeniedo międzynarodowego ruchu na rzecz osób niepełnosprawnych, reprezentowali jemiedzy innymi w Biurze Europejskim Światowej Organizacji Zdrowia, UNESCO,UNICEF, Rehabilitation International.ProfesorWiktor Dega na posiedzeniu Biura Europejskiego Światowej Organizacji Zdrowia w1970 roku przedstawił polska koncepcję rehabilitacji, której podstawowe zasadyto: powszechność, kompleksowość, wczesność i ciągłość. Już wówczas głosiłdopiero po latach powszechnie uznawaną tezę, że skuteczna rehabilitacja powinnawiązać się z podjęciem przez osobę niepełnosprawną aktywności zawodowej.Dużymwydarzeniem naukowym dla polskiej rehabilitacji było zorganizowanie przez TWKdwu międzynarodowych kongresów : 10-12.05.1971r. i 1-7.10.1983r.http://www.twk.org.pl/o-nas/ -- MOON czyli „Miej Obraz Osoby Niepełnosprawnej”Księżyc ma dwie strony -jasnąi ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.Fundacja Forma –TForma i Terapia dla   T W O R C O W N I A -integracyjna grupa artystyczno-literacka   NON PROFIT -NA CELE STATUTOWE- środki zebrane podczas realizacji projektu  narzecz „autorów prac i oprawy księżycowej  BGŻ PNP PARIBAS 33203000451110000004109110 –dopisek –darowizna na cele statutowe MOON  obrazy do wyboru w galerii księżycowej- w przygotowaniu***MOON to kreowanie pozytywnegowizerunku osób niepełnosprawnych oraz promocja twórczości artystycznej osób ztzw niepełnosprawnościami różnego rodzaju, również z chorobamipsychicznymi. MOON- (nazwa pochodzi odskrótu: Miej Obraz Osoby Niepełnosprawnej,  ang. moon znaczy księżyc) to hasło można rozumieć dwojako:  1.realnie  – promowanie sztuki i twórczościosób niepełnosprawnych (ON) i zagrożonych wykluczeniem społecznym –wystawy,prezentacja prac w różnych mediach i kontekstach  - sprzedaż obrazów twórców ON  lub przekazywanie w depozyt wmiejsca pożytku publicznego z informacją o idei MOON 2. abstrakcyjnie  – zmienianie potocznego myślenia ludzi na temat ON – tworzyć w ich głowachpozytywny OBRAZ osób Innych, Słabszych, nieco Dziwnych, . jako osób wzbogacających różnorodność istnienia wspołeczeństwie  moonprojekt.blogspot.com Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę

poniedziałek, 14 lutego 2005

empatia współczucie stres empatyczny a złoty środek


walenty patron obłędu którym też są nadmierne wydumane uczucia............empatia to najtrudniejsze uczucie dla EGO Homo Ego.. Empatia (gr. empátheia „cierpienie”) – zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza). Sam poznawczy komponent empatii, czyli zdolność do wyobrażenia sobie perspektywy myślowej należącej do innej osoby (innymi słowy, rozeznania sposobów rozumowania innej osoby), określany jest mianem decentracji (czemu może, ale nie musi towarzyszyć komponent emocjonalny empatii, czyli zdolność do jednoczesnego współodczuwania stanów emocjonalnych owej innej osoby) Osoba nieposiadająca tej umiejętności jest „ślepa” emocjonalnie i nie potrafi ocenić ani dostrzec stanów emocjonalnych innych ludzi. Silna empatia objawia się między innymi uczuciem bólu wtedy, gdy przyglądamy się cierpieniu innej osoby, zdolnością współodczuwania i wczuwania się w perspektywę widzenia świata innych osobników. Psychologowie zastanawiali się, skąd bierze się uczucie empatii i dlaczego niektórzy ludzie są go pozbawieni. Empatia wiążę się z kształtowaniem osobowości i dojrzałości emocjonalnej w młodym wieku. Empatia jest jednym z najsilniejszych hamulców zachowań agresywnych. Współczucie stawia nas niejako wyżej od osoby, której współczujemy, zaś zdolność empatii to umiejętność postawienia się w sytuacji innej osoby.
ZŁOTY ŚRODEK EMPATIA A WSPÓLCZUCIE czy te dwa pojęcia oznaczają to samo? Nie, ale naukowcy rozmaicie je definiują i zwracają uwagę na różne sprawy, którymi, ich zdaniem, się różnią. Na przykład Tania Singer, z Instytutu Kognitywistyki i Neurologii im. Maxa Plancka w Lipsku twierdzi, że najważniejsze różnice między nimi mają charakter neurologiczny i wpływają na działanie tzw. obwodu empatii w mózgu człowieka, przy czym naukowcy wyróżniają obecnie około 10 różnych, ale połączonych ze sobą pól w tym obwodzie. granica między naszym cierpieniem i cierpieniem innych ludzi szybko się zaciera. Dlatego zbyt silne wczuwanie się w uczucia innych ludzi może doprowadzić nas do stanu określanego mianem "stresu empatycznego", uznawanego obecnie za chorobę. stres empatyczny pojawia się najczęściej wtedy, kiedy mamy do czynienia z dużą grupą cierpiących ludzi. To nas przytłacza i nie chcemy mieć z tym nic wspólnego, bo i tak nie możemy im wszystkim pomóc. Dlatego organizatorzy zbiórek na cele charytatywne wolą ukazać potencjalnym darczyńcom los pojedynczego człowieka, z którym każdy może się utożsamić i obdarzyć go współczuciem niż, na przykład, głodujące dzieci w Afryce. "Nie ma to nic wspólnego z brakiem głębszych uczuć wśród darczyńców, tylko z przesyceniem i nadmiarem wrażeń", W odróżnieniu od empatii, która może wywołać stres empatyczny, okazywanie innym współczucia wywiera pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. "Czujemy się wtedy lepsi i bardziej wartościowi, a nasz organizm wynagradza nas za to aktywując te ośrodki w mózgu, które odpowiadają za miły stan zadowolenia z siebie", mówi Tania Singer. Współczucie, inaczej niż empatia, wysuwa na plan pierwszy zachowania prospołeczne. Naturalnie i taka postawa, jak inne, ma swoje podłoże biochemiczne. Albo, innymi słowy, moża ją badać tak, jak dowolny proces biochemiczny, Kiedy okazujemy komuś współczucie, wyzwalamy zwiększone wydzielanie oksytocyny, która stymuluje uległość, ufność, szczodrość i współpracę. Pod jej wpływem stajemy się o skłonni okazywać większą wolę współpracy z innymi. Innymi związkiem chemicznym, który ma duży wpływ na nasze postępowanie i postrzeganie innych jest kortyzol, hormon steroidowy nazywany także hormonem stresu, ponieważ wydzielamy go w zwiększonych dawkach w sytuacjach silnego napięcia. Podobnie jak adrenalinę. Oksytocyna neutralizuje działanie kortyzolu, a przez to obniża w nas poziom stresu.
Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.

poniedziałek, 31 stycznia 2005

zaburzenia psychiczne powodujace trwała niepełnosprawnosć w funkcjonowaniu jednak nie odbierające mocy twórczej -12.iii.2009

cyklofrenia
Zaburzenia afektywne dwubiegunowe, choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD), psychoza maniakalno-depresyjna, cyklofrenia – grupa nawracających zaburzeń psychicznych, w przebiegu których występują zespoły depresyjne i maniakalne lub hipomaniakalne, rozdzielone (lub nie) okresami bez objawów. Stany te mogą zmieniać się z dnia na dzień. Choroba afektywna dwubiegunowa jest nieuleczalna. Leczenie ogranicza się do stosowania leków łagodzących jej przebieg. Całkowite wyleczenie na poziomie obecnej wiedzy medycznej jest niemożliwe[1]. Rozpoznanie zaburzenia afektywnego dwubiegunowego może być postawione wtedy, gdy u osoby wystąpią przynajmniej dwa epizody afektywne: depresji, hipomanii, manii lub mieszane, i przynajmniej jeden z tych epizodów nie był epizodem depresji. Jeśli wystąpi powtórnie epizod depresji bez wystąpienia manii, hipomanii bądź epizodu mieszanego, rozpoznaje się zaburzenie afektywne jednobiegunowe (zaburzenie depresyjne nawracające).
schizofrania w różnych postaciach
Schizofrenia (stgr. σχίζειν, schizein, „rozszczepić” i stgr. φρήν, φρεν-, phrēn, phren-, „umysł”) – zaburzenie psychiczne zaliczane do grupy psychoz, czyli stanów charakteryzujących się zmienionym chorobowo, nieadekwatnym postrzeganiem, przeżywaniem, odbiorem i oceną rzeczywistości. Osoby będące w stanie psychozy mają poważnie upośledzoną umiejętność krytycznej, realistycznej oceny własnej osoby, otoczenia i relacji z innymi, a nawet mogą nie być do niej zdolni. Schizofrenia ma bardzo zmienny przebieg i różne jej objawy mogą dominować w zależności od osoby. Początek zaburzenia występuje najczęściej we wczesnej dorosłości[1], najczęściej między 18. a 35. rokiem życia, dotykając 0,4–0,6% populacji[2][3]. Rozpoznanie stawia się na podstawie wywiadu z pacjentem, a także na podstawie zaobserwowanego zachowania. Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą współcześnie dostępnych badań laboratoryjnych[4]. Z uwagi jednak na możliwe rozwinięcie na podłożu organicznych schorzeń mózgu zaburzeń o obrazie podobnym do schizofrenii należy je wykluczyć.

Ze względu na często niejednorodny obraz kliniczny powstała hipoteza, że schizofrenia to nie jedno zaburzenie, lecz grupa chorób, dla których stosuje się określenie zbiorcze psychozy schizofreniczne. Z tego powodu Eugen Bleuler określił to zaburzenie jako „schizofrenie” (liczba mnoga). Słowo „schizofrenia” dosłownie oznacza „rozszczepienie umysłu”, ale pomimo swojej etymologii, nazwa ta nie oznacza posiadania więcej niż jednej osobowości (tzw. osobowość mnoga, „rozdwojenie jaźni”)[6]; według obowiązujących w psychiatrii kryteriów diagnostycznych podstawowym objawem schizofrenii jest rozszczepienie (gr. schisis) pomiędzy myśleniem, zachowaniem, emocjami, sferą motywacyjną, ekspresją emocji, przejawiające się m.in. w niedostosowaniu zachowania, emocji pacjenta do sytuacji i treści jego wypowiedzi. U osób ze zdiagnozowaną schizofrenią zwiększone jest prawdopodobieństwo wykrycia zaburzeń współtowarzyszących, takich jak depresja, zaburzenia lękowe, a występowanie nadużywania różnych substancji psychoaktywnych w ciągu całego życia wynosi 40%. Powszechne są również problemy społeczne, takie jak długotrwałe bezrobocie, zadłużenie, ubóstwo i bezdomność, a oczekiwana długość życia osób z tym rozpoznaniem jest mniejsza o około 10–12 lat z powodu problemów ze zdrowiem fizycznym (głównie otyłość z zespołem metabolicznym, cukrzyca) oraz sięgającego 10% wskaźnika samobójstw justyna ziólkowska
W 2005 ukończyła studia psychologiczne na Uniwersytecie Opolskim, 22 września 2009 obroniła pracę doktorską Doświadczenie choroby a kryteria diagnostyczne. Analiza dyskursu wywiadów psychiatrycznych z pacjentami ze wstępnymi diagnozami zaburzeń depresyjnych (promotor: prof Dariusz Galasiński). 20 grudnia 2016 habilitowała się na podstawie pracy zatytułowanej Samobójstwo. Analiza narracji osób po próbach samobójczych[1]. Została zatrudniona na stanowisku adiunkta na II Wydziale Psychologii SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego z siedzibą w Warszawie i w Katedrze Nauk Humanistycznych na Wydziale Zamiejscowym we Wrocławiu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie[1]. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na analizie dyskursu praktyk medycznych, doświadczenia choroby psychicznej oraz myśli i zachowań samobójczych].prosimy o kontakt - Twórcownicy z doświadzceniami depresji myśli i zamiarów samobójczych -MOON to nasz Obraz - w literaturze i sztuce

czwartek, 27 stycznia 2005

TWÓRCZOŚĆ CHORYCH PSYCHICZNIE ...WYZWOLONA?

Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią.
27 STYCZNIA ZAWIĄZAŁA SIĘ TWÓRCOWNIA PRZT BIBLIOTECE ŚLĄSKEIJ TWÓRCZOŚĆ CHORYCH PSYCHICZNIE –dziełAtworzonEprzez osoby zdradzające trwałe lub przejściowe zaburzenia psychicznie, ze schizofrenią. Twórczość ta jest przedmiotem zainteresowania lekarzy psychiatrów i psychologów, traktujących ją jako cenne uzupełnienie dokumentacji stanu psychopatologicznego pacjenta, a także historyków sztuki i artystów, doszukujących się w niej wartości artystycznych i nowych form ekspresji artystycznej Inne określenia tej sztuki to "sztuka schizofreniczna", "sztuka psychopatologiczna", ang. artistic self-expression, niem. schizophrenische Bildnerei (Prinzhorn), zustandsgebundene Kunst (Navratil). Kępiński proponował stosowanie szerokiego, niewartościującego określenia "SCHIZOFRENICZNA EKSPRESJA PLASTYCZNA", obejmującego różnorodne formy ekspresji pacjentów, w tym zarówno te bezwartościowe jak i cenne pod względem wartości artystycznych. hist Zainteresowanie sztuką chorych psychicznie rozpoczęło się równolegle z powstaniem nowoczesnej psychiatrii, w pierwszych latach XX wieku. Ernst Kretschmer pisał, że chcąc poznać "pełnię wewnętrznego życia w schizofrenii, należy studiować nie żywoty wieśniaków, lecz poetów i królów cierpiących na tę chorobę". Kępiński pisze o SCHIZOFRENII ARTYSTYCZNEJ, określając tym pojęciem obraz choroby u osób w okresie przedchorobowym wyróżniających się wybitną inteligencją, wyobraźnią i uzdolnieniami artystycznymi Cenną kolekcję dzieł pacjentów hospitalizowanych w szpitalach psychiatrycznych Europy i Japonii zebrał Hans Prinzhorn. Kolekcję Prinzhorna odkrył po II wojnie światowej Jean Dubuffet, który stworzył pojęcie Art Brut. W 2002 roku w Heidelbergu powstało Muzeum Prinzhorna. W XX wieku artyści chcąc poszerzyć granice twórcze eksperymentowali z formą, szukając inspiracji w sztuce „innej", surowej, nieprofesjonalnej, naiwnej i psychicznie chorych,. Nie uznawali obszarów „wykluczonych". Fascynacja art brut (termin stworzony przez Jeana Dubuffeta po II wojnie światowej dla sztuki surowej, nieprofesjonalnej, spontaniczne W kazuistyce psychiatrycznej przywołuje się zarówno dzieła nieznanych pacjentów, czasem odkrytych po ich śmierci, jak większość z wystawianych w Muzeum Prinzhorna dzieł; z drugiej strony, analizuje się dzieła wybitnych artystów, u których stwierdzono lub podejrzewano zaburzenia psychiczne. Przykładem może być twórczość VINCENTA VAN GOGHA, w której Karl Jaspers doszukiwał się cech zdradzających objawy schizofrenii,,,Alicja Klimczak-Dobrzaniecka przypomina więc m.in., że pierwsze stałe muzeum sztuki osób psychicznie chorych otworzył doktor Auguste Marie w szpitalu-przytułku w Villejuif w 1901 roku i ta kolekcja stała się źródłem inspiracji dla wielu artystów : Guillaume'a Apollinaire'a, Andre Bretona, Marcela Duchampa, Francisa Picabii. TWORCZOŚC WYZWOLONA ego rodzaju dzieł po raz pierwszy zyskała szerokie uznanie w latach 40. XX w., kiedy Jean Dubuffet wyróżnił kierunek artystyczny określony jako Art Brut. Termin ten odnosił się do sztuki pierwotnej, dzikiej, ale i wytrawnej (pojęciem brut określa się m.in. doceniany przez koneserów gatunek szampana). Opierając się na słynnej opozycji kultury i natury, Dubuffet widział w prawdziwej sztuce wyjście spod represywnej kontroli tej pierwszej – podstawę samodzielnego aktu twórczego niepoddającego się żadnym ograniczeniom, cenzurze czy presji środowiska. W ten sposób miało odsłaniać się to, co w człowieku pierwotne, co należy do jego prawdziwej natury. To alienacja, społeczne wykluczenie było „sprężyną” wszelkiej twórczości. ...W stanach dużego napięcia psychicznego tworzą prawie monochromatyczne obrazy, w okresach względnego uspokojenia o intensywnych, żywych barwach. Malują i rysują monotonne pejzaże lub zdeformowane autoportrety (niekiedy symboliczne w formie krzyża, gasnącej świecy, czy Boga). Nadwrażliwość pobudza przeżycia i artystyczną ekspresję. Ich prace oddają fantazje i urojenia, dotykają kwestii sensu życia i przeznaczenia, niosąc treści metafizyczne lub przedstawiając wizje zagłady świata. Są formą wyrażania doświadczanych stanów emocjonalnych i lękowych...TERAPIA Dzięki twórczości chorzy mogą pogłębiać wiedzę o samych sobie i własnych możliwościach, nabywać pewności siebie, rozwijać nowe umiejętności. Zdaniem dr Pałuby, sztuka jest dla tych ludzi ukojeniem i sposobem wyzwolenia się z choroby. POZYTYWNE WZMOCNIENIE \"Musimy pamiętać, że możliwość tworzenia daje chorym psychicznie tzw. pozytywne wzmocnienia, co jest szczególnie ważne, jeśli uświadomimy sobie, że na co dzień pacjenci mają ich bardzo mało. Zazwyczaj dostają przecież sygnały, że są niepotrzebni, że przeszkadzają\" ODNALEŹĆ SIEBIE...Pacjenci stopniowo pozbywali się anonimowości, zaczęli podpisywać własne prace nazwiskiem, pokonywać wstyd związany z chorobą.

środa, 26 stycznia 2005

Dark Side of the Moon CIEMNA STRONA KSIĘŻYCA I DUSZY.....MUZYCZNA PODRÓŻ WOKÓŁ KSIĘŻYCA

Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego/Starego Księżyca
ŚWIATŁO I CIEŃ. CZERŃ I BIEL.
the Dark Side of the Moon – album koncepcyjny brytyjskiej grupy rockowej Pink Floyd z roku 1973. Tematami 9 utworów na płycie są problemy współczesnego życia DARK: pieniądze, chciwość, przemijanie, szaleństwo i wojna. Album jest drugim, po Thrillerze Michaela Jacksona najlepiej sprzedającym się albumem w historii muzyki,]. Płyta The Dark Side of the Moon spędziła bez przerwy 949 tygodni (18 lat) na amerykańskiej liście Billboard 200, W 2003 album został sklasyfikowany na 43. miejscu listy 500 albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”
Album ukazał się w 1973 roku i choć przyjęto go entuzjastycznie, Album utrzymał się przez 949 tygodni[5] w pierwszej setce „Billboardu” i do dziś jest jednym z najlepiej sprzedających się albumów rockowych. Gdy się ukazał, muzyka na nim grana była już dobrze znana fanom zespołu////. W momencie, gdy zespół wszedł do studia (nagrania trwały od czerwca 1972 do stycznia 1973), muzyka była już w pełni skomponowana i przećwiczona. Pozwoliło to muzykom pracować nad poszczególnymi fragmentami oddzielnie, rzadko spotykając się w londyńskim Abbey Road Studios. Keith Emerson wspomina, jak w przerwie wspólnego koncertu przypadkowo usłyszał Watersa rozdzielającego czas w studio pomiędzy poszczególnych muzyków. Zdziwiony zapytał go, czy nie prościej by było spotkać się wszystkim razem. W odpowiedzi usłyszał, że zaoszczędzi to im wielu kłótni.Zgodnie z sugestią Alana Parsonsa włączyli do utworu „Time” zsynchronizowane dźwięki bijących zegarów, nagrane i zmiksowane przez niego. // Dźwięk otwierających się kas sklepowych i przesypujących monet (bodaj najdłuższy loop zrealizowany w tradycyjnej technice) zgrany jest z otwierającym utworem „Money” riffem granym na gitarze basowej. Po raz pierwszy też, muzycy zaprosili do współpracy innych artystów. Album mówi o ludzkich lękach, o samotności, o przemijającym czasie (zwłaszcza „Time”), kruchości ludzkiej egzystencji, szaleństwie i zachłanności (autorem tekstów wszystkich utworów jest Roger Waters). Przesłanie albumu jest skrajnie nihilistyczne i pesymistyczne. Cały album podsumowuje wypowiedź dozorcy budynku, Gerry’ego Driscolla, którego można usłyszeć w ostatnich sekundach wybrzmiewającej muzyki, gdy powraca dźwięk bijącego serca There is no dark side of the moon, really. As a matter of fact it’s all dark (Nie ma ciemnej strony księżyca, w rzeczywistości jest cały ciemny).//////////////// Jedną z zagadek albumu jest pojawienie się w ostatnich sekundach płyty niezidentyfikowanych dźwięków, trwających zaledwie krótką chwilę. Brzmi to jak muzyka, lecz niewielkie natężenie dźwięku nie pozwala bliżej go określić. Według jednej z hipotez, dźwięki zostały nagrane przypadkowo i mogły przedostać się z sąsiedniego studia przez uchylone drzwi. Według przypuszczeń miałaby to być orkiestrowa wersja utworu „Ticket to Ride” zespołu The Beatles. Wobec dokładności muzyków i producentów Pink Floyd, takie wyjaśnienie wydaje się mało prawdopodobne.

sobota, 24 kwietnia 2004

Jak to robią inni? AMUN NIE PROSIMY O LITOŚĆ, Klient kupuje towar, konkretną dobrze wykonaną pracę. To nie jałmużna. ale zakupy

Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca - dark side of the moon- słuchamy, malujemy, rysujemy, piszemy i spoglądamy na jasną stronę Amun NIE PROSIMY O LITOŚĆ 2004 Światowy Związek Artystów Malujących Ustami i Nogami założony został niemal pół wielu temu w Lichtensteinie przez siedemnastu artystów malujących ustami i nogami. Utworzyli oni też spółkę mającą dbać o interesy niepełnosprawnych twórców. Jej prezesem był do końca życia Erich Stegmann (w wieku dwóch lat utracił władzę w rękach). Artyści, kierując się ideą: “Nie prosimy o litość”, zdołali ze swej twórczości uczynić źródło utrzymania. Szef stowarzyszenia jest zarazem prezesem zarządu spółki, musi on być “uznanym na świecie artystą malującym nogami lub ustami”. Funkcje te pełni sparaliżowany malarz Eros Bonamili z Włoch. W zarządzie jest pięciu niepełnosprawnych artystów. “Polskie wydawnictwo wnosi 25-procentowy udział w dochodach całego stowarzyszenia w Lichtensteinie. Z tych środków każdemu artyście na podstawie zawartej z nim umowy przekazywane są ustalone środki. Stowarzyszenie jest także rodzajem zabezpieczenia, które wymaga istnienia funduszu. Dzięki temu nawet w najcięższych czasach stowarzyszenie będzie mogło wypełniać swe zobowiązania wobec artystów”, ...aRTYSTA Ireneusz Betlewicz jest związany z wydawnictwem AMUN od wielu lat. – Dzięki temu została wyjęta cegiełka z muru niemożności spowodowanej moją sytuacją zdrowotną. Kiedyś sam próbowałem ręcznie wyrabiać takie kartki, aby zarobić parę groszy. To jednak była manufaktura, monotonna i nieopłacalna – mówi. Choruje na postępujący zanik mięśni. Jako piętnastolatek przestał chodzić, potem zanik mięśni objął ręce. Nie wie, kiedy przestanie siedzieć. Od 18 lat maluje wyłącznie ustami.Choruje na postępujący zanik mięśni. Jako piętnastolatek przestał chodzić, potem zanik mięśni objął ręce. Nie wie, kiedy przestanie siedzieć. Od 18 lat maluje wyłącznie ustami. Współpraca z AMUN dała mu nowe możliwości. Regularne stypendium wypłacane co miesiąc ( ok. 2 tys. zł) zapewnia stabilizację, poznał nowych przyjaciół, ma możliwość wyjazdów na wypoczynek połączony z zajęciami plenerowymi, uczestniczy w wystawach polskich i zagranicznych. Co roku jest zobowiązany do dostarczenia AMUN czterech prac. Wydawnictwo decyduje, które zostaną wykorzystane do reprodukcji na kartki czy plakaty. Płaci za to dodatkowo 700 franków szwajcarskich. – Nie czuję się wykorzystany przez AMUN, mogę pozwolić sobie na w miarę beztroskie życie i możliwość kształtowania swego warsztatu. Nie jestem inwalidą żyjącym tylko z renty. Boli mnie, że ludzie pojmują działalność wydawnictwa jako starania o datki. Klient kupuje towar, konkretną dobrze wykonaną pracę. To nie jałmużna. ale zakupy – twierdzi Irek (prawdziwy artysta -potwierdzają Twórcownicy -znamy go z plenerów -gościliśmy w Katowicach) https://www.tygodnikprzeglad.pl/awantura-o-amun/ https://www.amun.com.pl/ Wydawnictwo AMUN Sp. z o.o. powstało w 1993 roku w Raciborzu i jest jedną z 46 placówek działających na świecie, które od 1956 roku zajmują się publikacją reprodukcji obrazów artystów malarzy tworzących ustami lub stopą. AMUN Sp. z o.o. w Raciborzu jest jedynym w Polsce wydawnictwem Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami www.vdmfk.com. Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami www.vdmfk.com. Promocja twórczości artystów polega na rozprowadzaniu ich prac w postaci kart świątecznych i okolicznościowych oraz kalendarzy poprzez direct mailing (bezpośrednia przesyłka pocztowa) do mieszkańców naszego kraju. W chwili kiedy powstał Związek zrzeszający artystów malujących ustami i nogami, znany był slogan: "NIE PROSIMY O LITOŚĆ". Jest on związany z miejscem niekonwencjonalnych artystów w dzisiejszej kulturze, a właściwie w sztuce, której kształt współtworzą wraz z innymi artystami na przestrzeni dziesięcioleci. Stworzenie organizacji z dość niezwykłymi osobowościami i zarazem posiadającymi dość nieprzeciętne umiejętności i zdolności, umożliwiło wspieranie rozwoju artystycznego osób, które pomimo niepełnosprawności zapragnęły tworzyć trzymając pędzel w ustach bądź stopach. Pojawiła się zarazem nie spotykana dotąd możliwość sprzedaży ich prac. Związek, zajmując się rozprowadzaniem obrazów, zapewnił tym samym niepełnosprawnym artystom podstawowe warunki, które umożliwiły swobodny rozwój i dały szansę na samodzielność. Wydawnictwo zajmuje się również organizowaniem wystaw i plenerów malarskich, Polską grupę tworzy 24 artystów malujących ustami lub stopą, którzy pochodzą z Tworzone przez artystów malujących ustami i nogami obrazy nie są przykrywką dla działań dobroczynnych na rzecz artystów. Władze przyjmują do Związku jedynie artystów, którzy prezentują odpowiedni poziom artystyczny. Liczy się przede wszystkim talent i jakość prac. Niepełnosprawność jest sprawą drugorzędną. Jedynie takie założenia pozwoliły wprowadzić tego rodzaju twórczość na międzynarodowy rynek sztuki. Nabycie prawa do reprodukcji obrazów artystów malujących ustami i nogami umożliwia Związkowi rozprowadzanie tych prac na kartkach pocztowych i kalendarzach. Natomiast oryginały są sprzedawane m.in. na aukcjach organizowanych w różnych krajach na całym świecie. różnych stron Polski. Wydawnictwo "AMUN" Sp. z o.o. nie jest instytucją charytatywną.
Ludzie kupowali te pocztówki po to, żeby pomagać. AMUN wykorzystywał jednak płaszczyznę emocjonalnego stosunku do osób niepełnosprawnych – uważa Janusz Trzciński, dyrektor generalny PFRON. Dobrze więc wiedzieć – nie stępiając oczywiście własnej wrażliwości – że czym innym jest instytucja dobroczynna, a czym innym organizacja gospodarcza: prężne wydawnictwo dbające i o dochody stowarzyszenia, do którego należy, i o zarobki zatrudnianych twórców ZAWÓD -MALOWANIE USTAMI LUN NOGAMI Zawód: artysta niepełnosprawny Nie proszę o litość, lecz o prawo do współistnienia ..............Piotr Pawłowski, prezes Zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, redaktor naczelny magazynu dla niepełnosprawnych "Integracja" ............Z wielkim zainteresowaniem, ale i ogromnym niepokojem przeczytałem artykuł Bartłomieja Kurasia w Gazecie Wyborczej pt. "Zarabiają miliony na niepełnosprawnych artystach", na temat działalności Wydawnictwa AMUN sp. z o.o. Ponieważ sam jestem artystą malującym ustami, a ponadto w artykule pojawił się wątek Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, które prowadzę od blisko dziesięciu lat, pozwalam sobie zabrać głos w tej sprawie. ...........Na początku chciałbym wyjaśnić, że Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji nie jest powiązane w żaden formalny sposób z Wydawnictwem Artystów Malujących Ustami i Nogami oraz nigdy nie współpracowało z nim w zakresie, który wiązałby się z osiąganiem korzyści majątkowych przez Stowarzyszenie. Jako instytucja niezależna nie jesteśmy też w stanie zweryfikować jak działa wydawnictwo. Jesteśmy jedynie w stanie potwierdzić, że 24 polskich artystów zrzeszonych w Światowym Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami otrzymują z Liechtensteinu comiesięczne stypendia na rozwój swoich artystycznych umiejętności. Dla większości z nich pieniądze te są jedynym sposobem utrzymania (wszyscy artyści posiadają znaczny stopień niepełnosprawności). ...........Polska nigdy nie była krajem "mlekiem i miodem płynącym" dla swoich obywateli, a w szczególności dla tych niepełnosprawnych. Mimo to, nie potrafiłbym żyć w żadnym innym, cywilizowanym socjalnie kraju Unii Europejskiej lub w USA. Moja pełnosprawna dusza jest bowiem tak polska, jak mój niepełnosprawny życiorys. Był lipiec 1982 roku. Miałem 16 lat i całe życie przed sobą. Niestety, skoczyłem do wody "na główkę". Od tamtego czasu jestem osobą całkowicie sparaliżowaną. Przez pierwsze lata po wypadku nadal nie chciałem uwierzyć w to co się stało. Nie mogłem zrozumieć, że nigdy nie będę już aktywny fizycznie, nigdy nie zagram w ukochanego "kosza". Byłem obolały, rozgoryczony, załamany. Byłem bezradny wobec własnej niepełnosprawności i otaczających mnie barier. ................Siedziałem w domu i bez powodzenia szukałem pomysłu na życie, do momentu, kiedy wziąłem długopis w usta i zacząłem samodzielnie pisać. Wreszcie mogłem samodzielnie napisać list do dziewczyny bez jakichkolwiek pośredników. Z nadmiaru wolnego czasu zacząłem też malować. Nie przypuszczałem, że to co maluję, może się komuś spodobać. Później ktoś powiedział mi o istnieniu Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami w Lichteinsteinie, które założył - blisko pół wieku temu - Niemiec bez rąk Erich Stegmann. Wraz z malującymi w ten sam sposób przyjaciółmi zaczęli sprzedawać swoje obrazy, by móc się z tego utrzymywać. Kierowali się ideą - "Nie prosimy o litość". Bez większej nadziei wysłałem tam swoje prace i ku mojemu zaskoczeniu zostałem przyjęty. Mając 25 lat stałem się niezależny finansowo, gdyż w zamian za prace wysyłane do siedziby Związku otrzymywałem miesięczne stypendium. Byłem z siebie dumny! Pomimo mojej całkowitej niesprawności zdobyłem źródło utrzymania. Wreszcie przestałem być ciężarem dla moich rodziców. ............Fakt ten dodał mi sił, pozwolił śmielej spojrzeć na siebie i swoje możliwości. Rozpocząłem studia na dwóch kierunkach, pokonując codziennie nafaszerowaną barierami architektonicznymi i mentalnymi rzeczywistość wokół mnie. Tak bardzo chciałem ją zmieniać, że stworzyłem we własnym mieszkaniu kilkustronicowy magazyn dla niepełnosprawnych. Nazwałem go "Integracja". Od tego momentu mija 10 lat. Po drodze spotkałem wielu dobrych ludzi, dzięki którym "Integracja" jest dziś kolorowym, profesjonalnie wydawanym, prawie stu stronicowym magazynem o nakładzie 15 tys egzemplarzy. ........Integracja" dała mi skrzydła, czułem, że mogę zrobić coś jeszcze. Zdecydowałem się założyć Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji. Mając środki na życie, szukałem funduszy na programy i akcje Stowarzyszenia oraz na wynagrodzenia dla pracowników, bez których funkcjonowanie Stowarzyszenia byłoby niemożliwe. Byli moimi rękami i nogami. Za główny cel postawiłem sobie realizowanie w Polsce idei integracji społecznej osób niepełnosprawnych i sprawnych jako normalności we wszystkich aspektach i relacjach życia społecznego. W tym celu "Integracja" podjęła się szeregu działań i inicjatyw - prowadzimy centrum informacyjne, kampanie społeczne oraz edukacyjne, wydajemy magazyn "Integracja", książki, przewodniki i broszury, a także stworzyliśmy portal www.niepelnosprawni.pl, programy radiowe i telewizyjne, organizujemy konferencje, spotkania oraz wystawy. ............Naszym celem stała się także aktywizacja osób niepełnosprawnych. Ja sam skończyłem studia, zacząłem doktorat, ożeniłem się i poświęciłem cały mój czas oraz wszystkie siły na walkę ze stereotypami i barierami. Zawsze chciałem i nadal będę dążyć, by niepełnosprawni poprzez pracę stali się równoprawnymi członkami naszego społeczeństwa, żeby zastąpili niehumanitarne renty pensjami pozwalającymi godnie żyć. ...........Z okazji obchodów Europejskiego Roku Osób Niepełnosprawnych w grudniu 2003 roku Stowarzyszenie zorganizowało miedzy innymi Międzynarodową Wystawę Artystów Malujących Ustami i Nogami "Sztuka bez barier" w Muzeum Narodowym w Warszawie. Oprócz polskich artystów, zaprezentowani zostali również artyści z innych krajów. Wystawę cieszyła się wielkim powodzeniem - odwiedziło ją ok. 26 tys. osób. Wiele osób inaczej spojrzało na osoby niepełnosprawne - nie jak na osoby bezradne i wymagające pomocy, ale aktywne i samodzielne. Temu niezwykle ważnemu wydarzeniu patronowała Pani Jolanta Kwaśniewska. .............Cieszę się, że wystawa "Sztuka bez barier" pokazała inny, niż wszechobecny w mediach, wizerunek osób niepełnosprawnych, które pomimo różnych ograniczeń potrafią pokonać bariery i dzięki swojemu uporowi oraz ciężkiej pracy potrafią być aktywni i samodzielnie funkcjonować. Dołożę też wszelkich starań, aby promować w naszym społeczeństwie wizerunek osoby niepełnosprawnej aktywnej zawodowo. Malowanie ustami i nogami jest zawodem. Z całą pewnością nie jest charytatywą. Źródło: Gazeta Wyborcza, 2 kwietnia 2004 r. ---------------------------- Głos we własnej sprawie http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/11716?print_doc_id=8101 "Zarabiają miliony na niepełnosprawnych artystach" i "Malowane współczucie" - artykuły pod takimi tytułami ukazały się w marcu w "Gazecie Wyborczej". Autor próbował wykazać, że pieniądze, jakie wielu Polaków płaci za kartki rozprowadzane przez wydawnictwo AMUN Sp. z o.o., działające na rzecz artystów malujących ustami i nogami, zasilają prywatne konta za granicą, a w minimalnej części trafiają do kieszeni niepełnosprawnych. Artykuł wywołał duże poruszenie, zwłaszcza na dyskusyjnych stronach internetowych, gdzie wielu ludzi deklarowało, że przestaje kupować kartki niepełnosprawnych artystów. Największym zaskoczeniem dla samych artystów było to, że w opisywanej sprawie, mimo że bezpośrednio dotyczyła twórców niepełnosprawnych, nie zapytano ich o zdanie ani nie zwrócono się do nich po komentarz. "Integracja" umożliwiła im wypowiedzenie się w sprawie, która ich dotyczy. Ireneusz Betlewicz: - Jeśli dziennikarz staje w obronie jakichś ludzi, to najpierw powinien ich zapytać, czy faktycznie czują się pokrzywdzeni i wykorzystywani. A on tego podstawowego dziennikarskiego obowiązku nie dopełnił - w ogóle nie zapytał nas o zdanie. Potraktował nas jak ludzi upośledzonych umysłowo, których nie trzeba o nic pytać, bo gdzieś tam sobie siedzą w jakiejś manufakturze, a AMUN robi na nich kasę i daje im lizaki. Jolanta Borek-Unikowska: - Światowy Związek Artystów Malujących Ustami i Nogami zatroszczył się o nas jak nikt wcześniej, płaci za reprodukcje, udziela stypendiów, organizuje wystawy i plenery. Jeśli ktoś nas w tej sprawie wykorzystał, to ten pan, który w ogóle nie zapytał o nasze zdanie ani o zgodę, czy może nas w tej sprawie reprezentować. Byłam tym artykułem bardzo zdenerwowana, pomyślałam, że to niemożliwe, aby nic w Polsce się nie zmieniło i wciąż pisano w starym stylu: niech niepełnosprawni przymierają głodem, byle tylko nie oddać kapitaliście z Zachodu jednego euro. Stanisław Kmiecik: - Wydawnictwo od początku jest firmą międzynarodową. Wiemy, że pieniądze wędrują najpierw do Liechtensteinu, a tam później są rozdzielane jako stypendia dla wszystkich artystów, bo w Liechtensteinie jest centrala firmy, a w poszczególnych krajach jego oddziały. I jaka tu jest afera? My pieniądze dostajemy i nie są to żadne grosze. Ireneusz Betlewicz: - Rozmawiałem z autorem artykułu kilka dni po publikacji i powiedział mi, że tak naprawdę to nie występował w mojej obronie i w obronie niepełnosprawnych, ale w obronie ludzi, którzy kupują nasze kartki. Czyli, że ludzie którzy je kupują są oszukiwani. Z jego argumentacji wynikało, że ludzie za otrzymane kartki dają po prostu jakieś datki dla niepełnosprawnych, a nie, że płacą nam za towar, który im dostarczamy. AMUN przecież nie wysyła pustych kopert, lecz kartki, które są towarem. A za towar bierze się pieniądze. Przy kartkach zawsze jest podana cena. Jeśli ludziom towar się podoba, to biorą go i za niego płacą. Taka jest kolejność. Przy wysyłanych kartkach jest także napisane, że ich zakup nie jest obowiązkowy. Krzysztof Kosowski: - Nasze kartki z Polski są również sprzedawane w innych krajach, a u nas kartki twórców z tamtych krajów. Tak to działa. Autor nie zadał sobie trudu, aby poznać schemat organizacyjny światowego AMUN, tylko zrobił sensację. I, niestety, nam zaszkodził. Jadwiga Markur: - My nie prosimy o jałmużnę i nie mówimy: "Dajcie nam pieniądze". My na nie pracujemy. I to ciężko. Żeby namalować obraz nogą albo ustami, trzeba naprawdę dobrze się napracować. Dajemy więc swoją pracę, swoje obrazy, z których są reprodukowane kartki. Poza tym dajemy nie tylko towar, ale także radość, bo wiemy, że nasze kartki wielu ludziom bardzo się podobają. Nie płacą więc, jak to zasugerował autor artykułu, z litości, na kalectwo. Jeśli będę chciała litości, to przestanę malować, zacznę płakać i pójdę do opieki społecznej. Poza tym są osoby, które otrzymują nasze kartki, lecz ich nie kupują. Nikt ich za to do sądu nie ciągnie ani nie nakazuje im zwrócić kartek. Ireneusz Betlewicz: - Współpracujemy z wydawnictwem z własnej woli, na ustalonych od początku zasadach, które wszystkim odpowiadają. Mało tego, dzięki współpracy możemy mieć godziwe życie i nadal poświęcać się twórczości. Gdy siedzieliśmy bezczynnie w domach, to było źle, gdy sami próbujemy brać życie w swoje ręce, to okazuje się, że też jest źle. Komuś najwidoczniej coś się pomyliło. Jolanta Borek-Unikowska: - Ja dzięki temu, że zostałam członkiem światowego związku artystów niepełnosprawnych po raz pierwszy po dwunastu latach siedzenia w domu nawiązałam kontakty z ludźmi i wyjechałam z mojej miejscowości. Malowanie dało mi nie tylko przyjemność i pieniądze na życie, ale także satysfakcję, że jestem komuś potrzebna. Poczułam, że jestem pełnowartościowym człowiekiem. A teraz obawiam się, że wrócę do tego, co miałam przedtem - czyli do wegetacji. Katarzyna Warachim: - Autor artykułu powinien się cieszyć, że 24 osoby nie obciążają dodatkowo państwa, tylko radzą sobie same. A zysk mają dwie strony - my i wydawnictwo. Nam nie przeszkadza, że AMUN zarabia. Przecież każda firma, zatrudniając pracownika, czerpie zyski z jego pracy. Ważne jest to, czy pracownik jest zadowolony z pracy i z zapłaty. A my jesteśmy. Krzysztof Kosowski: - Nie rozumiem, jak ogólnopolski dziennik mógł dopuścić do publikacji tak nierzetelnego materiału? Rozumiem, że małej lokalnej gazecie może się coś takiego przytrafić, ale nie największemu dziennikowi? Dziennikarz nie sprawdził wielu informacji. Katarzyna Warachim: - To, że artykuł pojawił się tuż przed Świętami Wielkanocnymi, kiedy wysyłane są nasze kartki, nie jest przypadkowe. Straty są nieodwracalne, nawet jeśli pojawią się sprostowania. Dziennikarz zrobił nam niedźwiedzią przysługę. Stanisław Kmiecik: - Malujący niepełnosprawni artyści ze swoimi kartkami są konkurencją dla innych wydawnictw. Biznes to biznes, a wtedy bez skrupułów stosuje się chwyty poniżej pasa. Wysłuchał: Piotr Stanisławski ----------------------------------------------------------------- List do Jolanty Kwasniewskiej wystosowany przez Floriana Stegmanna, wnuka założyciela Światowego Związku Artystów Malujących Ustami i Nogami z Lichtensteinu......................Grünwald, 29 marca 2004 r. Szanowna Pani! W związku z niepochlebnymi publikacjami, które ukazały się w polskich gazetach na temat Stowarzyszenia AMUN, chciałbym podać Państwu pewne informacje. Jak Państwo wiedzą, mój dziadek Erich Stegmann, który w wieku 2. lat zachorował na chorobę Heinego-Medina i od tego czasu stracił władzę w rękach, założył w 1956 roku to Stowarzyszenie. Niniejszym wysyłam książkę (w angielskiej wersji językowej) opisującą jego historię jako artysty malującego ustami. Nie chciał żadnej litości i nie chciał być traktowany jako outsider. W czasach, kiedy zakładał tę organizację dla swoich niepełnosprawnych kolegów, nie było prostą sprawą zapewnienie im godnego życia. Osoby te, często z poważnymi niepełnosprawnościami, odnalazły sens życia w malarstwie. W roku 1956 siedemnastu artystów malujących ustami i nogami założyło spółkę z siedzibą w Liechtensteinie. Pierwszym dożywotnim prezesem był Erich Stegmann. Dzisiaj, prawie 50 lat później, na całym Świecie działa ponad 600 artystów. Ponieważ artyści z powodu swojej niepełnosprawności nie są w stanie zająć się sprzedażą swoich prac, zostały utworzone wydawnictwa, które się tym zajęły. W Polsce jest to wydawnictwo AMUN z siedzibą w Raciborzu. Posiada ono prawa do wykonywania reprodukcji dzieł artystów. Wydawnictwo sprzedaje kartki świąteczne i kalendarze. W oparciu o wieloletnie badania rynku dystrybucja odbywa się wyłącznie drogą pocztową. Polskie wydawnictwo wnosi rokrocznie 25-procentowy udział w dochodach całego stowarzyszenia (w Liechtensteinie). Z tych środków każdemu artyście na podstawie zawartej z nim umowy przekazywane są ustalone środki. Stowarzyszenie jest także rodzajem zabezpieczenia, które wymaga istnienia funduszu, dzięki któremu nawet w najcięższych czasach stowarzyszenie będzie mogło wypełniać swoje zobowiązania wobec artystów. Jeszcze kilka uwag na temat zasad działania stowarzyszenia: Zrzeszeni artyści wybierają podczas konwentu delegatów swój zarząd. Delegaci na tym konwencie radzą i decydują na temat wszystkich spraw organizacyjnych. Z wyłączeniem radców prawnych wszyscy członkowie konwentu delegatów są niepełnosprawnymi artystami. Zarząd składa się maksymalnie z siedmiu osób. Przewodniczący zarządu jest jednocześnie prezesem stowarzyszenia i musi być uznanym na świecie artystą malującym nogami lub ustami. Spotkania zarządu odbywają się co najmniej dwa razy w roku. Propozycje, wnioski i decyzje zarządu muszą zostać zatwierdzone przez konwent delegatów. Zatem wszystko odbywa się zgodnie z prawem i demokratycznie. Radca prawny, Dr. Batliner jest od momentu założenia stowarzyszenia odpowiedzialny za kwestie prawne. On sam zawsze lojalnie doradzał mojemu dziadkowi i mogę jedynie stwierdzić, że się bardzo zaangażował w propagowanie idei mojego dziadka. Dzięki jego wpływowi stowarzyszenie wyjątkowo dobrze prosperuje i ma dobre widoki na przyszłość. Chciałbym serdecznie podziękować Pani za dotychczasowe zaangażowanie i zrozumienie problemów osób niepełnosprawnych w imieniu wszystkich polskich artystów malujących ustami i nogami. Z poważaniem Florian Stegmann .... ALE ...KTO CZERPIE ZYSKI W RACIBORZU????????????????????????????????????//nieuczciwość szkodzi idei i zniechęca do pomagania
Po publikacji artykułu w "Gazecie" dzwolnili do nas ludzie z całej Polski - mówi Janusz Smaga, prokurator rejonowy w Raciborzu. - Jednak procedury wymagają, by zgłoszenie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyć nie telefonicznie, a na piśmie. Takich zgłoszeń odebraliśmy kilka i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające, a następnie dochodzenie. Także do "Gazety" zgłosili się oburzeni czytelnicy, którzy regularnie wpłacali pieniądze na konto AMUN. - Wiedziony przesłaniem o dobroczynnej działalności AMUN-a przekazałem im, bez kupowania kartek, dużą darowiznę - relacjonuje Robert z Raciborza. - Urząd Skarbowy podczas kontroli wykazał, że nie mam prawa do odliczenia darowizny, ponieważ AMUN to komercyjna firma. "Gazeta" dotarła do sprawozdania z działalności firmy, w którym Dorota Bakaj - dyrektor wydawnictwa - ubolewa, że wielu niezamożnych rezygnuje z wpłat na rzecz firmy: "18-procentowe bezrobocie i nam daje się we znaki. Bardzo dużo osób rezygnuje z otrzymania naszych ofert ponieważ stracili pracę lub otrzymują bardzo niską rentę, czy emeryturę." Udało nam się ustalić, że Dorota Bakaj zysk, którego nie chce ujawnić, czerpie nie tylko z pracy w wydawnictwie. W 1998 r. AMUN wynajął w Raciborzu na 10 lat prawie 140-metrowe mieszkanie od ... państwa Doroty i Zygmunta Bakajów. Działalność wydawnictwa "Gazeta" opisała przed miesiącem. Od 10 lat kilkaset tysięcy osób w Polsce wpłaca na konto wydawnictwa "AMUN" - sp. z o. o. - miliony złotych za przesyłane im kartki świąteczne. Pieniądze trafiają do Lichtensteinu. Wydawnictwo zatrudnia sześć zupełnie zdrowych osób. W 2001 r. przychody firmy przekroczyły już 15 mln zł, a zysk netto wyniósł ponad 4 mln zł. AMUN utrzymuje z tego garstkę niepełnosprawnych artystów (23 osoby), którzy jak twierdzi wydawnictwo otrzymują z Lichtensteinu stypendia .. Setki tysięcy rodzin w Polsce wpłaca co roku miliony złotych na konto firmy AMUN - Wydawnictwa Artystów Malujących Ustami i Nogami. Są przekonani, że kartki świąteczne wspierają kalekich twórców Przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia komplet - złożony z sześciu kartek, dwóch arkuszy bilecików do prezentów i kalendarza - wydawnictwo AMUN wyceniło na 23,5 zł. Podobnie teraz, na Wielkanoc. Do przesyłek, które właśnie trafiają do setek tysięcy domów i firm w całej Polsce, dołączone są gotowe przekazy pocztowe. Większość z nich jest wypełniana przez adresatów i zasila konto wydawnictwa, a dokładniej firmy - AMUN spółki z o.o. W listach dołączanych do przesyłek firma zapewnia, że reprezentuje osoby potrzebujące pomocy. Reprodukcje namalowanych przez nie obrazów zamieszcza na kartkach świątecznych. - Taką kartkę wysłałem do znajomej we Francji - mówi pan Zbigniew, który zadzwonił do "Gazety". - Odesłała mi identyczną. I napisała, że we Francji jest już głośno o tym wydawnictwie, bo większość zysków ze sprzedaży zamiast do osób niepełnosprawnych trafia na prywatne konto. ...Pojechałem na Śląsk. Wydawnictwo mieści się w kilku pokojach starej kamienicy w Raciborzu. Zatrudnia sześć zupełnie zdrowych osób. Stylowe wnętrza odnowione na wysoki połysk. Dorota Bakaj, dyrektor wydawnictwa, na rozmowę zgadza się niezbyt chętnie. - Przed 1993 r. byłam nauczycielką w jednej z raciborskich podstawówek. Znam trochę języki obce, przed dziesięcioma laty zwrócono się do mnie z taką propozycją z Zachodu - mówi. - Takie wydawnictwa jak nasze od lat już tam istnieją. Wszędzie niepełnosprawni artyści otrzymują stypendia. Ale nie mogę zdradzić w jakiej wysokości. Główna siedziba wszystkich wydawnictw jest w Liechtensteinie. - Dlaczego w Liechtensteinie? - Bo tam nie trzeba płacić wysokich podatków. O powiązaniach AMUN z organizacją w Niemczech nie chce mówić. Ile firma przynosi dochodu? To tajemnica handlowa. Sprawdziłem wyniki finansowe wydawnictwa raciborskiej spółki. Ta mała firma od lat wykazuje wielomilionowe zyski. W 1999 r. przychody ze sprzedaży kartek wyniosły ponad 10 mln zł. Na czysto AMUN zarobiło ponad 3 mln zł. W 2001 r. przychody przekroczyły już 15 mln zł, a zysk netto 4 mln zł. W 2002 r. do swoich stałych klientów wydawnictwo zaliczyło już 440 tys. osób, ale kartki wysłało do kolejnych 200 tys. osób. Z wielomilionowych przychodów ze sprzedaży kartek ich kalecy autorzy mają jednak niewiele. W ostatnich latach wydawnictwo przeznaczało na garstkę malujących ustami i nogami (22 osoby) od 140 tys. do 180 tys. zł rocznie w ramach tzw. Funduszu Rehabilitacyjnego. Na jedną osobę przypadało więc około 7 tys. zł rocznie. Ale nawet ta kwota nie trafiła do nich. Z tych pieniędzy organizowane były m.in. wyjazdowe plenery, gdzie powstają kolejne obrazy, których reprodukcje są dystrybuowane w całej Polsce. ....................................................... Malarstwo - sposób na życie Praktycznie cały wielomilionowy zysk jest przekazywany jako dywidenda do Niemiec. Główna siedziba firmy, należącej do rodziny Batlinerów, mieści się w Liechtensteinie. Zarządzający jej finansami Herbert Batliner to jeden z najbogatszych ludzi w Liechtensteinie. Na kluczowych stanowiskach w firmie umieścił swych bliskich. Polskie kartki są dystrybuowane także w Europie Zachodniej. Z informacji opublikowanych w zachodniej prasie - m.in. w niemieckim "Sternie" - wiadomo, że francuskie wydawnictwo zarabia rocznie na wysyłkowej sprzedaży kartek świątecznych ok. 5 mln euro, włoskie z siedzibą w Weronie - ok. 2,5 mln euro. Przez ostatnich dziesięć lat AMUN wyrobiło sobie w Polsce markę organizacji pomagającej potrzebującym. Od grudnia 2003 r. do lutego 2004 r. zorganizowało w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawę malujących ustami i nogami artystów Wszystko po to, by zdobyć wiarygodność wśród swoich klientów. - Mamy swoje znajomości, które pomogły nam dotrzeć do Muzeum Narodowego - Dorota Bakaj i z dumą pokazuje najnowszy katalog wydawnictwa opatrzony słowem wstępnym Jolanty Kwaśniewskiej. - To pomaga nam się rozwija......Bartłomiej Kuraś 25-03-2004 .......http://www.obpon.org/?url=art&id=1903 .....................
.https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2065637.html kontrowersje - nie wiadomo co lepsze -ochłapy czy nic

niedziela, 18 kwietnia 2004

the MAZE Passion of Christ series wiliam kurelek profesjonalne art schizofrenia 1927-1977

Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego Księżyca
William Kurelek 1927-1977 The Maze Osoby z formalnym wykształceniem artystycznym, a także uznani artyści nie są odporni na choroby psychiczne i mogą również zostać zinstytucjonalizowani. Na przykład William Kurelek ,William Kurelek, CM (March 3, 1927 – November 3, 1977) was a Canadian artist and writer. His work was influenced by his childhood on the prairies, his Ukrainian-Canadian roots, his struggles with mental illness, and his conversion to Roman Catholicism. His father, Dmytro Kurelek, was born in Boriwtsi, Bukovina. Mary Huculak, his mother, was born in Canada, and received her elementary education in a local rural school. Her family had come with the first wave of Ukrainian immigration to Canada and was also from Boriwtsi. Dmytro and Mary were cousins. Dmytro arrived to work on the Huculak farm early in 1923. The couple married in the summer of 1925, his mother not quite nineteen at the time.William Kurelek was born near Whitford, Alberta in 1927, the oldest of seven children in a Ukrainian immigrant family: Bill, John, Winn, Nancy, Sandy, Paul, Iris. His family lost their grain farm during the Great Depression and moved to a six-hundred-acre former dairy farm near Stonewall, Manitoba, around 1933.[3] A cousin let the family off from his wagon at the gate of their new farm in pitch darkness... The back of their farm bordered on the bog, today Oak Hammock Marsh. Some of his paintings in the books A prairie boy's summer, and A prairie boy's winter, depict Kurelek and other children in the setting of the bogland.[6] Treelines along the horizon recorded by him in these paintings are still recognizable in the area. "Victoria School could be seen from our milkhouse a mile away." It was the one-room schoolhouse that Kurelek and his brother, John, attended. When about to enter high school, their father announced that they would do so in Winnipeg, where he purchased a house on Burrows Ave., seeing this as the economically wiser course than throwing money away on rent.
x Weekends, food was brought in by their parents from the farm to help offset the cost of living in the city. Eventually, their sister Winnie joined her brothers. They attended Isaac Newton High School a few blocks away. Kurelek was at the top of his class in German, and did well in all the other subjects. Just around the corner from the house was St. Mary The Protectoress Ukrainian Orthodox church where he attended Ukrainian school, and found a very positive father figure in Rev. P. Majewsk Kurelek graduated from high school in 1946, and enrolled in the fall of that year in the Arts General Course at the University of Manitoba, graduating with his degree in May 1949By this time the family farm had been sold and his father had moved the family to Vinemount, Ontario near Hamilton. Kurelek had developed an early interest in art,
.. which was not encouraged by his hard-working parents. Despite this, he enrolled at the Ontario College of Art in Toronto. His explanation to his father was that there was money to be made in commercial art. In fact, he had no intention of going into commercial art. During this time, he worked at odd jobs to support himself, such as at a carwash on University Ave. At the OCA, he found himself to be the only student with a university degree. Here, he studied the great contemporary Mexican artists: Diego Rivera, David Alfaro Siqueiros, José Clemente Orozco. His innate appeal and love of murals may have originated in his boyhood, when in his absence his father ventured one day upstairs and into his son's room to discover, much to his horror, the walls covered in unseemly illustrations.

[15] Kurelek's friends at the OCA told him about a School of Fine Arts in San Miguel, Mexico, which might grant him a scholarship if he produced something worthwhile.[16] Fired by the thought of studying with one of the great Mexican mural painters, he painted his first self-portrait.[17] Though he studied at the Ontario College of Art in Toronto and at the Instituto Allende in Mexico, he was primarily self-taught from books. Zaporozhian Cossacks, a gift to his father, is the last painting Kurelek did before leaving for Europe for the first time, and shows the influence of the Mexican-....
......ANGLIA By his mid-twenties he had moved to England. In 1952, suffering from clinical depression and emotional problems, he admitted himself into the Maudsley Psychiatric Hospital in London. TERAPIA There he was treated for schizophrenia.[]In his autobiography, Kurelek writes that, leading up to the painting of The Maze, he was growing disillusioned with psychotherapy and was desperate for a cure. Part of the anxiety came from the fear that he would not have enough money to stay much longer, so in his mind, "something [had] to be done." But his main doctor, Dr. Cormier, was unhelpful in his "serenity and aloofness." Kurelek writes, "Just as the protest marchers of today despair of attracting attention by peaceful means, and sometimes set themselves alight with gasoline or do physical damage to property, I decided violence against myself was the only recourse I now had." One evening Kurelek cut his arm, and when he revealed this to Cormier the next day, the doctor inquired into the circumstances but didn't panic.[] After the episode Kurelek was invited back as an inpatient to be treated by a different doctor, Dr. Carstairs, who appears in the film William Kurelek's The Maze. Carstairs provided Kurelek with a room that doubled as a studio where he could paint. Kurelek felt very strongly that he had to justify his being there for the doctors, so he commenced painting The Maze, "depicting all [his] psychic problems in a neat package.......... In hospital he painted, producing The Maze, a dark depiction of his tortured youth.[] His experience in the hospital was documented in the LIFE Science Library book The Mind, published in 1965. At Maudsley, Margaret Smith, Kurelek's occupational therapist would change the course of Kurelek's spiritual life.[] One day, she brought him a book of poems, wrapped in a dust jacket that she had made herself out of a Catholic newspaper. "I was a staunch atheist at the time…," Kurelek recalled, and upon discovering her Catholic faith, teased her about it. Later, he asked her if she was praying for him, and she answered, "Yes, I am." From here, they began to attend church services together.[] He took a correspondence course from the church, and met with Father Edward Holloway,[] a theologian trained at the English College in Rome, who helped him over some final stumbling blocks. In February 1957, Kurelek entered the Roman Catholic Church by a ceremony of conditional baptism. Margaret Smith, and his friend David John, a sculptor who did work for the church, were his godparents.............................
..........................TERAPIA ARTE PSYCHO He was transferred from the Maudsley Hospital to the Netherne Hospital, where he stayed from November 1953 to January 1955, to work with Edward Adamson (1911–1996), a pioneer of art therapy. At Netherne he produced three masterpieces - Where Am I? Who Am I? Why Am I?[27] (donated to the American Visionary Arts Museum by Adamson at its inauguration in 1995), I Spit On Life,] and A Ball of Twine and Other Nonsense.[] In 1984, when the Adamson Collection was exhibited as Selections from the Edward Adamson Collection, at the Art Gallery of Ontario, Adamson donated to the Ontario Psychiatric Association a large pencil drawing by Kurelek of one of the interiors of Netherne Hospital, showing a group of patients at leisure.......................By the end of 1956, Kurelek was working for F.A. Pollak Limited, an elegant framing shop near Buckingham Palace. He worked here for 25 months. Frederick Pollak, an Austrian Jew, who had fled from Germany in the thirties and settled in London in 1938 establishing his shop for the framing and restoration of antiques, had made frames for the Louvre.[26] Framing was an art that dated back to the Renaissance, and a single frame could cost thousands of pounds and require months of work. Pollak's became another school for Kurelek, where he learned the closely guarded secrets of gilding, which eventually found their way into his techniques as a painter. His apprenticeship at Pollak's, building and restoring frames, would serve him in a practical way until a few years before his death. When he returned to Canada in 1959, the Isaacs Gallery in Toronto immediately recognized the skills in framing that he had acquired in Europe. In later years, Avrom Isaacs commented that Kurelek would take more time building a frame than actually painting its canvas. Isaacs became Kurelek's agent for life; it was a business arrangement that remained unwritten. Glimmering Tapers round the Day's Dead Sanctities from 1970 is part of his Nature, Poor Stepdame series, and indicates that he was still building frames for his own paintings though quite renowned as an artist by this time.....................
interpretacja themaze Many have cited Hieronymus Bosch and Pieter Bruegel the Elder as influences for Kurelek's work in general, The Maze specifically.[27] In his account of the painting in his autobiography Someone with Me, Kurelek cites Jonathan Swift as a major influence on the work, as well as Shakespeare. Kurelek writes, "the psychological symbols of The Maze gradually shifted to more spiritual ones. They took on the appearance of Swiftian satire........................CANADA kanada powrot ..........Kurelek's first exhibition at the Isaac's Gallery was from March 26 to April 7, 1960. The show had 20 paintings. Among them, both his self-portraits (1950 and 1957); 3 Trompe-l'œil, paintings of a kind which had won him a place for three years in succession in the Royal Academy Summer Exhibition; Remorse from his hospital period; the Brueghel-like Farm Children's Games in Western Canada,[35] a forerunner of his children's paintings to come; Saw-Sharpener, a look at his days as a lumberjack; When I Have Come Back Home; The Modern Tower of Babel; Behold Man Without God,[36] this last reflecting the beginning of a change in attitude to prayer and the church. Though he was working on his The Passion of Christ According to St. Matthew[ series by this time, none of these religious paintings were included as they would be unsaleable. Canadian poet John Robert Colombo, for whom Kurelek had recently illustrated his first book of poetry, best describes the opening::::::::::::::: "There were a lot of strange looking people, not the usual art crowd. Bill looked terribly out of place at his own opening. He had a reddish complexion and looked like a lumberjack; he looked as if he were in the wrong country, the wrong century, the wrong situation. It didn't look as if he had produced this work!"[] The Isaacs' popular opening nights drew city sophisticates, affecting the bohemian dress of their day. This time they contrasted sharply with Kurelek, his parents, and their Ukrainian friends...............................cd wikipedia później odznaczony Orderem Kanady za twórczość artystyczną, jako młody człowiek został przyjęty do Szpitala Psychiatrycznego Maudsley, gdzie był leczony z powodu schizofrenii . the Maze, Passion of Christ series
W szpitalu namalował, produkując The Maze , mroczny obraz swojej torturowanej młodości . Został przeniesiony z Maudsley do Netherne Hospital od listopada 1953 do stycznia 1955, aby pracować z Edwardem Adamsonem (1911–1996), pionierem arteterapii i twórcą kolekcji Adamson.
the maze - The Maze (Canada, 1953), Gouache on board, 91 × 121 cm, Bethlem Royal Hospital in London"...............I had to impress the hospital staff as being a worthwhile specimen to keep on."[] The Maze was painted in gouache colors. Kurelek describes it as "a painting of the inside of my skull."[] That skull has been split open vertically to reveal various compartments inside. Through the eyes, nose, and mouth we can see the rest of the body lying in a wheat field...............
Inside the skull itself, each compartment holds a scrap of paper, representing a memory or thought. The center compartment, however, holds only a white rat, which represents Kurelek's spirit.] The rat is wound up and inert, having run through the maze of the skull chewing a piece of each scrap of paper and finding it undigestible...The skull in the painting has been opened up by ribbon, to suggest the work of the doctors at the mental hospital, attempting to make a proper diagnosis.
Kurelek depicted the rat spirit as inert, unwilling to leave his prison even though it has been opened up for him. This was Kurelek's way of showing his doctors what their job was. He writes, in his autobiography, "Now clean me out, I challenge you scientists, and put me back together again – a happy, balanced, mature, fulfilled personality. Lift that rat out and unwind him and let him run free! Sztuka outsiderów - https://pl.qaz.wiki/wiki/Outsider_art William Kurelek’s autobiographical painting The Maze was painted in 1953, when he was 26 and a patient at Bethlem’s sister hospital The Maudsley. The left hand section contains scenes from his past and present life forming a maze in which a white rat (representing himself) is trapped at the centre. On the right his view of the outside world is depicted Tłumaczenie z języka angielskiego-„Maze” Williama Kurelka to film dokumentalny o życiu znanego kanadyjskiego artysty Williama Kureleka, „dramatycznie opowiedzianego poprzez obrazy i objawienia przed kamerą”. Film dokumentuje zmagania artysty z próbą samobójstwa i coś, co nazwał „kryzysem duchowym. https://museumofthemind.org.uk/learning/the-maze William Kurelek 1927-1977 The Maze galeria kurelka Edward Adamson (1911–1996), pionier arteterapii i twórcą kolekcji Adamso

niedziela, 28 marca 2004

august klotz/ Klejt schi z z germany 1866-1928 & inni nie zawsze podpisani outsiderzy

Księżyc ma dwie strony -jasną i ciemną. Każda jest potrzebna do bycia pełnią. Odrodzenie Nowego KsiężycaAugust Klett (Pseudonym: August Klotz) (German schizophrenic outsider artist , 1866-1928) Case 36, 1866-1928 Pencil, pencil, watercolors with opaque white, chalk on drawing paper — 2 years ago with 72 notes AUGUTS KLETT (1866–1928), THE REPUBLIC OF THE ROOSTERS IN THE SUN HAS DINED AND DANCES WITHOUT COSTUMES.
#outsider art #klett #klotz #schizophrenic masters #naive art vision Ask me anything Par la force d'une cuisson mutuelle les ingrédients deviennent amers et vieux. La chaleur coagule les liquides; Qui sont comme des poussières sur une fenêtre éclairée Devenu "cendre morte", je serai uni au silence suprême x SZTUKA OUTSIDERÓW to sztuka twórców sztuki samouków lub naiwnych . Zazwyczaj osoby określone jako artyści outsiderów mają niewielki kontakt lub nie mają go wcale z głównym nurtem sztuki lub instytucjami artystycznymi. W wielu przypadkach ich dzieło jest odkrywane dopiero po ich śmierci. Często sztuka outsiderów ilustruje skrajne stany psychiczne , niekonwencjonalne pomysły lub wyszukane światy fantasy . Termin sztuka outsiderów został ukuty przez krytyka sztuki Rogera Cardinal w 1972 roku jako angielski synonim art brut ( francuski: [aʁ bʁyt] , „raw art” lub „rough art”), wytwórnia stworzona przez francuskiego artystę Jeana Dubuffeta w celu opisania sztuki powstały poza granicami oficjalnej kultury; Dubuffet skupił się szczególnie na sztuce tworzonej przez osoby spoza uznanej sceny artystycznej, używając jako przykładów pacjentów szpitali psychiatrycznych i dzieci. Sztuka outsiderów - https://pl.qaz.wiki/wiki/Outsider_art x Zainteresowanie SZTUKĄ OSÓB CHORYCH PSYCHICZNIE, obok dzieci i twórców „ sztuki chłopskiej ”, po raz pierwszy wykazała grupa „ Der Blaue Reiter ”: Wassily Kandinsky , Auguste Macke , Franz Marc , Alexej Jawlensky i inni. To, co artyści dostrzegali w pracach tych grup, to ekspresyjna siła zrodzona z ich dostrzeganego braku wyrafinowania. Przykłady tego zostały przytoczone w 1912 roku w pierwszym i jedynym numerze ich publikacji, Der Blaue Reiter Almanac . Podczas I wojny światowej Macke zginął w Szampanii w 1914 roku, a Marc w Verdun w 1916 roku; lukę pozostawioną przez te zgony wypełnił do pewnego stopnia Paul Klee , który nadal czerpał inspirację z tych „prymitywów”. Zainteresowanie SZTUKĄ OBŁĄKANYCH WIĘŹNIÓW azylu rosło w latach dwudziestych XX wieku. W 1921 roku dr Walter Morgenthaler opublikował swoją książkę Ein Geisteskranker als Künstler ( Pacjent psychiatryczny jako artysta ) o Adolfie Wölflim , psychotycznym pacjencie psychiatrycznym znajdującym się pod jego opieką. Wölfli spontanicznie zajął się rysowaniem i ta czynność zdawała się go uspokajać. Jego najwybitniejszym dziełem był ilustrowany epos liczący 45 tomów, w którym opowiedział swoją wyimaginowaną historię życia. Z 25 000 stron, 1600 ilustracji i 1500 kolaży jest dziełem monumentalnym. Wölfli wyprodukował również dużą liczbę mniejszych dzieł, z których niektóre zostały sprzedane lub wręczone jako prezenty. Jego prace można oglądać w Fundacji Adolfa Wölfliego w Muzeum Sztuk Pięknych w Bernie . Decydującym momentem była publikacja Bildnerei der Geisteskranken ( Artistry of the Mentally Ill ) w 1922 roku, autorstwa Hansa Prinzhorna . Było to pierwsze formalne badanie prac psychiatrycznych, oparte na zestawieniu tysięcy przykładów z instytucji europejskich. Książka i kolekcja dzieł sztuki wzbudziły duże zainteresowanie awangardowych artystów tamtych czasów, w tym Paula Klee, Maxa Ernsta i Jeana Dubuffeta . SZTUKA OUTSIDERÓW - https://pl.qaz.wiki/wiki/Outsider_art Sztuka outsiderów - https://pl.qaz.wiki/wiki/Outsider_art x Decydującym momentem była publikacja Bildnerei der Geisteskranken ( Artistry of the Mentally Ill ) w 1922 roku, autorstwa Hansa Prinzhorna . Było to pierwsze formalne badanie prac psychiatrycznych, oparte na zestawieniu tysięcy przykładów z instytucji europejskich. Książka i kolekcja dzieł sztuki wzbudziły duże zainteresowanie awangardowych artystów tamtych czasów, w tym Paula Klee, Maxa Ernsta i Jeana Dubuffeta . Osoby z formalnym wykształceniem artystycznym, a także uznani artyści nie są odporni na choroby psychiczne i mogą również zostać zinstytucjonalizowani. Na przykład William Kurelek , później odznaczony Orderem Kanady za twórczość artystyczną, jako młody człowiek został przyjęty do Szpitala Psychiatrycznego Maudsley, gdzie był leczony z powodu schizofrenii . W szpitalu namalował, produkując The Maze , mroczny obraz swojej torturowanej młodości . Został przeniesiony z Maudsley do Netherne Hospital od listopada 1953 do stycznia 1955, aby pracować z Edwardem Adamsonem (1911–1996), pionierem arteterapii i twórcą kolekcji Adamson. Sztuka outsiderów - Osoby z formalnym wykształceniem artystycznym, a także uznani artyści nie są odporni na choroby psychiczne i mogą również zostać zinstytucjonalizowani. . Na przykład William Kurelek , później odznaczony Orderem Kanady za twórczość artystyczną, jako młody człowiek został przyjęty do Szpitala Psychiatrycznego Maudsley, gdzie był leczony z powodu schizofrenii . W szpitalu namalował, n. Sztuka outsiderów - https://pl.qaz.wiki/wiki/Outsider_art. Sztuka outsiderów - https://pl.qaz.wiki/wiki/Outsider_art